Och-Teatr: Maria Callas. Master Class

Powrót Callas. Po latach, po wielu nowych opracowaniach jej życia, setkach materiałów zamieszonych przez ostatnie 20 lat, wywiadów i filmów na youtube, po dwóch biograficznych filmach kinowych i kilku telewizyjnych, nowa interpretacja niezwykłego tekstu teatralnego Terrence’a McNally’ego Maria Callas. Master Class.

Maria Callas, wielka diwa światowej opery. Tak naprawdę to Cecilia Sophia Anna Maria Kalogeropoulou, pochodząca z rodziny greckich imigrantów, urodzona w Nowym Jorku. Posiadała wielki talent, nazywana primadonną stulecia oraz największą (i najjaśniejszą) gwiazdą mediolańskiej La Scali i Metropolitan Opera w Nowym Jorku. Była obdarzona sopranem dramatycznym ze zdolnością do wykonywania partii koloraturowych. Callas to również bohaterka licznych skandali, zaś kontrowersje wzbudzało jej zachowanie, oceniane jako manieryczne, publicznie toczone spory z rywalkami oraz romans z Onasisem. W 2007 Callas została uhonorowana pośmiertnie nagrodą Grammy za całokształt osiągnięć. Zmarła w Paryżu w roku 1977.

Surowa, krytyczna, wymagająca, zmanierowana, a momentami nawet bezczelna i złośliwa – to słowa doskonale opisujące Marię Callas, światowej sławy primadonnę, która po zakończeniu wspaniałej kariery muzycznej, postanowiła przekazać swoja wiedzę i doświadczenie młodym, początkującym artystom z pasją i talentem. Naturalnie, nikt nie jest (i nigdy nie będzie) w stanie dorównać wielkiej operowej diwie. Jednak jako nauczycielka jest bardzo wymagająca i nie pozwala dojść do głosu nikomu. Ciągle jej coś nie pasuje, przerywa występy, nim w ogóle się zaczną. Studenci muszą wykazać się dużą dawką cierpliwości, ale przecież z taka diwą się nie dyskutuje. Maria jest przekonana, że każdy student marzy, aby być takim artysta, jakim w czasach swojej świetności była Callas. Tymczasem, prawda okazuje się być zupełnie inna, niż wyobrażenia greckiej primadonny…

Reżyserem spektaklu „Maria Callas. Master Class” jest Andrzej Domalik, zaś w  roli tytułowej występuje fenomenalna Krystyna Janda. Przez cały czas główna bohaterka wchodzi w interakcję z publicznością, co dla mnie było nowością, ale i pozytywnym zaskoczeniem. Maria osiągnęła wszystko w swojej karierze i mimo ogromnej sławy, ma żal, że życie ją rozczarowało. Oddała wszystko i poświęciła się sztuce, a w zamian otrzymała niewiele. Po zakończeniu fenomenalnej kariery nikt nie potrafi jej docenić. Kilkunastu minutowe monologi w wykonaniu Krystyny Jandy były po prostu zjawiskowe. W trakcie swoich przemów, jako Maria cofała się w czasie i wspominała życie osobiste, które w ogóle jej się nie poukładało. Wspomina między innymi związek z Arystotelesem Onasisem, greckim multimilionerem, dla którego stanowiła jedynie trofeum, dodatkiem dodającym mu klasy i prestiżu pośród światowej elity. Aktorka po raz kolejny udowodniła, że jest znakomita aktorką, nie tylko dramatyczną, ale również i komediową. Bo mimo, że rola Marii Callas tak naprawdę jest dramatyczna, to mimo wszystko posiada ogromne poczucie humoru, a nawet powiem – czarnego humoru.

To wielokrotnie nagradzany, grany na całym świecie tekst. O miłości do sztuki. Do muzyki. Fascynujący. Dowodzący tezy, że życie bez sztuki nie ma sensu. Że sztuka potrafi  sprawić, że wszystko, nawet codzienność, nabiera bogactwa i wartości. Opowieść o artystce, która z kolei sztuce oddała wszystko. Sztuce, która uczyniła ją szczęśliwą i podziwianą, a jednocześnie – samotną i zawiedzioną życiem. Wielka opowieść o pracy, warsztacie i relacji artysty z publicznością. Gorąco polecam.

Za możliwość obejrzenia spektaklu dziękuję:

Reklamy

Victoria’s Secret Fashion Show 2017

Kolejny spektakularny, długo wyczekiwany Victoria’s Secret Fashion Show za nami! W tym roku najpiękniejsze modelki zaprezentowały ekskluzywną bieliznę w Szanghaju. Na wybiegu mogliśmy zobaczyć m.in. Adrianę Lima, Alessandrę Ambrosio, Elsę Hosk, Lily Aldridge, z kolei zabrakło Gigi Hadid oraz Kendall Jenner. Co ciekawe, na wybieg powróciły Candice Swanepoel oraz Karlie Kloss.

W tym roku zaszczyt noszenia Fantasy Bra miała Lais Ribeiro, która zaprezentowała biustonosz wysadzany 6 tysięcami kamieni szlachetnych oprawionych w 18 karatowe złoto i wyceniony został na 2 miliony dolarów.

Na pokazie Victoria’s Secret 2017 odbyła się również premiera ekskluzywnej linii Victoria’s Secret x Balmain. To hołd zarówno dla amerykańskiej marki, jak i historii luksusowego brandu.

Smutną wiadomością jest to, że po raz ostatni w roli Aniołków zobaczyliśmy Adrianę Limę oraz Alessandrę Ambrosio, dla których był to ostatni, pożegnalny występ na wybiegu Victoria’s Secret.

Tak jak w ubiegłych latach, odbyło się sześć pokazów o różnej tematyce: A Winter’s Tale, Balmain, Goddesess, Millenial Nation, Nomadic Adventure oraz Porcelain Angels. Na scenie Aniołkom towarzyszyli Harry Styles, Miguel, Jane Zhang oraz Leslie Odom Jr.

 

Teatr Kamienica: „DZIEŃ ŚWIRA opera|musical”

Pamiętacie kultowy film z Markiem Kondratem w roli głównej? Po 15 latach od premiery kinowej filmu Marka Koterskiego tragikomiczna historia Adasia Miauczyńskiego powraca w wersji scenicznej jako „DZIEŃ ŚWIRA opera|musical”.

Adaś Miauczyński to 49-letni rozwiedziony polonista, które żyje w kręgu swoich natręctw, nie potrafiąc wyrwać się z nudy i rutyny dnia codziennego. Na każdym kroku napotyka przeciwności losu, a cały świat jest przeciwko niemu: sąsiad słuchający Szopena, ludzie przebywający na plaży czy nawet pies załatwiający swoje potrzeby na trawniku pod oknem. Dosłownie wszyscy chcą mu zaszkodzić. A jego obsesja na punkcie liczy 7 jest wprost niezrozumiana – całe życie podporządkowuje do tej właśnie liczby, np. mieszanie herbaty (3 w prawo, 4 w lewo).

Pomimo, że ekspresja i dialogi/monologi aktorów (zarówno w filmie, jak i spektaklu) są przezabawne i powodują wybuchy niekontrolowanego śmiechu, to tak naprawdę historia Adama Miauczyńskiego jest dramatyczna. Sfrustrowany, znerwicowany, zmęczony i rozczarowany życiem, a także zagubiony „inteligent” – polonista zmaga się prozą dnia codziennego. Adaś uważa, że cały świat go nienawidzi i wszyscy życzą mu jak najgorzej. Pomimo, że korzysta z usług chińskiej akupunkturzystki czy nawet psychiatry, nic i nikt nie jest w stanie mu pomóc. Jak sam twierdzi, nie potrafi odpoczywać, nawet wyjazd nad morze jest nieskuteczny, bo ciągle ktoś mu przeszkadza w odpoczynku. Smutne, że 49-letni mężczyzna, który fizycznie jest zdrowy, ma pracę, dom oraz syna, widzi świat w zupełnie innych barwach. Tak naprawdę boryka się z własnymi natręctwami i dziwactwami, praca za marne grosze od dawna przestała go satysfakcjonować, matka go w ogóle nie rozumie, synek wyrasta na debila i nieuka, zaś cztery ściany mieszkania w bloku pogłębiają jego samotność. Adam nie potrafi wydostać się z tego kręgu niemocy, który go ogarnia i coraz bardziej pogrąża.

Nawet to, że ma smutny oddźwięk, to jak najbardziej polecam spektakl „DZIEŃ ŚWIRA opera|musical” z Maciejem Miecznikowskim w roli głównej, znanym z formacji Leszcze. Partnerowali mu: Joanna Kołaczkowska, Wojciech Solarz oraz Kwartet Rampa w składzie: Joanna Pałucka, Anna Ścigalska, Stefan Każuro i Grzegorz Kucias. Niektórzy z nich wcielali się w dwie, a niekiedy nawet i w trzy postacie. Jak sama nazwa spektaklu sugeruje, przedstawienie było operą-musicalem, gdyż aktorzy nie wypowiadali swoich kwestii, tylko je wyśpiewali. Efekt był zaskakujący i przezabawny, niekiedy nie adekwatny do sytuacji, ale to dodawało tylko uroku całemu przedstawieniu. Nie brakuje również wulgaryzmów, a słowa na „k” padają dosyć często. Całość spektaklu koncentrowała się wokół liczby 7: np. siedmiu aktorów na scenie, czy 21 – minutowa przerwa (3×7). Co ciekawe, oficjalna premiera przedstawienia w warszawskim Teatrze Kamienica  odbyła się 7.07. 2017 r. o godz. 19.07 (7:07 pm).

Specjalnie przed spektaklem, dzień wcześniej obejrzałam filmową wersję „Dnia świra”, żeby przypomnieć sobie szczegóły. Scenariusz teatralnej wersji oraz dialogi odwzorowane były praktycznie 1:1. Marcin Kołaczkowski, reżyser spektaklu postarał się, aby każdy szczegół był dopracowany. Scenografia była w wersji minimalistycznej, ale przez to spektakl stał się bardziej interesujący. Ja bawiłam się wybornie i szczerze polecam spektakl w Teatrze Kamienica, zwłaszcza w szare, długie i zimne jesienne wieczory.

Za możliwość obejrzenia spektaklu dziękuję:

Beata Pawlikowska „Blondynka w Paragwaju”

Beata Pawlikowska zabiera nas w kolejną samotną i pełną niezapomnianych przygód wędrówkę po jednym z najmniej znanych krajów Ameryki Południowej – Paragwaju.

Polska podróżniczka Amerykę Południową darzy szczególnym uczuciem, co widać gołym okiem. Dzikie i nieokrzesane kraje tego kontynentu  wciąż ją fascynują. Dotarła nawet w tych mało znanych, takich jak Gujana Brytyjska czy Surinam. Nic więc dziwnego, że jej najnowsza książka odsyła właśnie na ten kontynent, a dokładnie do Paragwaju – jednego z najbardziej niezwykłych państw na świecie. Trzy powody przyciągnęły Beatę Pawlikowską ponownie nad brzeg rzeki Paragwaj, do kraju o tej samej nazwie. Była to podróż do Urugwaju, jedynego kraju w Ameryce Południowej, którego Pawlikowska wówczas jeszcze nie odwiedziła, chęć ponownego zobaczenia Iguazú, największych wodospadów świata oraz bliżej nieokreślony powód w sercu autorki, z którym według niej nie należy dyskutować.

Co tak naprawdę wiemy o Paragwaju? Jest to mały kraj południowoamerykański, leżący pomiędzy Brazylią, Argentyną a Boliwią. Ale Paragwaj to przede wszystkim kraj yerba mate – znanego również w Polsce napoju oraz chipa – mniej znanego, ulubionego przysmaku autorki. Chipa to mała bułeczka o niezwykłym smaku, nieprzypominającym europejskiego pieczywa, zrobiona z manioku z dodatkiem nasion anyżku. Podróżniczka rozpływa się nad tym przysmakiem i zawsze cieszy się, kiedy może kupić świeżą chipę. Ciekawa jest również historia, kiedy to malutki Paragwaj wywołał wojnę sąsiednim gigantom – Brazylii i Argentynie. Jak to się skończyło? Tego sowiecie się z opowieści autorki, ale wyznam, że jest ono bardzo zaskakujące.

Można odnieść wrażenie, że Beata zabiera czytelnika wszędzie. Razem z autorką spożywamy  śniadanie, parzymy i delektujemy się yerba mate, kupujemy świeżą żywność na bazarze, czekamy na autobus lub właśnie nim jedziemy podczas tropikalnej ulewy, obserwujemy ludzi, uczymy paragwajskiego alfabetu, poznajemy historię tego regionu, odpoczywamy w porcie czy odwiedzamy najtrudniej dostępny zakątek Paragwaju – Trzech Gigantów. Po prostu smakujemy życie i cieszymy się czasem spędzonym w podróży.

Książka „Blondynka w Paragwaju” uzupełniona jest pięknymi zdjęciami autorki oraz multimedialnymi plikami. Czytelnik może zobaczyć w filmikach dziewczynę sprzedającą w autobusie chipy, posłuchać jak brzmi język guarani, zobaczyć jak wielki jest wodospad Iguazú czy razem z autorką odwiedzić Concepcion, jedno z paragwajskich miast. Te dodatkowe materiały dostępne są dzięki bezpłatnej aplikacji Tap2C. Oczywiście na kartach swoich opowieści, autorka jak zawsze umieściła zabawne i kreatywne rysuneczki. Dzięki Beacie Pawlikowskiej i jej najnowszej książce, Paragwaj nie jest już krajem tak bardzo odległym i niedostępnym.

Za książkę dziękuję: