Victoria’s Sectret Fashion Show 2018

Kolejny pokaz kultowej marki Victoria’s Secret za nami. W tym roku miał on miejsce w Nowym Jorku. Na wybiegu bieliznę zaprezentowały piękne modelki, między innymi Gigi i Bella Hadid, Sara Sampaio, Lais Ribeiro, Kendall Jenner czy Tailor Hill. Po dwuletniej przerwie powróciły świeżo upieczone mamy Behati Prinsloo oraz Candice Swanepoel. 2100 kryształków Svarovskiego wyszyto na tegorocznej odsłonie Fantasy Bra, najdroższego i najbardziej luksusowego biustonosza w całej kolekcji Victoria’s Secret. Srebrny i wart ponad milion dolarów biustonosz zaprezentuje na wybiegu Elsa Hosk. Z kolei jedyna i niepowtarzalna Adriana Lima, przeszła po wybiegu Victoria’s Secret po raz ostatni, czule i ze łzami w oczach żegnając się po ponad 20-letniej przygodzie z kultową marką.

Czym byłby pokaz Victoria’s Secret bez występów największych gwiazd świata muzyki? W tym roku modelki prezentować będą bieliznę  w towarzystwie takich sław jak The Chainsmokers, Halsey, Rity Ory, Bebe Rexhy i Shawna Mendesa.

 

Mika Dunin „Miłość i inne deliria”

Podobno miłość to najpiękniejsze uczucie w życiu każdego człowieka. Podobno potrafi wznosić na wyżyny i dodawać skrzydeł. No właśnie – podobno. Czy bohaterki powieści Miki Dunin mogą w ten sposób opisać to gorące uczucie?

Trzy bohaterki: Ingę, Lilę i Milenę łączą wspólne przeżycia i doświadczenia. Wszystkie trzy dziewczyny przechodzą przez kolejne etapy życia pod wpływem alkoholu, zamroczone miłosną i seksualną obsesją. Przez cały czas towarzyszy im pragnienie miłości. Zamroczone ciągłą pogonią za tym gorącym uczuciem, zapominają o swojej rodzinie, przyjaciołach, a nawet własnej godności. Po prostu chcą być kochane, nawet za wszelką cenę. A to prowadzi ich do upadku moralnego, osiągnięcia samego dna.

„Miłość i inne deliria” pokazuje kolejne etapy życia kobiet: córki, dziewczyny, żony, matki, kochanki, szmaty, królowej życia i po prostu kobiety, w których szczegółowo analizują ich relacje z bliskimi i otoczeniem. Opisują historie swojego uwikłania i pokazują spustoszenie, jakie uczyniło ono we wszystkich sferach ich życia i relacjach z bliskimi. Wszystko to napisane jest świetnym językiem, któremu nie sposób odmówić odwagi w wyczerpujących opisach emocjonalnego i alkoholowego upodlenia. Chociaż same jednogłośnie nie chcą powielać wzorców wyniesionych z domu, myślą, że są lepsze od swoich rodziców. Ale czy mają rację?

Widzimy tutaj zachodzący proces kształtowania swojej osobowości, ucieczki od problemów czy wyborów życiowych – w ich przypadku tragicznych. Zabawne, że nasza osobowość tak bardzo zależna jest od społeczności, w której się wychowujemy i przede wszystkim od rodziny. Niestety Inga, Lila i Milena nie zaznały szczęśliwego dzieciństwa. W jednym domu zabrakło okazywania jakichkolwiek uczuć, w innym szerzyła się patologia, a w jeszcze innym były same nakazy i zakazy. Nic w tym dziwnego, że dziewczyny popadły w emocjonalną pułapkę i dokonały dramatycznych wyborów życiowych.

Bardzo rzadko zdarza się, żeby książka mną dogłębnie wstrząsnęła, a „Miłość i inne deliria” właśnie taką książką jest. To książka o uzależnieniu i strachu przed uczuciami, które biorą się z niezaspokojonych potrzeb. To autentyczne świadectwo ucieczki od życia. Bez wątpienia powieść Miki Dunin zmusza do refleksji i przemyśleń nad samym sobą, nad własnym życiem i własnymi wyborami. Czy są one dobre? To już musimy same sobie odpowiedzieć na to pytanie. Jedno jest pewne, „Miłość i inne deliria” pomaga refleksyjnie przyjrzeć się własnym demonom i z bezpiecznej odległości ocenić, jaki szlak przybiera nasze życie.

„Miłość i inne deliria”

 

Kanion Szaryński. Kazachski cud natury

Niewiele jest miejsc, które potrafią mnie zachwycić do tego stopnia, że na sam widok zapiera mi dech. Kanion Szaryński był jednym z punktów „must see” w trakcie wizyty w Kazachstanie. Właściwie nie – to był główny cel mojej tej wyprawy. Zanim jeszcze zaplanowałam cała trasę, wiedziałam, że koniecznie muszę tam pojechać.

Kazachowie są bardzo dumni i szczycą się Kanionem. Trudno się dziwić, gdyż Matka Natura podarowała im cenny dar. Nazywają go młodszym bratem amerykańskiego Wielkiego Kanionu. To jedno z najpiękniejszych i najbardziej niezwykłych miejsc w Kazachstanie. Znajduje się on około 200 km na wschód od miasta Ałmaty, dawnej stolicy kraju. Rozciąga się na długości 120 km i liczy aż 12 mln lat. Został wyżłobiony przez rzekę Szaryn. Szerokość waha się od 20-80 metrów a wysokość od 80 do 300 metrów.

Żeby dostać się do Kanionu, najlepszym środkiem transportu będzie samochód. Oczywiście z Ałmaty jeżdżą marszrutki w tamtym kierunku, ale nie dowożą pod sam kanion – czeka nas jeszcze 10 km „spacer” 🙂 Wstęp do Kanionu jest płaty, około 700 tenge za osobę, czyli w przeliczeniu jakieś 8 zł! Co do samochodu, to najlepiej mieć wyposażony w napęd 4×4, gdyż będzie nim można zjechać na sam dół Kanionu. Niestety nasza „limuzyna” nie nadawała się do ekstremalnej i wyboistej „drogi” pomiędzy przepaściami, więc musiałyśmy iść pieszo. Spakowałyśmy najpotrzebniejszy dobytek, zarzuciłyśmy na plecy  sprzęt i pognałyśmy w dół, obładowane niczym cygański tabor.

Najpiękniejsze miejsce Kanionu to tzw. Dolina Zamków, czyli duże i rozciągające się na obszarze ok. 3 km skupisko skał i kamieni o fantazyjnych kształtach. Niektóre z nich faktycznie przypominają zamki, wieże i grzyby, inne zaś maja dziwne i do niczego nieporównywalne kształty. Podążając nim możemy podziwiać ciekawe formy powstałe ze skał podatnych na działanie wody, wiatru i temperatury. Za sprawą zachodzącego słońca, skały mienią się na pomarańczowo i czerwono, ale zmieniają odcienie w zależności od padających promieni. Właśnie ten widok sprawił, że zaparło mi dech.  Dla takich chwil warto podróżować.

Na samym końcu Kanionu, tuz przy rzece znajduje się Eco Park. Można wypożyczyć na noc jurtę lub bungalow, ale jest również opcja darmowego rozbicia namiotu na kempingu, z której my skorzystałyśmy. Jest tam również restauracja i bar, gdyby ktoś chciał wieczorem posiedzieć i zrelaksować się przy piwku. Właśnie tam, wracając do namiotu natknęłam się na spacerującego skorpiona 🙂

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Magdalena Dobrzańska-Bzowska, Krzysztof Bzowski „Słowenia. Słoneczna strona Alp”

Słowenia to kraj wielkości województwa Mazowieckiego i liczy nie wiele więcej mieszkańców niż Warszawa. Jedno jest pewne – kraj ten zadziwia różnorodnością krajobrazów, klimatów i zabytków. W Słowenii znajdziemy wszystko: od gór, przez jeziora i jaskinie, aż po same morze.

Drogi wijące się między kamiennymi wioskami zaprowadzą ciekawskiego turystę od podgórskich winnic, urokliwych miasteczek nad Adriatykiem i między niebotyczne alpejskie szczyty. Kojarzycie jezioro, na środku którego znajduje się wysepka z kościółkiem? To Jezioro Bled, chyba najbardziej charakterystyczne miejsce, stanowiące wizytówkę tego kraju. Ale Bled to tylko przedsmak tego, co Słowenia ma do zaoferowania.

Słowenia nie cieszy się zbytnia popularnością pośród turystów. Kraj ten nadal jest niedoceniany. Z jednej strony to lepiej, gdyż nie ma tylu tłumów, ale z drugiej jednak kryją się w nim prawdziwe perełki, których nie należy ukrywać. Do tego wszystkiego dochodzą ludzie, którzy są niesamowicie mili i wiecznie uśmiechnięci. Słowenia to kraj pełen miłości, w końcu nie na darmo to słowo znajduje się w samej nazwie tego kraju: Slovenia. Jak tu nie zakochać się w Słowenii?

Z przewodnikiem „Słowenia. Słoneczna strona Alp” wydawnictwa Bezdroża możemy śmiało odkrywać ten kraj i wszystkie skarby, które się z nim znajdują. W środku znajdziemy szereg praktycznych informacji, liźniemy trochę historii i dowiemy się wielu ciekawostek. Przewodnik podzielony jest na kilka części, a każda z nich koncentruje się na konkretnym regionach. Mapy tych regionów oraz poszczególnych miejscowości ułatwiają zwiedzanie. W środku znajduje się kilkanaście kolorowych zdjęć najważniejszych atrakcji, które oferuje nam kraj.

„Słowenia. Słoneczna strona Alp” to swoiste kompendium wiedzy o tym niewielkim kraju. W przewodniku znajdziemy wszystko, co powinniśmy wiedzieć wybierając się do Słowenii.

Za książkę dziękuję:

Edyta Tyborowska-Szymala „Miłość między wierszami”

Mówi się, że miłość jest najpiękniejszym uczuciem, które łączy dwie osoby. Sprawia, że dwie połówki łączą się w jedną całość, że widzimy świat przez różowe okulary, motyle latają nam w brzuchu, a ziemia trzęsie się nam pod nogami. Jednak miłość może być też trudna, która powoli nas spala i wyniszcza od środka.

Mieliście kiedyś wrażenie, że znacie kogoś od dawna, pomimo, że widzicie go pierwszy raz w życiu? Takie zjawisko zwiastuje, że trafiliście na swoją bratnią duszę, którą znacie od wielu, wielu pokoleń. Zazwyczaj pojawia się niespodziewanie i sieje zamęt w naszym dotychczasowym życiu. Czasem się zdarza, że nawet tak bliskie dusze nie są nam przeznaczone, by przeżyć do końca z nami to ziemskie życie. Czasami są nam dane tylko na chwilę. Jednak miłość i energia jaka wchodzi wraz z tymi ludźmi jest tak silna, że nie sposób jej opisać. Jedno jest pewne – po przeżyciu takiej miłości nigdy nie będziemy już tym, kim byliśmy wcześniej.

Edyta Tyborowska-Szymala jest wizjonerką i autorką licznych artykułów o pracy z duszą. To również miłośniczka leczenia naturalnego, pracy z energią oraz zwolenniczka świadomego życia. Doskonale porusza się po cienkiej linii pomiędzy światami, co znakomicie widać w jej tomie poezji.  Ta książka to coś znacznie więcej, niż zbiór wierszy miłosnych. To także swego rodzaju poradnik o tym, jak podnieść się z miłości, która nie miała szczęśliwego zakończenia. Ten niepozorny zbiór wierszy to również przewodnik po duchowym samorozwoju. „Miłość między wierszami” jest tym bardziej autentyczna i jedyna w swoim rodzaju, ponieważ napisało ją samo życie. Nie tylko to aktualne, ale również miały na nie ogromny wpływ poprzednie wcielenia i obietnice pochodzące jeszcze z wieczności.

„Miłość między wierszami” to zbiór przepięknych i emocjonalnych wierszy, który czyta się z wypiekami na twarzy. To opowieść o miłości, o bratniej duszy, o przyjaźni i życiu z ukochaną osobą. Opowiada o tym rozdział „W ramionach wiecznego kochanka”. Z drugiej jednak strony, w rozdziale „A kiedy odejdziesz z mojego życia” czujemy smutek, ból, utratę sensu życia wraz z odejściem drugiej osoby. Na samym końcu, w rozdziale zatytułowanym „Zbuduj siebie na nowo” pojawia się jednak nadzieja na lepszą przyszłość, pokochanie siebie samej, pojedynek z przeszłością, której nie możemy zmienić oraz rozpoczęcie nowego rozdziału w życiu, które jest czystą kartą. „Moje życie to wielka niezapisana, niczym jeszcze księga, to ja trzymam pióro, w największym jego majestacie, jak rycerz wchodzę w walkę, ale to tylko walka ze mną (…)” – takimi słowami autorka napawa optymizmem, że pomimo wielu porażek, należy wstać i zacząć walczyć przede wszystkim o siebie, bo najlepsze jeszcze przed nami.

„Nigdy nie żałuj niczego, co sprawiło, że jesteś dziś tym, kim jesteś” – taką motywującą dedykację otrzymałam od samej autorki. Szczere i krzepiące słowa. Wierzę, że nic się nie dzieje bez przyczyny. Gdyby nie moje doświadczenia z przeszłości (a może i nawet z poprzedniego życia), nie byłabym dzisiaj tą samą Klaudią.

Za książkę dziękuję:

Autorce

Ola Synowiec „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk”

Meksyk widnieje na mojej podróżniczej liście marzeń. Z czym kojarzy mi się ten kraj? Z obłędną kuchnią (na samą myśl o tym pysznym jedzeniu ślinka mi cieknie), z tequilą, Dia De Los Muertos, no i niestety – z narkotykowymi kartelami. Jak się okazuje, Meksyk ma drugie, mało znane oblicze. W swojej książce „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk” Ola Synowiec opowiada o religiach i wierzeniach współczesnych Meksykanów.

Ola Synowiec jest absolwentką polonistyki i latynoamerykanistyki na UW. Od kilku lat mieszka w Meksyku, zgłębiając jego kulturę, obyczaje i historię. Swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami dzieli się na swoim blogu Mexico Magico Blog oraz pisze artykuły do polskiej prasy poświęcone Meksykowi. W swojej debiutanckiej książce „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk” opisuje wierzenia mieszkańców tego kraju, które – jak się okazuje – nie są takie oczywiste.

Oficjalną religią w Meksyku jest katolicyzm. Oprócz tego istnieje szereg różnych innych wierzeń, które z katolicyzmem niewiele mają wspólnego. Autorka pokazuje, jak współcześnie odchodzi się od religii narzuconej przez hiszpańskich konkwistadorów. „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk” to reportaż, którego kolejne rozdziały opowiadają o zupełnie innych formach duchowości praktykowanych w tym kraju. Zaczyna od święta zmarłych – Dia De Los Muertos – który stanowi powrót do religii przodków; meksykański new age; rytuały z użyciem halucynogennych grzybów i psychodeliczna turystyka; synkretyczne rytuały ludu Chamula; konflikt między katolikami i ewangelikami oraz meksykański szamanizm. Każde wierzenie ma solidnie opisaną genezę, dzięki której dogłębnie możemy poznać opisywane zjawiska i co się za nimi kryje. Kolejność rozdziałów nie jest przypadkowa – w tych początkowych jest znacznie więcej informacji na temat historii Meksyku i przemian zachodzących w jego społeczeństwie. Dzięki takiemu zabiegowi czytelnik stopniowo zyskuje coraz szerszą wiedzę na temat kraju i jego kultury.

To, co kiedyś wydawało się święte i niedostępne, w dzisiejszych czasach jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy odpowiednio wypchany portfel. W dzisiejszych czasach nawet religia idzie z duchem czasu. Lekarze, biznesmeni, wykładowcy uniwersyteccy zrzucają dżinsy i garnitury, na głowy wkładają pióropusze, na kostki grzechotki i gromadzą się w stolicy na placu Zócalo, by przez pięć godzin wykonywać taniec dla przedhiszpańskich bogów. Nie są Indianami, ale jak sami mówią, pragną odtwarzać wiarę azteckich przodków. Tymczasem Indianie na południu Meksyku w swoich rytuałach wykorzystują coca-colę, którą uważają za święty napój. Tradycyjni czarownicy z Catemaco też dostosowują się do realiów XXI wieku i mają swoje strony na Facebooku. Niestety dla wielu tubylców odprawianie dalekich względem tradycji rytuałów stało się przede wszystkim sposobem na łatwy zarobek.

Ola Synowiec pokazuje, jak Meksyk stopniowo odchodzi od przywiezionego z Europy pięćset lat temu katolicyzmu. Pisze o ruchu New Age, psychodelicznych turystach oraz meksykańskiej stolicy grzybów halucynogennych. Opowiada o Meksyku mało znanym, a także o tym, jak uniwersalna jest ludzka potrzeba religijności. „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk” to zbiór świetnych reportaży z Meksyku, zupełnie różnych niż te, które do tej pory się ukazały. To nie tylko świetna lektura dla miłośników tego kraju i kultury, ale również dla wielbicieli dobrej literatury faktu i czerpiących przyjemność z lektury reportażu.

Za książkę dziękuję: