Just Lviv It!

Będzie to nietypowy post, trochę alternatywny – w końcu taki był ten wyjazd. Zazwyczaj kiedy zamieszczam pierwszy wpis o miejscu, które niedawno odwiedziłam, to zaczynam od atrakcji i zabytków, jakie oferuje miasto. Ale nie tym razem. O tym również napiszę, ale w kolejnych postach. We Lwowie byłam dwa razy, dwa razy w ciągu jednego roku, a konkretniej w przeciągu trzech miesięcy. Lubię powracać do miejsc, które mnie urzekły, ale nie robię tego w tak krótkim czasie. Ze Lwowem to zupełnie inna historia, zupełnie inny związek. Jedno jest pewne – całkowicie straciłam głowę dla tego miasta.

Wybierając się do Lwowa, można zapomnieć o śnie i wypoczynku – miasto ma zbyt wiele do zaoferowania. Nie tylko nocne życie kwitnie na całego, ale również rozrywki w ciągu dnia kuszą i wabią na każdym kroku. To niepozorne miasto oferuje nam bardzo dużo atrakcji. W głowie mi się nie mieściło, że to – niegdyś polskie miasto – jest taaaaakie niegrzeczne! Bary, puby i kluby, które odwiedziłam robią ogromne wrażenie i zachwycają swoją kreatywnością. Niestety zaznałam tylko niewielką część lwowskiego życia nocnego, chociaż byłam tam przecież dwa razy! No cóż, jeszcze wiele nieprzespanych we Lwowie nocy przede mną,  bo niebawem tam powrócę i to zapewne nie jeden raz, oczywiście z ekipą gdzienaweekend.pl – najlepszą ekipą ever! 🙂

Dzisiejszy wpis dotyczyć będzie miejsc, które KONIECZNIE trzeba odwiedzić będąc we Lwowie. A konkretniej chodzi o poznanie Lwowa w wieczorowym wydaniu.

just-lviv-it

Masoch Cafe

To chyba jest moja ulubiona lwowska knajpa, chociaż nie jestem na 100% przekonana, gdyż wybór jest bardzo trudny🙂 Pewne jest to, że knajpka jest baaardzo oryginalna. O co tyle hałasu? Niejaki Leopold von Sacher-Masoch, urodzony właśnie we Lwowie, przeszedł do historii nie za sprawą swojego talentu literackiego, ale dzięki swoim upodobaniom erotycznym. Marzyło mu się bowiem, żeby go jakaś niewiasta porządnie obiła pejczykiem, co nie omieszkał opisać na kartach swojej powieści „Wenus w futrze”. Książka błyskawicznie zainteresowała nie tylko psychologów, ale również znudzone gospodynie domowe, zaś nauka wzbogaciła się o nowy termin: masochizm.

Wejścia do knajpki strzeże frywolny pomnik pisarza, o myszowatej fizjonomii i włosach rozwianych przez wiatr. Co więcej, klienci Masoch Cafe mogą dłonią nurkować do wnętrza kieszeni spodni jegomościa i dotknąć jego… klejnotów!🙂

A co znajduje się w środku? W Cafe Masoch panuje atmosfera niefrasobliwego erotyzmu. Ciemny lokal z brawurowo sączącym się światłem wypełniają perwersyjne gadżety, np. bielizna porozwieszana pod sufitem, skóra, lateks czy filmy dla dorosłych puszczane na ekranie telewizora. Już na „dzień dobry” każdy gość dostaje przy wejściu pejczykiem po tyłku. Z kolei na specjalne życzenie kelnerzy przykuwają klienta do ściany albo „masują” bacikiem, robiąc z tego niezłe show🙂 Nie będę zdradzać wszystkich szczegółów – trzeba to zobaczyć na własne oczy🙂

P1010756

Мазох_4472_orignfot. www.lvivhaber.com

1358848072_5a2933e948f789c2cd2294a7a021a267209_b
fot. www.justlviv.it

13835479_10210586538285400_65325657_o

13840622_10210586538405403_1973627493_o

Lwowski Dom Legend

Miejsce to jest jakby z innego świata. Kiedy pierwszy raz tam byłam, czułam się jakbym znalazła się w jakimś alternatywnym świecie. W środku znajduje się siedem sal, z których każda przedstawia inną legendę: o czasie, o bruku, pogodzie, lwach, rzece przepływającej pod ulicami oraz książkach chroniących lwowską gwarę. W każdej sali zgromadzono odpowiednie atrybuty, związane z lwowskimi legendami. Według jednej z opowieści, pod osłoną nocy kamienne lwy zmieniają się  w ludzi i pilnują porządku w mieście.

To jednak nie wszystkie niespodzianki, jakie czekają na nas w środku. To, co wyróżnia Dom Legend od innych lwowskich miejsc, to to, że pracują tam niezwykli ludzie – z niedoborem wzrostu, czyli karły! Będąc tam za pierwszym razem, nie miałam o tym zielonego pojęcia, dlatego też kiedy podszedł do mnie kelner, pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy: „co to za dziecko mnie obsługuje?!?”🙂 Dodatkowo obsługa zabawia gości różnymi opowieściami o Lwowie i intrygującymi zagadkami. Długo nie mogłam wyjść z podziwu i tym bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że wylądowałam w innej czasoprzestrzeni🙂

Warto również obejrzeć niezwykłe przedstawienie na zewnątrz budynku. Odbywa się ono na fasadzie budynku, o każdej pełnej godzinie. Od lewej strony kamienicy do prawej jeździ miniaturowa kolejka, zegar wybija godzinę, dzwoneczki dzwonią, a smok zieje ogniem🙂 Jeśli wdrapiecie się na samą górę, chociaż nie jest to proste zadanie, na dachu czeka Was kolejna niespodzianka. Otóż poza urzekającym widokiem na miasto, znajduje się… trabant. Tak, prawdziwy samochód marki trabant, do którego można wsiąść i zrobić pamiątkowe zdjęcie🙂

P1010782

Дім легенд_3724fot. www.fest.lviv.ua

IMG_20160409_124843_AO_HDR

image042fot. lwowprzewodnik.blogspot.com

Pod Złotą Różą

Do tego miejsca trafiliśmy przez zupełny przypadek. Nie było go na naszej imprezowej mapie. Restauracja ta przypomina stare, żydowskie mieszkanie z koronkowymi obrusami, mentorami, maszyną do szycia i klatką ze śpiewającym kanarkiem. Wydawałoby się, że taki wystrój to nic nadzwyczajnego. Co zatem jest takiego niezwykłego w tej knajpie? Ano to, że nie ma tu podanych cen,  a klient musi się targować o wysokość rachunku.

Poza wstępnie wynegocjowaną ceną, nasza grupa miała dodatkowe zadanie. Kelnerzy nie chcieli nas wypuścić, dopóki nie zaśpiewamy im jakiejś piosenki. Bez zastanowienia wszyscy razem zaśpiewaliśmy „Hej sokoły”🙂 Co warto spróbować na miejscu? Wódkę pejsówkę – zdziwicie się i jestem pewna, że nigdzie takiej nie próbowaliście🙂

image034fot.lwowprzewodnik.blogspot.com

2231ef5486657940fot. ukraineallaboutu.com

Kryjówka

To właśnie Kryjówka jest tym miejscem, które konkuruje z Masoch Cafe o miano mojego ulubionego. Restauracja ta znajduje się w piwnicy, jej wystrój wewnętrzny jest wykonany z drewna i przedstawia prawdziwy partyzancki schron. Dedykowana jest partyzantom UPA, czyli Ukraińskiej Armii Powstańczej, która cieszy się na Ukrainie coraz większym sentymentem. Klienci mogą przebrać się za ukraińskich partyzantów, zaś wystrój lokalu odwołuje się do tradycji UPA: na ścianach wiszą plakaty upamiętniające partyzantów, karabiny, granaty, haftowana odzież, naczynia wojskowe, zaś restauracja oferuje tradycyjne dania kuchni ukraińskiej.

Jak sama nazwa wskazuje, nie jest łatwo odnaleźć to miejsce. Drzwi są dobrze ukryte i strzeżone przez uzbrojonego w karabin partyzanta. Kiedy jednak tam dotrzemy, musimy podać hasło wstępu. Jeśli go nie znamy, nie ma szans, żebyśmy dostali się do środka. Jeśli jednak uda nam się wejść, na przywitanie musimy „strzelić” sobie jednego szota w postaci ukraińskiego bimbru – inaczej nie wejdziemy na dół.

Zabawy z bronią w Kryjówce uchodzą na sucho. Klienci lokalu chętnie łapią za broń, a za jedyne 20 hyvien możemy postrzelać sobie do wizerunku Putina czy Janukowicza.

kryjówka-lwów.900.599.sfot. fpiec.pl

p.txt
fot. lwowprzewodnik.blogspot.com

13836060_10210586537445379_1585325079_o

Katownia

Wejścia do tego lokalu strzeże „groźny i niebezpieczny” strażnik. Nie pozwolił nam wejść do środka, a jego sroga mina sugerowała, żebyśmy uciekali stamtąd gdzie pieprz rośnie. Jednak nas nie było tak łatwo zastraszyć, byliśmy niewzruszeni. I mimo tego, że razem z koleżanką dostałyśmy batem po tyłku, stanowczo zażądałyśmy naszego miejsca.

Jak wspomniałam, niestety nie udało nam się tam wejść do środka, gdyż lokal wypełniony był po same brzegi. Nasz zaprzyjaźniony kat pozwolił nam jednak zasiąść na zewnątrz. Wystrój knajpy jest godny podziwu. Jak na prawdziwą katownię przystało, znajdują się tam narzędzia tortur, siekiery, łańcuchy, kajdany, klatki, no i wspomniany „przerażający” strażnik🙂

Tam też spróbowałam najgorszej wódki w moim życiu – chrzanówki. O gustach się nie dyskutuje, bo mnie osobiście odrzuciło na sam zapach, ale moi kompani delektowali się i zachwalali ten trunek🙂

Бернардини_4706fot. fest.lviv.ua

Бернардини_4685
fot. fest.lviv.ua

13833034_10210586539845439_2014207573_o

Lampa Gazowa

Lokal poświęcony Ignacemu Łukasiewiczowi – wynalazcy lampy naftowej – który we Lwowie oświetlił jedną z aptek Lwowa. Knajpka jest klimatyczna, pięknie urządzona, oświetlona licznymi lampami naftowymi. Przed samym wejściem do knajpki znajduje się ławeczka i pomnik ku jego czci. Restauracja reklamuje się jako muzeum lampy gazowej i rzeczywiście możemy w niej poznać historię lamp oraz ich konstrukcję. Lokal  zajmuje 3 piętra, oddzielone wąskimi schodami z …sygnalizacją świetlną! Nie przejdziemy dopóki nie zapali się zielone światło🙂 Muzeum dysponuje ciekawymi eksponatami i utrzymane jest w atmosferze dawnych lat.

To, co robi tam największą furorę to szoty serwowane w probówkach. Zamawia się jedną paletę szotów (w zależności od upodobania: 20, 40 lub 80 sztuk). Próbujemy wszystkich po kolei, ale ostrzegam, że mimo pięknego i zachęcającego wyglądu, to prawdziwa mieszanka wybuchowa! 🙂

IMG_2918

13835655_10210586546165597_1144995730_o

P1010811

P1010809

W mieście Picassa, czyli o Maladze słów kilka

Nadmorskie bulwary, zielone parki, znakomite bary tapas, liczne deptaki, wąskie uliczki odnowionej dzielnicy żydowskiej, kilka ciekawych zabytków i galerii, a także rewelacyjne muzeum są dowodem na to, że miasto Pabla Picassa i Antonio Banderasa nie przestaje się rozwijać.

Malaga założona została w VIII w. p. n. e. przez Fenicjan jako Malaka, rozkwitła dopiero za czasów panowania Rzymian, którzy w tutejszym porcie ładowali na statki żelazo, ołów i miedź, wydobywane w okolicach Rondy. To właśnie z tego okresu pochodzi teatr rzymski i rzeźby, przechowywane dziś w miejscowym muzeum archeologicznym.

Przez długi okres czasu dla większości urlopowiczów Malaga była jedynie przystankiem w drodze do sąsiednich kurortów i niewielu turystów zdawało sobie trud, aby sprawdzić, co stolica prowincji kryje w swoim sercu.

Był to ostatni przystanek na mojej trasie. Po tym, co zobaczyłam w Sewilli i Rondzie, Malaga wydała mi się… brzydka. Ciężka i nijaka architektura, tłok, korki, a na dodatek pół miasta rozkopane w związku z rozbudową komunikacji miejskiej. Pomimo tego, że mój „Profesor” oprowadzając mnie w biegu po zaułkach miasta, z całych sił próbował przekonać mnie, iż jego studenckie miasto jest naj, to niestety, ale nie udało mu się tego dokonać. Po prostu nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Następnego dnia, gdy na spokojnie sama odkrywałam uroki tego miejsca, stwierdziłam, że nie jest takie złe i ma sporo do zaoferowania.

IMG_2255

IMG_2433

IMG_2423

IMG_2342

La Catedral

Wzniesiona między XVI a XVIII wieku w miejscu głównego meczetu Malagi. Z architektonicznego punktu widzenia gmach świątyni to prawdziwy konglomerat stylów: północne wrota (Portada de la Iglesia del Sagrario) reprezentują styl gotycki, wnętrze to połączenie gotyku i renesansu, zaś fasada to przykład XVIII—wiecznego baroku. Mieszkańcy Malagi pieszczotliwie nazywają katedrę „La Manquita” (Jednoręka), ponieważ jedna z jej dwóch przewidzianych w projekcie wież nigdy nie została wzniesiona.

IMG_2269

IMG_2266

IMG_2411

IMG_2275

El Museo Picasso Malaga

Jest to najważniejsza współczesna atrakcja miasta. Dzięki hojności spadkobierców urodzonego w Maladze artysty (a konkretnie synowej Christiny Ruiz-Picasso i wnuka Bernarda Ruiz-Picasso) placówka może pochwalić się kolekcją 204 dzieł. Muzeum prezentuje obrazy z różnych etapów życia mistrza, poczynając od czasu, gdy pracował on pod okiem swojego ojca, aż po jego ostatnią pracę „Mężczyzna, kobieta i dziecko”.

museo-picasso-malaga

Picasso-Museum-Malaga-57242fot. expedia.com

La Casa Natal de Picasso

Inny obiekt związany z Picassem to jego dom rodzinny. Artysta urodził się tu w 1881 r., a w wieku dziewięciu lat, wraz z rodziną przeprowadził się na północ Hiszpanii. Dziś w budynku znajduje się ekspozycja kilku pamiątek po malarzu, przestrzeń wystawowa oraz sklep.

Casa-Natal-Picasso-recuerda-aniversario_TINIMA20130407_0140_5fot. teinteresa.es

El Teatro Cervantes

Jest to najważniejszy teatr na Costa del Sol. Na jego dachach występują renomowani aktorzy i muzycy. Latem odbywa się tutaj znany festiwal kina hiszpańskiego – Festival de Malaga Cine Espanol, na którym pojawiają się takie gwiazdy jak Pedro Almodovar, Penelope Cruz czy Javier Bardem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Alcazaba

Budowa mauretańskiej fortecy rozpoczęła się w VIII w., jednak większa część obecnej konstrukcji pochodzi z XI wieku – wtedy właśnie załamanie się zachodniego kalifatu umożliwiło Maladze ogłoszenie niepodległości. W obrębie murów twierdzy znajduje się małe Muzeum Archeologiczne, natomiast u jej podnóża znajdziemy ruiny teatru rzymskiego.

IMG_2367

IMG_2362

El Castillo de Gibralfaro

Zamek wzniesiony przez emira Kordowy, Abd al-Rahmana I. Do dnia dzisiejszego zachowała się część zewnętrznych murów zamkowych, z których rozciąga się malowniczy widok na miasto i zatokę, a przy dobrej widoczności można zobaczyć Gibraltar i góry Atlas. Z innych zabudowań pozostały studnie i cysterny, a także znacznie młodszy budynek prochowni, w którym urządzono wystawę prezentującą broń, umundurowanie i wyposażenie wojsk od XVI wieku do początków XX wieku. Przed powstaniem zamku znajdowały się tam zabudowania fenickie.

IMG_2343

IMG_2312

IMG_2294

IMG_2288

IMG_2350

IMG_2353

IMG_2337

IMG_2348

IMG_2317

Bodega El Pimpi

Bodega z przepięknym patio, udekorowana starymi beczkami i plakatami z autografami sławnych Hiszpanów (nie zabrakło podpisu Antonio Banderasa czy Mario Casas). Można się tu napić pysznego słodkiego wina i spróbować lokalnych tapas. Niebo w gębie!

Azulejo-Bodegas-El-Pimpi

IMG_1385

arc_173548_gfot. malaga.es

La Playa de la Malagueta

Plaża La Malagueta zdecydowanie jest numerem 1 jeśli chodzi o listę rzeczy do zobaczenia w Maladze. Piękna, długa, piaszczysta a na każdym kroku czekają na turystów muszle. Znajduje się tam wiele kawiarni i restauracji oraz sklepów. To idealne miejsce, aby zażyć słonecznych kąpieli, popływać w ciepłym morzu, dobrze zjeść i po prostu odpocząć.

Ja przybyłam do Malagi w drugiej połowie listopada. Co prawda termometr wskazywał powyżej 20-tu stopni Celsjusza a ja miałam na sobie letni ubiór, to mimo wszystko nie odważyłam się wejść do morza. Chociaż spora grupa (prawdopodobnie) miejscowych plażowała, ale dla mnie – Polki, która przybyła z mroźnego kraju – było… za zimno (!!!). No cóż, kto to zrozumie kobiety? Na szczęście w tym roku (również w listopadzie) będę miała okazję nadrobić zaległości i tym razem z całą pewnością zamoczę tyłek w Morzu Śródziemnym🙂

IMG_2390

IMG_2381

IMG_2395

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Barbara Delinsky „Słodka, morska bryza”

90093196 slodka morska bryza.inddDwie przyjaciółki, idylliczna wyspa Quinnipeague, głęboko skrywane tajemnice. Czy dawna więź okaże się mocniejsza niż zdrada?

Charlotte to wzięta dziennikarka-podróżniczka, która żyje na walizkach – prowadzi fascynujące (aczkolwiek samotne) życie i nie potrafi długo usiedzieć w jednym miejscu. Z kolei Nicole jest autorką popularnego bloga kulinarnego i wiedzie spokojne życie w Filadelfii u boku męża, słynnego neurochirurga. Obie kobiety łączyła kiedyś prawdziwa przyjaźń, a w młodości uwielbiały spędzać każde lato na wyspie Quinnipeague. Jednak wydarzenia sprzed lat wystawiły na próbę ich przyjaźń i rozdzieliły na bardzo długi czas. Po 10 latach Charlotte i Nicole ponownie się spotykają.

Nicole niespodziewanie otrzymuje propozycję napisania książki poświęconej wyspiarskiej kuchni. Zdaje sobie sprawę, że sama nie da rady jej napisać, w związku z tym prosi o pomoc dawna przyjaciółkę. Zaprasza ją do spędzenia ostatniego wspólnego lata w domu rodziców, licząc na pomoc w zbieraniu materiałów. Charlotte dręczona wyrzutami sumienia, godzi się wesprzeć przyjaciółkę i pomóc jej w tworzeniu książki. Liczy, że dzięki temu uda jej się odkupić wszystkie winy i odzyskać przyjaźń Nicole. Wie, że to jedyna szansa, aby zrekompensować przyjaciółce wyrządzoną krzywdę.

Obie kobiety przez lata skrywały ogromne tajemnice, które teraz wyszły na jaw pod ciężarem nagromadzonych emocji. Żadna z nich nie zdaje sobie sprawy, że prawda może całkowicie odmienić ich życie: zniszczyć małżeństwo Nicole, ale z drugiej strony ocalić życie jej męża. Z kolei Charlotte boi się stracić przyjaciółkę, ale nie jest świadoma, że pobyt na wyspie sprawi, że zyska coś bardzo cennego.

Może się wydawać, że historia Charlotty i Nicole jest banalna. Może i jest, jednak czyta się ją z zaangażowaniem i fascynacją. „Słodka morska bryza” autorstwa Barbary Delinsky to powieść nie tylko o prawdziwej przyjaźni, ale również o miłości, takiej na dobre i na złe. To także historia o szukaniu swoich korzeni i o dwóch kobietach, które mimo wbrew wszystkiemu zrobiłyby dla siebie wszystko. To również nastrojowa powieść – choć pełna tajemnic, dramatów i rozterek – przesycona aromatami ziół i cudownymi smakami potraw urokliwej wysepki w stanie Maine. Z całą pewnością jest bardzo apetyczna i pobudza zmysły czytelników. Czytając ją trzeba mieć pełny brzuch lub chociaż zdrowa przekąskę pod ręką – w innym wypadku burczenie w brzuchy i cieknąca ślinka gwarantowane.

Za książkę dziękuję:

swiat_ksiazki_logo