Piotr C. „Pokolenie Ikea” i „Pokolenie Ikea. Kobiety”

Świat schodzi na psy – wydawać by się mogło po przeczytaniu książek niejakiego Piotra C. To, w jaki sposób opisuje współczesne pokolenie trzydziestokilkulatków, jest co najmniej brutalne i bez wątpienia można stwierdzić, że ludzkość dąży do samozagłady.

Obie książki dosadnie opisują życie typowych „korpo szczurów”, a konkretniej środowiska prawniczego. W naszym społeczeństwie prawnik postrzegany jest jako osoba inteligentna, błyskotliwa, wykształcona, bystra – w pewnym sensie autorytet. Jednak nie w „Pokoleniu Ikea”. Tutaj przedstawieni są jako degeneraci, a każdy z nich popełnia czyny moralnie potępiane przez społeczeństwo (zdrada, seks z  przypadkowymi, nowopoznanymi osobami, kierują nimi jedynie pobudki hedonistyczne). Tutejsi prawnicy wydają się być ludźmi bez uczuć, egoistami. Żyją w świecie manipulacji i obłudy. Bohaterowie żyją w ciągłym biegu: w trakcie tygodnia pracują do upadłego, niekiedy nawet do 12-14 godzin dziennie, w weekendy zaś imprezują na całego, niczego sobie nie żałując: alkoholu, seksu, narkotyków.

Mam wrażenie, że współczesne „pokolenie Ikea” nie jest zdolne do posiadania wyższych uczuć. Dla nich liczy się tylko praca, pieniądzem seks i imprezy mocno zakrapiane alkoholem i narkotykami. Nawet jeśli jakimś cudem tego typu faceci posiadają żony i dzieci, to i tak ich moralność nie istnieje. Wystarczy wyjść na imprezę, dorwać pierwszą lepszą lafiryndę, którą można przelecieć w klubowej łazience. Po wszystkim wracają do swojego ciepłego gniazda, jak gdyby nic się nie stało. Przecież to była tylko nic nie znacząca, szybka „znajomość”, która miała na celu zabawę/rozładowanie napięcia/zaspokojenia fantazji.

W książce „Pokolenie Ikea. Kobiety” płeć piękna została uprzedmiotowiona do granic przyzwoitości. Według  panów kobieta to para ogromnych cycków na długich nogach, którą zawsze można przelecieć we wszystkich możliwych miejscach i we wszystkich możliwych pozycjach. Nie musi być inteligentna (nawet nie jest to wskazane), wystarczy, że ma ładną buźkę, a jej usta zaspokoją seksualne fantazje swojego kochanka. Wystarczy skinąć palcem albo postawić lasce jednego drinka, a ta od razu jest gotowa zrobić „swojemu panu” wszystko. Według Piotra C., kobiety są wyzwolone seksualnie i tępe emocjonalnie. Stosują mocne i podłe zagrywki, zarówno na gruncie zawodowym, jak i prywatnym. Mężczyźni zaś to emocjonalnie wyprute samce alfa. Czasem zbyt pewni siebie, ale traktujący taką postawę jako jedyną słuszną.

Książki „Pokolenie Ikea” oraz „Pokolenie Ikea. Kobiety” szokują i oburzają. Z drugiej jednak strony nie można się od nich oderwać. Mimo tego, że to co napisał w swojej drugiej książce co sądzi o kobietach, doceniam jego szczerość. Osobiście lubię czytać publikacje Piotra C., a także regularnie zaglądam na jego bloga. Lubię jego styl, jest bezpośredni, wulgarny, dosadny, ale autentyczny i szczery. Bez zbędnego owijania w bawełnę pisze całą prawdę o współczesnym świecie. Cholernie smutną prawdę.

Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że to, co zostało zapisane na kartach obu książek, jest pewnego rodzaju proroctwem, które coraz częściej się spełnia. Obserwując współczesne pokolenie, z bólem serca stwierdzam, że jest coraz gorzej. Dlaczego tak się dzieje? Niestety w moim otoczeniu znajdują się osoby, które „wyznają” tego typu zasadę, zasadę szybkiego życia, bez żadnych konsekwencji i zobowiązań. A będzie coraz gorzej.

 

Za książki dziękuję:

Kino z Egiptem w tle

Tym razem naszą filmową przygodę odbędziemy po Egipcie – kraju z piękną i długą historią. To właśnie na tej ziemi narodziła się jedna z dominujących starożytnych cywilizacji. Myśląc o Egipcie, pierwszym skojarzeniem, jakie nasuwa mi się na myśl to wspaniałe piramidy, hipnotyzujący Sfinks, piękna Kleopatra, egzotyczne wakacje, ale niestety również islam i jego spuścizna. Za sprawą ostatnich wydarzeń historycznych zrobiło się o tym kraju głośno w negatywnym aspekcie. Mimo to Egipt przezywa swój kulturowy renesans, dlatego też zapraszam do filmowej wędrówki.

Sahara

reż. Breck Eisner
Produkcja: Hiszpania, Niemcy, USA, Wlk. Brytania
Data premiery:2005

Akcja rozgrywa się na gorącej pustyni w Egipcie. Młoda Eva Rojas (Penelope Cruz) jest naukowcem, który na zlecenie ONZ ma zająć się sprawą dotyczącą tajemniczej śmiercionośnej zarazy, która pustoszy okoliczną ludność i morska faunę. Do grona „detektywów” dołączają rządowy agent Dirk Pitt (Matthew McConaughey) i jego wspólnik Al Giordino (Steve Zahn), którzy początkowo wyruszają do Egiptu, by odnaleźć cenny skarb. Postanawiają odnaleźć źródło epidemii, które opanowało już cały kontynent. Wszystkie ślady zbrodni prowadzą do afrykańskiego dyktatora-miliardera, który opanowany chciwością i potrzebą pomnażania swojego majątku, gotowy jest zrobić wszystko. Zdolny jest nawet doprowadzić do zagłady własnego kontynentu.

Produkcja jest ekranizacją bestsellera Clive’a Cusslera. Powieść, która została wydana w 1992 roku, uważana jest za jedną z najlepszych z całej serii. Dzięki produkcji możemy przenieść się i podziwiać malownicze, piaszczyste północnoafrykańskie tereny. Historie, takie jak te, nie mieszczą się w głowie. Jak to możliwe, że chciwość jednego człowieka powoduje, że zdolny on jest zabić miliony ludzi, by tylko osiągnąć swój cel?

W Kairze

reż. Ruba Nadda
Produkcja: Irlandia, Kanada, Egipt
Data premiery: 2009

Z bezkresnych terenów Sahary, przenosimy się do stolicy Egiptu. Juliette Grant (Patricia Clarkson) przybywa do Kairu by spotkać się ze swoim mężem, pracownikiem ONZ. Jednak przyjazd Marka do stolicy ciągle się opóźnia, w związku z tym prosi swojego przyjaciela Tareqa (Alexander Siddig), by towarzyszył i umilał pobyt Juliette w mieście. Mężczyzna i kobieta spędzają razem każdą wolną chwilę spacerując i zwiedzając zakamarki Kairu, prowadząc długie i głębokie rozmowy o życiu. Oboje pochodzą z zupełnie różnych światów – ona jest kanadyjską dziennikarką, zaś on emerytowanym egipskim policjantem. Niespodziewanie między nimi zaczyna rodzić się uczucie, któremu nie mogą się oprzeć.

Film jest subtelny, delikatny i romantyczny. Fabuła jest trochę oklepana – kanadyjska dziennikarka, która samotnie błąka się ulicami po arabskim mieście, a potem spotyka swojego towarzysza, w którym się zakochuje. Mimo wszystko muzyka, a przede wszystkim widok barwnych, egzotycznych egipskich uliczek z mnóstwem bazarów. Dzięki temu możemy nieco liznąć muzułmańskiej kultury.

Kleopatra

reż. Darryl F. Zanuck, Joseph L. Mankiewicz, Rouben Mamoulian
Produkcja: Szwajcaria, USA, Wlk. Brytania
Data premiery: 1963

Nie mogło tutaj zabraknąć tego klasyku z magnetyczną Elizabeth Taylor w roli głównej. Dramatyczna wersja historycznych wydarzeń z czasów panowania największych starożytnych władców. Jest to opowieść o najpotężniejszej władczyni starożytnego Egiptu, Kleopatry (Elizabeth Taylor). Królowa dąży do wzmocnienia pozycji swojego kraju na arenie międzynarodowej, jednocześnie stara się osłabić wpływy Cesarstwa Rzymskiego.  Kiedy na swojej drodze spotyka najpierw Juliusza Cezara (Rex Harrison), potem Marka Antoniusza (Richard Burton) nie zdaje sobie sprawy, jak uczucia mogą doprowadzić do samozatracenia się. Zakochana Kleopatra popełnia wielki błąd strategiczny, w wyniku czego, po jej śmierci ukochany Egipt zostaje włączony do Imperium.

Film stał się światowym hitem, głównie za sprawą intensywnej kampanii marketingowej, a jego realizacja trwała prawie trzy lata! Poza tym, co działo się na planie zdjęciowym, elity towarzyskie  interesowało bardziej to, co działo się za kulisami, czyli namiętny romans Elizabeth Taylor i Richarda Burtona. Imponujące są również liczby towarzyszące produkcji: budżet filmu wyniósł 40 milionów dolarów, co na tamte czasy było kolosalna sumą; w kulminacyjnej scenie, kiedy to Kleopatra wjeżdża do Rzymu brało udział ponad 7 tysięcy statystów, w sumie zaprojektowano i uszyto 26 tysięcy kostiumów. „Kleopatra” jest historią kobiety, o względy której ubiegało się dwóch największych rzymskich wodzów, i która przeszła do historii jako legenda i symbol bogini.

W pustyni i w puszczy


reż. Gavin Hood
Produkcja: Polska
Data premiery: 2001

Druga ekranizacja książki Henryka Sienkiewicza. Egipt, lata 80-te XIX wieku. 9-letnia Angielka Nel (Karolina Sawka) oraz 16-letni Polak Staś Tarkowski (Adam Fidusiewicz) wyruszają do Egiptu, by dołączyć do swoich ojców, którzy nadzorują budowę kanałów nawadniających w tym państwie. Niestety przybyli oni do Egiptu w nieodpowiednim czasie, w czasie kiedy wybucha powstanie przeciwko Anglikom. Dzieci zostają uprowadzone i pojmane do okupu przez egipski rząd.  Z pomocą niewielu życzliwych mieszkańców Egiptu, dzieciom udaje się uciec z rąk porywaczy. Uciekają w głąb kontynentu, byle dalej od mohadystów. Razem z dwójką afrykańskich przyjaciół rozpoczynają niezapomnianą wędrówkę swojego życia po bezkresach nieznanej i dzikiej Afryki. Na swojej drodze spotykają wiele przeszkód, dzikich zwierząt oraz podejrzanych tubylców.

Przez większość filmu podziwiamy krajobrazy Czarnej Afryki, jednak na początku filmu odbywamy wędrówkę po Egipcie. Przepełniona dramatem historia ukazuje czasy powstania Mohadiego. Krajobrazy są żywo wyjęte z pocztówki, jednak robią piorunujące wrażenie i zapadają w pamięci. Można rzec, że „W pustyni i w puszczy” jest polską superprodukcją, gdyż jego realizacja kosztowała 4,5 milionów dolarów.

Asterix i Obelix: Misja Kleopatra

reż. Alain Chabat
Produkcja: Francja, Niemcy
Data premiery: 2002

Ponownie przenosimy się do czasów starożytnych, do Egiptu za panowania Kleopatry. Tym razem w rolę bogini wcieliła się Monica Bellucci. Kleopatra chcąc utrzeć nosa egoistycznemu Juliuszowi Cezarowi z wybujałym ego rzuca mu wyzwanie – jeżeli w przeciągu trzech miesięcy jej poddani na środku pustyni wybudują najwspanialszy pałac na ziemi, to władca Imperium będzie musiał przyznać, że Egipt jest najpotężniejszym narodem. Całe przedsięwzięcie przypada niezdarnemu Numernabisowi, który oczekując wyrusza do Gali prosząc o pomoc w budowaniu pałacu. Trzej Galowie – Alsterix, Obelix i Panoramix mając w posiadaniu magiczny eliksir wyruszają na pomoc egzotycznemu przyjacielowi. Budowa pałacu sabotażowana jest przez innego architekta, który na każdym kroku utrudnia i opóźnia prace. Czy Kleopatrze i jej ludowi uda się na czas ukończyć zadanie?

Produkcja ta nie jest filmem najwyższych lotów, jednak przyjemnie się ją ogląda. Co prawda film został nakręcony na Malcie i w Maroko, jednak oddaje klimat starożytnego Egiptu. Sam widok Kleopatry jest hipnotyzujący, Monica Bellucci sprawdziła się perfekcyjnie w powierzonej roli.  „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra” jest najdroższym francuskojęzycznym filmem w historii kina – budżet wyniósł ponad 50 milionów dolarów.

Agora

reż. Alejandro Amenabar
Produkcja: Hiszpania
Data premiery: 2009

Aleksandria, V w. n. e., schyłek czasów starożytnych. Czasy, w których intensywnie rozwija się chrześcijaństwo. Hypatia (Rachel Weisz) jest piękną  filozofką i astronomką, która odnosi oszałamiające sukcesy w tych dziedzinach. Zakochany w niej do szaleństwa niewolnik Devus, przeżywa rozdarcie wewnętrzne pomiędzy miłością do swojej pani a nową religią. Kobieta ze wszystkich sił stara się uratować od zapomnienia wiedzę i mądrość starożytnego świata przed narastającym religijnym fanatyzmem, który obiecuje wolność.  Hypatia jest połączeniem wszystkiego, czego nowa religia zabraniała – mądrości, wiedzy, filozofii i niezależności. Jest to walka religii ze światem nauki, za którą główna bohaterka walczyła jak lwica, by w końcu oddać swoje życie.

W filmie możemy  nacieszyć oko krajobrazami starożytnej Aleksandrii, tym samym będąc świadkiem wydarzeń, które na zawsze zmieniły oblicze świata. Reżyser bez wahania pokazuje krwawe, pełne nienawiści i okrucieństwa oblicze chrześcijaństwa. Jest to obraz ukazujący krwawe fundamenty naszej religii i cywilizacji.

Sarah Knight „Magia olewania”

„Czas to pieniądz” – mówi stare porzekadło. Tak naprawdę mamy go niewiele, a to co nam pozostaje bardzo szybko przemija. W związku z tym, powinnyśmy mądrze zarządzać swoim cennym czasem i spędzać go z ludźmi, których cenimy oraz robiąc to, co nas uszczęśliwia. I właśnie o tym jest ta książka.

Doba ma „tylko” 24 godziny. Zakładając, że 8 godzin każdego dnia spędzamy w pracy, drugie tyle przeznaczamy na sen i regenerację. Do tego należy odjąć – powiedzmy – dwie kolejne godziny, które spędzamy na dojazdach do i z pracy, pozostaje nam jedynie 6 godzin na załatwienie własnych spraw, hobby, relaks, itp. Któregoś dnia Sarah Knight postanowiła, że całkowicie zmieni swoje dotychczasowe życie i zostanie panią własnego czasu. Zerwie ze złymi nawykami, które ją ograniczają i wysysają energię oraz przez które traci swój czas. Zrezygnowała z dobrze płatnej pracy w korporacji i zaczęła pracować na własną rękę. Dzięki temu przestała zawracać sobie głowę rzeczami niepotrzebnymi, poświęcając czas, energię i pieniądze jedynie na rzeczy, które naprawdę ją interesowały. Efektem jej eksperymentów i zmian jest książka „Magia olewania”.

Nasz natura skonstruowana jest tak, że przejmujemy się tym, co ludzie o nas pomyślą lub powiedzą. Martwimy się rzeczami, które tak naprawdę nie są dla nas istotne, np. projektem w pracy, weselem kolegi z którym nie rozmawialiśmy od 2 lat (ale skoro nas zaprosił to przecież głupio nie pójść), tym co pomyślą inni jeśli nie pójdziemy na urodziny sąsiadki rodziców. Autorka pisze, że podstawową zasadą jest ZERO ŻALU, czyli przestać się przejmować tym, co sądzą o nas inni. Pomaga nam dostrzec, jak wiele czasu, energii i pieniędzy poświęcaliśmy na rzeczy, które właściwie nas nie obchodzą. Autorka pokazuje nam jak problematyczne mogą być sytuacje, którymi stresują się ludzie, gdy naprawdę okazują się być bezsensowne. Przy okazji można nabrać do siebie odrobiny dystansu i przestać przejmować się zdaniem innych na nasz temat.

Może nie jest to nic odkrywczego, bo każda z nas od czasu do czasu ma takie przemyślenia. Jednak „Magia olewania” pomaga nam dostrzec pewne zjawiska, zaś autorka radzi jak zacząć działać, by pozbyć się (lub ograniczyć)negatywnych myśli, ludzi, stresujące sytuacje, itp. Przyznaję, że momentami książka jest brutalna, a autorka nie owija w bawełnę. I dobrze, właśnie dzięki takiemu rozwiązaniu, mam ochotę już teraz zacząć działać. Książka napisana jest lekko, przyjemnie i dość prześmiewczo, przez to szybko się ją czyta.

Mamy tylko jedno życie i to od nas samych zależy, jak je przeżyjemy. Do nas należy wybór, czy będziemy się umartwiać i ciągle starać się zadowolić innych, niekiedy robiąc coś wbrew sobie , czy spędzimy swój czas robiąc to, co nas pasjonuje i uszczęśliwia? Dla mnie odpowiedź jest oczywista 🙂

Za książkę dziękuję:

Skopje. Stolica inna niż wszystkie

Do Skopje ciągnęło mnie od jakiegoś czasu. Nie wiem, dlaczego właśnie akurat do tego miasta, ale wydawało mi się takie inne, byłam ciekawa tego, co o nim pisali – a słyszałam różne opinie. Postanowiłam osobiście to sprawdzić. Nigdy nie byłam na Bałkanach (poza Chorwacją z dużą grupą osób kilka lat temu) i ta część Europy wydawała mi się taka nieokiełznana, inna, fascynująca a wiadomo – wszystko co nieznane jest dla nas kuszące 🙂 Jeszcze 2 lata temu jak ktoś zaproponował mi wyjazd na Bałkany, kręciłam głową z niesmakiem. Przed wyjazdem, napisałam zapytanie do moich znajomych, którzy byli tam kilkanaście dni przede mną, żeby zrobić rozeznanie czego mam się spodziewać. Jednak nie było to rozsądne z mojej strony, gdyż przez to o mało co nie zrezygnowałam z urlopu 😀  Usłyszałam, że tam niebezpiecznie, żebym nie chodziła sama, że nie mówią po angielsku, że protestują cały czas, że zamieszki… No to pięknie, pomyślałam. To spędzę swój urlop w hotelowym pokoju, bo ja – chojrak nie potrafię się bronić w razie ataku ze strony nieprzyjaciela, nie znam języka rosyjskiego, tym bardziej macedońskiego (nie potrafię nawet czytać cyrylicy!) to jak ja sobie tam poradzę?? Zapowiadał się interesujący wyjazd 😀 Moja mama dowiedziawszy się, że znowu lecę gdzieś sama, wpadła w histerię. No bo jak to znowu sama? I jeszcze tam?!?! Przecież tam wojna jest (bo Macedonia ponad 20 lat temu należała do Jugosławii, a – według niej – tam nadal wszędzie się strzelają), że mnie porwą i zabiją (wtedy głośna była sprawa zamordowanej Polki, która sama poleciała do egipskiego kurortu). Groziła, prosiła, krzyczała, błagała – no nic nie pomogło, pozostałam niewzruszona. Ba! Zapowiedziała nawet, że zadzwoni do mojego kierownika i zabroni mu dawać mi urlop! 😀 Zdenerwowana i lekko spanikowana (a codzienne telefony mojej mamy nie pomagały mi się zrelaksować) wykupiłam ubezpieczenie turystyczne (co jest nowością, bo rzadko kiedy to robię), zarejestrowałam się na stronie MSZ-u (żeby było wiadomo gdzie szukać moich zwłok) i następnego dnia wyruszyłam w kierunku Skopje. Hej przygodo! 🙂

Po wylądowaniu w Skopje wpadłam w lekką panikę. Coś dziwnego stało się z moim operatorem, gdyż nie mogłam połączyć się z siecią i nie mogłam zadzwonić do mamy oznajmić jej, że (na razie) jestem cała i zdrowa. Nigdy nie miałam takiego problemu, zawsze automatycznie mnie przełączało, a tym razem musiałam zrobić to ręcznie. W każdym razie chwile grozy zostały szybko zażegnane 🙂 Już na lotnisku powitał mnie (jeden z wielu) wielki pomnik Wielkiego Wojownika – Aleksandra Macedońskiego 🙂 Jeśli chodzi o postać Aleksandra, to jest on źródłem konfliktu między Macedończykami a Grekami, którzy roszczą sobie prawo do traktowania Aleksandra jako własnego bohatera narodowego. Dlatego fontanna z monumentalną rzeźbą znajdująca się na centralnej części Placu Macedońskiego, oficjalnie nazywa się „wojownik na koniu”, ale wiadomo kogo ona przedstawia. Postanowiono nazwać ją w neutralny sposób, aby nie wzbudzać protestów właśnie ze strony Greków.

Skopje jest bardzo nietypową stolicą. W 2010 r. przedstawiono plany dotyczące monumentalnego projektu, który zakładał transformację miasta na nietypową wręcz skalę. Projekt „Skopje 2014” zakładał renowację starych oraz wzniesienie nowych budynków użyteczności publicznej oraz pomników ku czci najważniejszych postaci historycznych tego kraju. Architektura większości budynków to wizje iście futurystyczne lub w monumentalny sposób nawiązujące do architektury klasycznej, z kolei lokalizacja pomników nie ogranicza się do centralnych punktów miasta. Są one dosłownie wszędzie, można odnieść wrażenie, że zostały wrzucone w strukturę miasta bez żadnego ładu i składu. Zamiast początkowo planowanych 40 nowych obiektów wzniesiono… 132, a na same pomniki wydano ponad 35 milionów euro, zaś całkowity budżet (do lata 2015 r.) całego przedsięwzięcia Przekroczył 560 mln euro! A szkoda, bo takie pieniądze mogłyby być zdecydowanie lepiej zagospodarowane, gdyż w pewien sposób kraj ten nadal podnosi się z gruzów swej jugosłowiańskiej przeszłości. Poza tym Macedonia świadomie prowokuje swojego południowego sąsiada. Eksponowanie postaci Aleksandra Wielkiego czy tak oczywiste stosowanie klasycznego stylu architektury, nawiązuje do osiągnięć starożytnej Grecji, co nie jest dobrze odbierane przez rząd w Atenach, a Macedończycy są oskarżani przez Greków o przywłaszczanie sobie historii ich kraju.

Funkcję centrum miasta pełni przestronnie i ładnie zagospodarowany plac Macedoński. Centralną jego część zajmuje fontanna z monumentalną rzeźbą z brązu przedstawiająca wojownika na koniu (taka jest oficjalna nazwa), która przedstawia postać Aleksandra Macedońskiego.

Wokół placu Macedońskiego ora po obu stronach Kamiennego Mostu, można odnaleźć szereg innych budzących ciekawość pomników. Znajdują się tutaj m. in. siedzący na tronie car Samuil, działacz i prezydent ASNOM Metodija Andronow-Czento czy także zasiadający na tronie cesarz Justynian. Dla mnie poszukiwanie tych pomników było tak samo fascynujące, jak znajdowanie wrocławskich krasnali 🙂

Na wschód od placu Macedońskiego wznosi się budowla, która ma stanowić jeden z symboli Skopje – Porta Macedonia, czyli sporych rozmiarów łuk triumfalny. Ma on symbolizować 20 lat macedońskiej niepodległości. Na jego fasadzie umieszczono liczne płaskorzeźby przedstawiające sceny z historii Macedonii, m. in. z udziałem Aleksandra Macedońskiego, co oczywiście nie spodobało się rządowi w Atenach.

Nad rzeką Wardar przerzucony jest Kamienny Most, będący jednocześnie jednym z charakterystycznych punktów Skopje, a także element jego herbu. Prawdopodobnie został wybudowany za czasów panowania tureckiego sułtana Mehmeda Zdobywcy w drugiej połowie XV wieku. Po obu jego stronach znajdują się wyrzeźbione postacie Goce Dełczewa i Dame Gruewa, a także statuty świętych Cyryla i Metodego oraz Klemensa i Nauma. Most łączy nową część miasta ze Starą Czarsziją i jest jedną z kilku budowli, które nie zostały zniszczone w wyniku trzęsienia ziemi w 1964 r.

Po drugiej stronie Kamiennego Mostu mija się wielką, nową fontannę z monumentalnymi czterema posągami przedstawiającymi macierzyństwo. Dalej stoi kolejna ogromna rzeźba wojownika – Filipa II, ojca Aleksandra Macedońskiego.

Za tymi atrakcjami pojawia się Stara Czarszija, czyli serce Skopje, jego najciekawsza i najpiękniejsza część. Według zapisków wielu podróżników, tutejsza czarszija należała w XVI i XVII w. do najwspanialszych i największych na całych Bałkanach. Później była wielokrotnie niszczona m. in. przez wielkie pożary. To właśnie tu mieści się najwięcej interesujących zabytków oraz ciekawych i wartych obejrzenia miejsc. Jest tu także sporo restauracji i kawiarenek, gdzie można spróbować pysznych lokalnych specjałów (mój faworyt to sopska salata), wypić piwo bądź filiżankę mocnej kawy.

Ale Skopje to nie tylko „nowoczesna starówka” i Stara Czarszija. Jest również wiele innych ciekawych miejsc, którymi Skopje może się pochwalić. Jedną z nich jest cerkiew św. Klimenta Ochrydzkiego, która należy do najciekawszych architektonicznie budynków współczesnego miasta. Śmiało poprowadzone półokrągłe linie, imponująca i oryginalnie skomponowana kopuła, ładna dzwonnica, a całość nowoczesna, choć jednocześnie wpisująca się w rodzimą tradycję architektoniczną.

Czy kiedyś jeszcze wrócę do Skopje? Z całą pewnością TAK! Nie chodzi o samo miasto, chociaż w pewien sposób mnie urzekło. Przede wszystkim przyjadę tam dla ludzi, którzy są bardzo mili, sympatyczni, uśmiechnięci, życzliwi i bardzo mi pomogli. I tak, mówią po angielsku, nawet starsza pani w supermarkecie na stoisku mięsnym potrafi mówić w tym języku 🙂 A gdy dowiedziawszy się skąd jestem, spokojnie zaczęli rozmawiać ze mną po polsku (!!!). Poza tym atmosfera i pyszne jedzenie również przyciągają mnie do tego miejsca. No i poczekam, aż postawią więcej pomników 😉

 

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

 

Aleksandra Srokowska „Hiszpańska gramatyka inaczej”

Od jakiegoś czasu staram się opanować język hiszpański. Przyznam, że idzie mi to trochę opornie. Jednak pewne zagadnienia są banalnie proste, inne zaś niemożliwe do zrozumienia. Próbowałam zrozumieć gramatykę w różny sposób: korepetycje z native speakerem, rozmowy na tandemach językowych, zakup dziesiątek książek edukacyjnych, oglądanie hiszpańskojęzycznych filmów… Chociaż bardzo dużo rozumiem i potrafię pisać, to nadal mam opory z mówieniem.

Hiszpański wydaje się być banalnie prostym językiem do nauki. Zgodzę się z tym, ale tylko w pewnym stopniu. Ten, kto miał okazję rozmawiać na żywo z rodowitym Hiszpanem (a szczególnie takim z Andaluzji) wie, że zrozumienie go jest wprost niemożliwe. Ja miałam taką przyjemność niejednokrotnie 🙂 Z każdym wypowiedzianym słowem moje oczy robiły się coraz większe ze zdumienia i paniki, że nie zrozumiałam ŻADNEGO słowa, spośród 150, które padły z jego ust! Nie powinnam się tym za bardzo przejmować, bo nawet Hiszpanie z innych rejonów kraju mają problem z komunikacją z rodakami z południa 🙂 Uważam, że hiszpański jest niezwykle pięknym językiem, chociaż wraz z moją fascynacją  pojawiają się momenty załamania. Mimo wszystko zawzięcie staram się opanować kolejne etapy nauki hiszpańskiego 🙂

Oczywiście nauka języka obcego wymaga czasu i cierpliwości. Na rynku dostępnych jest miliony książkowych pozycji, które mają nam pomóc przystosować wybrany język. Jedną z nich jest  „Hiszpańska gramatyka inaczej” Aleksandry Srokowskiej. Chociaż przeczytałam kilkadziesiąt książek do nauki tego języka to przyznaję, że faktycznie napisana jest zupełnie inaczej. Podręcznik podzielony jest na 30 rozdziałów, a w każdym znajduje się wytłumaczenie danego pojęcia gramatycznego od poziomu A1 do C2. Co w tym takiego niezwykłego? Chodzi o sposób, w jaki autorka zwraca się do czytelników – banalnym, nie skomplikowanym językiem, wprost, bez żadnych zawiłości. I w tym tkwi cały sekret tej książki. Po każdym rozdziale czeka nas mała próba jak zrozumieliśmy dany materiał. Autorka przygotowała nam ćwiczenia, po 10 zdań do przetłumaczenia. Dodatkowo na końcu książki zamieściła dodatkowych 30 tekstów, które również mają na celu sprawdzenie w jakim stopniu opanowaliśmy dany materiał.

Książka jest pięknie wydana. W środku znajdziemy mnóstwo kolorowych obrazków, wiele wykresów i tabelek, które pomagają nam w prosty sposób przyswoić hiszpański. Największą zaletą są cudowne rymowane wierszyki, napisane w zabawny sposób, które sprawiają, że gramatyka języka hiszpańskiego zostanie nam w głowie na dłużej. Dzięki „Hiszpańskiej gramatyce inaczej” nauka tego języka nie będzie mnie już przerażać, co więcej wspomniane wierszyki pozwolą mi utrwalić i zapamiętać te „straszne” zagadnienia gramatyczne 🙂

Za książkę dziękuję: