„Maria Skłodowska-Curie”

Maria Skłodowska-Curie to nazwisko doskonale znane nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Jest wybitną postacią świata nauki, ale poza tym co tak naprawdę o niej wiemy? W tym roku obchodzimy 150. rocznicę urodzin tej genialnej Polki, która wyprzedziła swoją epokę, zaś jej dokonania pozostają niezmiennie aktualne i nowoczesne. Dlatego też poczujmy chemię do Skłodowskiej.

mariacurie_b1

Maria Skłodowska-Curie jest jedną z największych postaci światowej nauki. Jako pierwsza kobieta otrzymała dwie Nagrody Nobla w dwóch różnych dziedzinach nauki: z fizyki w 1903 r. i chemii w 1911 r. Była pierwszą kobietą profesorem na Sorbonie, która opracowała nowe metody badawcze i konstruowała instrumenty pomiarowe. Utworzyła nowe placówki naukowo-terapeutyczne: instytut Radowy w Paryżu i w Warszawie oraz wprowadziła do nauki nowe pojęcie „promieniotwórczość”. Dwie Nagrody Nobla nie były jedynym dowodem uznania świata naukowego dla Marii Skłodowskiej-Curie. Zapraszana była przez najsłynniejsze ośrodki uniwersyteckie świata, otrzymała ponad dwadzieścia doktoratów honoris causa wielu uniwersytetów, liczne dyplomy i medale. Całe jej życie cechowało bezinteresowne oddanie nauce. Obce było jej dążenie do osobistych korzyści. W 2015 roku okrzyknięto ją najbardziej wpływową kobietą ostatniego dwustulecia!

maria-sklodowska-curie_fot-christian-hartmann-6

maria-sklodowska-curie_fot-christian-hartmann-7

maria-sklodowska-curie_fot-witold-baczyk-13

Tej wybitnej Polce przyszło żyć w trudnych dla kobiety czasach. Na początku XX wieku rolą kobiety było wychowywanie dzieci, zaś o pracy naukowej nie było mowy. Jako pierwsza z ówczesnych kobiet zapoczątkowała zmiany w tradycyjnym i konserwatywnym postrzeganiu kobiet, udowadniając, że mogą łączyć w sobie wiele ról – matki, żony i naukowca. Marię (w tej roli wystąpiła Karolina Gruszka) poznajemy w chwili, w której wraz z mężem pracują nad udoskonaleniem swojego wynalazku. Badania prowadzili w laboratorium, które mieściło się starej szopie z przeciekającym dachem. Nie miała łatwego życia. Po śmierci ukochanego męża Pierre’a (Charles Berling) cierpiała przez długi czas i trudno jej było się pozbierać. Jej droga do sławy była pełna wyzwań i wyrzeczeń. By wypełnić misję dla ludzkości, musiała zmierzyć się z samotnością w obcym kraju, a także bronić racji w świecie naukowym zdominowanym przez mężczyzn. Jest osobą godną do naśladowania, zasługująca na podziw i wybitna pod każdym względem. Stała się najbardziej wpływową kobietą swoich czasów.

W roli tytułowej wystąpiła Karolina Gruszka. Partnerują jej m. in. Izabela Kuna w roli Bronisławy Skłodowskiej, Piotr Głowacki jako Albert Einstein, Jan Frycz jako Ernest Solvay – założyciel Międzynarodowego Instytutu Fizyki oraz Daniel Olbrychski jako Emile Amagat – zagorzały przeciwnik Marii. Karolina Gruszka wypadła w tej roli bardzo przekonująco, na pewno tą rolą zyska uznanie wielu światowych twórców. Trudno uświadczyć języka polskiego w produkcji, gdyż dialogi prowadzone były całkowicie po francusku. Scenografia również robi ogromne wrażenie, gdyż laboratorium Marii i jej męża odtworzone zostało na podstawie zachowanych szkiców i rysunków. Zdjęcia powstały w Krakowie, Łodzi, Łebie, Berlinie, Monachium i Paryżu.

maria-sklodowska-curie_fot-witold-baczyk-5

maria-sklodowska-curie_fot-grzegorz-hartfiel-1

„Maria Skłodowska-Curie”  w reżyserii  Marie Noelle to wierna rzeczywistości opowieść o niesamowitym życiu odkrywczyni dwóch pierwiastków: polonu i radu. Z drugiej jednak strony to również portret Skłodowskiej jakiej do tej pory nie znaliśmy: czułej matki, kochającej zony, kobiety charyzmatycznej i zdecydowanej, chociaż pełnej sprzeczności. Jest to pierwszy tak intymny portret tej niesamowitej kobiety: o smutkach i radościach, chwilach triumfu i porażkach, nie tylko w świecie nauki, ale przede wszystkim w jej życiu prywatnym i rodzinnym. Jest to piękna historia niezwykłej kobiety, która nie wahała się iść za głosem serca, a dzięki inteligencji, wiedzy i nieprzeciętnym umiejętnościom zdołała przekonać do siebie świat nauki zdominowany przez mężczyzn. To także niezwykła podróż w czasie do Paryża z przełomu wieków – miasta sztuki i odkryć, które zmieniały świat.

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję:

40610

Granada. Na styku kultur

Jedno z hiszpańskich powiedzeń głosi, że  „kto nie widział Granady, ten niczego nie widział”. Miasto znajduje się w południowej części Andaluzji, wzdłuż brzegu rzeki Genil, u stóp gór Sierra Nevada. Stanowi ważny ośrodek handlowy, przemysłowy i kulturalny. Jest to jedna z kilku najważniejszych miejscowości turystycznych w kraju, słynąca z pięknej architektury, licznych zabytków oraz zapierających dech krajobrazów.

Gdy przybyłam do Granady, musiałam spory kawałek, a właściwie kawał drogi by przejść z dworca autobusowego do mojego hostelu, w związku z tym już na samym początku (chcąc nie chcąc) miałam zafundowaną szybką wycieczkę krajoznawczą. Jakie było moje pierwsze wrażenie? Negatywne i to bardzo. Granada jest miasteczkiem studenckim, co bardzo rzuca się w oczy, wokół słychać wiele języków świata, zaś wszędzie unosił się zapach… marihuany!

Początkowo Granada wydała mi się po prostu brzydka. Przez pierwsze pół dnia mojego pobytu, coraz bardziej zniechęcona zastanawiałam się, czy nie wrócić do Kordoby. I pewnie by tak było, gdybym nie miała kupionego biletu do Alhambry. Jednak po przemyśleniu sprawy stwierdziłam, że nie po to przejechałam tyle kilometrów, żeby  się teraz wycofać. W porównaniu właśnie z Kordobą czy Sewillą, Granada jest po prostu nijaka. Jedynie co mnie urzekło (poza samą Alhambrą oczywiście), to dzielnica Albaicin. Tam faktycznie można było poczuć klimat prawdziwej Andaluzji. Również za sprawą pewnego Pana C., który pokazał mi inne oblicze Granady, przez co zmieniłam zdanie i przekonałam się tego miasta. Co więcej – mam ochotę do niego kiedyś jeszcze wrócić 🙂

img_5417

img_5425

img_5159

img_5249

Co warto zobaczyć:

La Alhambra

Niektórzy mówią, że o malowniczości Alhambry w dużym stopniu decyduje je pejzaż: ośnieżony przez większość roku łańcuch Sierra Nevada, w którego sercu znajdują się najwyższe szczyty kontynentalnej Hiszpanii. Poeci opiewają to miejsce jako ósmy cud świata, zaś statystyki mówią, że jest to najczęściej odwiedzany zabytek w całej Andaluzji – prawdziwa perła pośród innych pamiątek przeszłości w całej Hiszpanii. Zbudowany w latach 1232-1273 bez wątpienia stanowi najpiękniejszy pałac muzułmański, jaki kiedykolwiek powstał. Tylko wielkie imperium mogło zbudować tak coś wspaniałego. A takim imperium bez wątpienia była wówczas dominacja islamu na rozległym terytorium od Chin, przez Północną Afrykę aż po enklawę Al-Andaluz na zachodnim krańcu Europy. Na szczególną uwagę zasługują bardzo liczne zdobienia i dekoracje. W skład całego kompleksu wchodzą: zamek Alcazaba, Mexuar, Dziedziniec Mirtowy, Dziedziniec Lwów, pałac Karola V oraz Generalife. Przez długi czas znajdowało się tu więzienie, dopiero w XIX wieku pałac został odbudowany z zachowaniem pierwotnego stylu, według ściśle określonych zasad architektonicznych. W 1984 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.

Bilet kupiłam on-line, dwa miesiące przed moim przyjazdem. Powiem szczerze, że nie było łatwo, gdyż rozeszły się jak ciepłe bułeczki i nie było dużego wyboru – nabyłam jedną z ostatnich sztuk. Cale szczęście, że ogarnęłam się z tym odpowiednio wcześniej, po potem byłby płacz i lament 🙂 Przyznaję, że La Alhambra była wisienką na torcie mojej ostatniej wędrówki po Andaluzji. Całkowicie zrekompensowała moje wcześniejsze narzekania na miasto. Słusznie, że wszyscy zachwycają się tym miejscem, bo w pełni na to zasługuje. Najpiękniejszym, jednocześnie najbardziej popularnym i najbardziej obleganym miejscem jest pałac Nasrydów, o którym więcej napiszę więcej innym razem. Tak jak wcześniej wspomniałam o La Mezquicie w Kordobie, teraz także piszę: La Alhambra jest miejscem, które koniecznie trzeba zobaczyć przed śmiercią 🙂 Na obejście tego obiektu trzeba poświęcić kilka godzin, mi to zajęło około pięciu. I nie był to szybki spacer, jak to miewam w zwyczaju. Ty razem była to spokojna przechadzka w promieniach słońca, rozkoszowaniem się świeżym powietrzem i zachwycaniem pięknymi obiektami. Brakuje mi słów, żeby opisać to, co tam widziałam. Po prostu trzeba to zobaczyć na własne oczy 🙂

img_5334

img_5339

img_5364

img_5365

img_5370

img_5388

16830160_10211858443006900_617325108_n

El Generalife

Pałac ten powstał za czasów panowania Muhammada III, na początku XIV wieku i miał pełnić funkcję letniej, nieoficjalnej rezydencji władców muzułmańskich. W skład tego kompleksu wchodzą najstarsze z zachowanych do dzisiaj ogrodów mauretańskich. Jeden z nich, tzw. „Ogród Sułtanki”, uważany jest za miejsce schadzek żony Abu I Hasana z jej kochankiem. To idealna strefa odpoczynku po trudach zwiedzania całego kompleksu.

img_5257

img_5258

img_5263

img_5265

img_5267

La Catedral de Granada

Budowa gmachu rozpoczęła się w latach 20. XVI wieku. Początkowo miała to być świątynia wybudowana w stylu gotyckim, ale ostatecznie jest jedną z najznakomitszych przykładów hiszpańskiego renesansu. Całkowite zakończenie gmachu zajęło jednak niemal dwa wieki. Warto zwrócić uwagę na fasadę główną, wzorowaną na rzymskich łukach triumfalnych – miała ona opiewać zwycięstwo katolicyzmu nad islamem w Europie.

Tak jak już niejednokrotnie wspominałam, nie urzekają mnie miejsca sakralne – poza pewnymi wyjątkami. No i tak właśnie było w przypadku katedry w Granadzie. Wstęp kosztował 5 euro, ale powiem szczerze – nie było warto. Kościół jak każdy inny, jedynie co go wyróżniało to wielkość, bo był naprawdę duży. Umiejscowiony w samym sercu miasta, otoczony nowoczesnymi budynkami, z zewnątrz był niedostępny do sfotografowania.

img_5163

img_5167

img_5200

img_5423

Alabaicin

Najstarsza dzielnica miasta, umiejscowiona na wzgórzu, z którego rozpościera się wspaniały widok na Alhambrę. Cechą charakterystyczną są wąskie uliczki, przy których podziwiać możemy pozostałości architektury Maurów. Najciekawszymi obiektami są fragmenty łaźni arabskich, na terenie których założono muzeum archeologiczne oraz kościół San Salvador, który podobnie jak reszta świątyń, zbudowany został na gruzach mauretańskiego meczetu. Warta naszej uwagi jest również architektura budowli inspirowana Afryką Południową.

img_5210

img_5234

img_5240

img_5391

Mirador de San Nicolaus

To najsłynniejszy punkt widokowy, w którym możemy podziwiać Alhambrę z daleka. Znajduje się w dzielnicy Albaicin i trochę trzeba się natrudzić, żeby pośród ciasnych uliczek wspiąć się na szczyt. Stąd podziwia się Alhambrę w całej okazałości z ośnieżoną Sierrą Nevadą w tle. Obok tarasu widokowego stoi najstarszy kościół w mieście San Nicolas.

img_5226

16900395_10211858440926848_175949712_n

img_5224

img_5211

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Danuta Duszeńczuk „Pieniądze dla Pań. Krótki kurs finansów dla każdej z nas”

finanse_dla_pan_kursZarządzanie domowym budżetem zalicza się do „sportów ekstremalnych”. Comiesięczne stałe wydatki, gromadzenie oszczędności czy sprawianie sobie małych przyjemności nie jest prostą sprawą. Łatwo jest stracić kontrolę i popaść w dołek finansowy, zwłaszcza jeśli nasza pensja nie jest satysfakcjonująca.

Autorka poradnika „Pieniądze dla Pań” w bardzo prosty i przejrzysty sposób radzi, jak mamy zarządzać domowym budżetem – zaoszczędzić, planować wydatki i mieć poczucie większej kontroli nad pieniędzmi. Danuta Duszeńczuk krok po kroku pisze, w jaki sposób stać się kobietą zadbaną finansowo, ale robi to w taki sposób, żeby żadnej z nas nie przestraszyć i zniechęcić. Co więcej – stara się zachęcić czytelniczki do rozsądnego wydawania pieniędzy i inwestowania. W poradniku adresowanych do kobiet znajdziemy takie zagadnienia jak: zarządzanie domowym budżetem – trochę księgowości na co dzień; jak oszczędzać pieniądze i co do zaoferowania mają dla nas banki; wszystko, co trzeba wiedzieć o pożyczkach i kredytach, kupowaniu na raty; co zrobić, jeśli wpadnie się w spiralę zadłużenia, a także to czy i jakich ubezpieczeń potrzebuje współczesna kobieta.

Przyznam szczerze, że bardzo dobrze, że sięgnęłam po „Pieniądze dla pań” właśnie teraz, gdyż aktualnie moja sytuacja finansowa jest kiepska. Dowiedziałam się wielu interesujących i przede wszystkim – przydatnych rzeczy oraz cennych wskazówek. Muszę przyznać, że dzięki poradnikowi „Pieniądze dla Pań. Krótki kurs finansów dla każdej z nas” trochę oswoiłam się z brutalną rzeczywistością i przyswoiłam wiedzę z zakresu finansów, co do tej pory było dla mnie czarną magią. Poza cennymi radami, książka jest przejrzysta i pięknie zilustrowana. Co kilka stron znajdziemy czytelne tabelki i wykresy oraz inspirujące obrazki.

Nie twierdzę, że do tej pory nie miałam bladego pojęcia jak zarządzać własnymi finansami. Wiele rzeczy, o których pisze Danuta Duszeńczuk praktykowałam regularnie każdego miesiąca. Jednak dowiedziałam się wielu szalenie ważnych rzeczy, jak np. wydostać się ze spirali długów, aby jej jeszcze bardziej nie powiększyć albo o niezbędnych ubezpieczeniach. Zachęcam wszystkie Panie do przeczytania „Pieniędzy dla Pań”, gdyż z całą pewnością każda z nas coś nowego odkryje. Poza tym warto po nią sięgnąć by uporządkować swoje życie finansowe, bo często przekłada się ono na jakość życia codziennego. Kontrola nad domowym budżetem daje nam pewnego rodzaju komfort psychiczny, ale także nie pozwoli popaść w paranoję gdy coś nam umknie.

Za książkę dziękuję:

logo_lingo_twoje_wydawnictwo

Santorini. Raj na ziemi

Wydawać by się mogło, że to ateński Akropol jest symbolem Grecji. Jednak Ci, którzy mieli przyjemność spędzić czas na jednej z cykladzkich wysp wie, że prawda jest całkiem inna. Dla nich Grecja będzie kojarzyć się z oślepiająco białymi domkami zawieszonych na zboczach stromych skał, z błękitnymi kopułami na szczycie. Mowa oczywiście o Santorini, prawdziwym raju na ziemi. Wspaniała panorama zalanej morskimi wodami kaldery, malowniczy kontrast między białymi domkami a ciemnymi, wulkanicznymi skałami, dymiące wierzchołki wulkanów i ciągle żywy mit o zaginionej Atlantydzie – wszystko to sprawia, że przybywają tu rzesze turystów. Odkąd pamiętam, Santorini było moim wielkim marzeniem. Patrząc na piękne pocztówki z bajkowymi krajobrazami, białymi domkami i niebieskimi kopułami, wąskimi i krętymi uliczkami, zapragnęłam tam pojechać. Co prawda było to parę ładnych lat temu, ale jak kiedyś wspomniałam – po ostatniej wizycie w Atenach, moje uczucia do Grecji powróciły niczym bumerang i naszło mnie na wspominki sprzed lat 🙂

dscn2159

dsc03641

dscn2137

dsc03659

Thira, bardziej popularna pod nazwą Santoryn lub Santorini, a w czasach starożytnych nazywana Kalliste (najpiękniejsza), to mały archipelag południowoegejskiego łuku wulkanicznego. W jego skład wchodzą następujące wysepki: Thira, Thirassia, Nea Kameni, Palea Kameni i Aspro. Kształt przerwanego okręgu zawdzięcza kataklizmowi z roku 1450 p. n. e. Właśnie wtedy nastąpiła potężna erupcja wulkanu o sile trzykrotnie przekraczającej wybuch Karatakau w 1883 r. Zniszczeniu uległa cała centralna część wyspy, a na jej miejscu utworzyła się rozległa, wypełniona morskimi wodami kaldera o powierzchni 83 m kw. i głębokości 400 m, paradoksalnie stanowiąca teraz jedną z największych atrakcji na wyspie. Widok, jaki roztacza się przed oczami turystów wpływających w kaldere, nie ma sobie równych w całej Grecji.

dsc03671

dsc03670

Stolicą wyspy jest Fira, drugie (zaraz za Oia) najczęściej odwiedzane miasto na wyspie, które rozpościera się na klifie o wysokości 300 m. Nie jest skomplikowanym architektonicznie miastem – główna ulica to ta, po której poruszają się samochody i autokary. Tutaj znajduje się Stary Port, do którego przybywają wielkie, ekskluzywne statki. W centralnym miejscu Firy znajduje się taras widokowy, z zapierającym dech w piersiach widokiem na całą kalderę. Również w tym miejscu możemy podziwiać Ortodoksyjny Sobór Metropolitalny. Budynek został wybudowany w 1956 r., ale w wyniku trzęsienia ziemi jej pierwotna część została zniszczona. Idąc dalej w głąb miast, trafimy na tzw. „złotą uliczkę”. Skąd  taka nazwa? Właśnie tam znajdują się sklepy z ekskluzywnymi markami, między innymi Chanel, Prada, Gucci, Rolex. Na samej górze miasteczka znajduje się ważny budynek sakralny – Katolicka Katedra Santorynu pod wezwaniem Świętego Jana Baptysty.

dscn2164

dscn2184

dsc03637

dscn2080

dsc03667

Najczęściej fotografowanym miejscem na całej wyspie, które widnieje na większości pocztówek i zdjęć przedstawiających Santorini, jest Oia (wymawiane „Ija”). Mówi się, że jest miastem artystów, malarzy, rzeźbiarzy, i że nie ma serca, które nie zostałoby poruszone tamtejszymi widokami, z czym zgadzam się w stu procentach. Właśnie w tym miasteczku mieści się najczęściej fotografowany kościół  wezwaniem Św. Mikołaja, czyli patrona rybaków oraz słynny wiatrak znajdujący się przy końcu miasteczka, tuż nad klifem. W samym centrum miasta stoi bardzo popularny, zwłaszcza wśród par, które zamierzają się w nim pobrać, kościół Panagia Platsani.

dsc03630

dscn2105

dscn2166

dscn2156

Dlaczego domy malowane są w barwach biało-niebieskich? Istnieją 3 wersje tłumaczące użycie tych barw: patriotyczna, ekonomiczna oraz praktyczna. Patriotyczna ma związek z historią Grecji. Barwy narodowe tego kraju, które widnieją na fladze to właśnie biel i błękit. Kolor niebieski symbolizować ma barwę morza okalającego Grecję, zaś biel pianę morską, która uderza o grecki ląd. Wersja praktyczna związana jest z wszechobecnie panującym upałem i skwarem, dlatego też mieszkańcy wyspy wybudowali domy w tych barwach, ponieważ kolor biały nie przyciągają  słońca a odbijają je, przez co w domu jest chłodniej. Z kolei niebieski odstrasza insekty. Wersja ekonomiczna zakłada, że farby w tych dwóch kolorach były po prostu najtańsze ze wszystkich innych dostępnych.

Na Cykladach krąży legenda, że mieszkańcy wyspy to… wampiry. Ludzie, którzy zginęli nagle prowadzili życie pełne grzechu, zaś ci co nie otrzymali odpowiedniego pochówku padali w sidła złych mocy i zamienili się w wampiry, zwane vrykolakas. Co było przyczyną takiej przemiany? Po pierwsze wystarczyło, że kot skoczył na martwe ciało jeszcze przed pochówkiem, a moce nieczyste przejmowały kontrolę nad zmarłą osobą. Po drugie wampir może przyjść i zapukać do drzwi, ot tak po prostu. Jeżeli nikt mu nie otworzy od razu, pójdzie sobie dalej, dlatego też wielu Santoryńczyków czeka aż ktoś zastuka przynajmniej dwa razy. Porą, w której Vrykolakas są najbardziej aktywne to południe i  północ. Co ciekawe, starsi mieszkańcy wyspy nadal z trwogą czekają, aż ta pora dnia i nocy miną…

dscn2138

dscn2187

Do tej pory z ogromnym sentymentem wspominam pobyt na tej wyspie. Żałuję tylko, że tak mało czasu tam spędziłam, ale pewne jest to, że jeszcze tam powrócę. Poza magią i pięknem tego miejsca, najbardziej zapadło mi w pamięci to, że nabawiłam się tam poparzenia słonecznego pierwszego stopnia i chyba nawet dostałam lekkiego udaru 🙂 Słońce daje o sobie tutaj znać niezwykle mocno, dlatego wybierając się tam KONIECZNIE należy zabrać ze sobą ciemne okulary przeciwsłoneczne, krem z mocnym filtrem i najlepiej kapelusz na głowę! Przekonałam się o tym na własnej skórze, i to dosłownie. Żar lał się z nieba a ja niczym  w transie, biegałam po mieście jak szalona bez żadnej ochrony. Do tego biały kolor budynków sprawiał, że słońce odbijało się od nich, a to z kolei powodowało, że było gorąco jak w piekarniku. A ja, całkowicie wyluzowana i zahipnotyzowana tą piękną wyspą zapomniałam posmarować się kremem z filtrem, a o kapeluszu na głowie nawet nie pomyślałam, bo i po co? Przez tę głupotę (tak, to była ogromna głupota) połowa mojego ciała była pięknie przysmażona słońcem, a druga połowa blada jak ściany tamtejszych domków. Wyniosłam z tego cenną lekcję i mam nauczkę na całe życie 🙂 Ku przestrodze zamieszczam zdjęcie zrobione po powrocie z wyspy – może ktoś, poprzez moje nieszczęście nauczy się czegoś 🙂

dscn2271

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.