Kino z Meksykiem w tle

Meksyk – kraj, do którego tym razem udamy się w filmową podróż. Pierwszymi skojarzeniami, jakie przychodzą mi do głowy to tequila, sombrero, ogniste tańce oraz wyśmienita kuchnia. Z jednej strony jest to kraj z fascynującą historią, niezwykłą kulturą oraz najlepszą kuchnią na świecie, zaś z drugiej, jest to to skorumpowany świat pełen niebezpieczeństw, w którym rządzą brutalne gangami oraz handlarze narkotyków. Przedstawiam Wam kilka wybranych filmów, w których akcja rozgrywa się na terenie tego latynoskiego kraju.

Miasto śmierci

reż. Gregory Nava
Produkcja: Meksyk, USA, Wielka Brytania
Data premiery: 2006

7172672-3

Przeczytałam kiedyś, że w trakcie kręcenia „Miasta śmierci” grożono śmiercią reżyserowi Gregory’emu Navarze, jeden z pracowników z produkcji został brutalnie pobity, a część sprzętu została skradziona. To jednak nic w porównaniu z tym, że nie tylko meksykański rząd stara się zataić prawdziwe fakty. Amnesty International podając fałszywe informacje, że od 1983 roku w Juarez zginęło około 400 kobiet, podczas gdy prawdziwa liczba zamordowanych wynosi ponad 5 tysięcy, również ukrywa prawdę. Lauren (w tej roli Jennifer Lopez) jest  amerykańską dziennikarką, która dostaje zlecenie napisania artykułu dotyczącego gwałtów dokonywanych na kobietach w przygranicznym meksykańskim miasteczku Juarez, w robotniczej dzielnicy El Paso. Początkowo reporterka jest sceptycznie nastawiona do nowego zadania, jednak decyduje się podjąć tego  zadania. Gdy pojawia się w Juarez, aby rozwiązać zagadkę tajemniczych gwałtów, odkrywa również szokujące informacje dotyczące masowych zabójstw kobiet. Rozpoczyna prywatne śledztwo, w którym pomaga jej Alfonso Diaz (Antonio Banderas), jej były kochanek, a zarazem redaktor naczelny niezależnego meksykańskiego dziennika oraz 16-letnia Eva (Maya Zapata) – ofiara gwałtu i nieudanego morderstwa.  Na pomoc policji w tej sprawie nie ma co liczyć, ponieważ zarówno „strażnicy prawa”, jak i cały rząd jest skorumpowany i zmanipulowany przez przestępców. Życiu trójki bohaterów zagraża niebezpieczeństwo – bandyci na każdym kroku na nich czyhają. Zdeterminowana Lauren zatrudnia się w niewolniczej korporacji, aby  zdemaskować i złapać złoczyńców na gorącym uczynku.

Film jest poruszający. Przerażające obrazy zamordowanych kobiet zapadają w pamięci na długo. Aż trudno uwierzyć, że takie okrutne rzeczy dzieją się w cywilizowanym świecie w XXI wieku. I to wszystko pod nosem największej potęgi gospodarczej świata, jaką są Stany Zjednoczone.

The true story of Cristiada

reż. Dean Wright
Produkcja: Meksyk
Data premiery: 2012

poster-en

Wydarzenia przedstawione w filmie „The True Story of Cristiada” wydarzyły się naprawdę. W latach 1926 – 1929, podczas rządów prezydenta  Plutarco Eliasa Callesa, wybuchło Powstanie Cristero, w którym zginęło prawie 90 tys. ludzi. Ówczesny prezydent Meksyku, fanatyczny mason i socjalista nazywany „antychrystem”,  wprowadził radykalne zmiany, które uderzyły w Kościół Katolicki. Zażądał zamknięcia wszystkich szkół katolickich oraz większość kościołów, odprawianie mszy stało się nielegalne, zaś wysłanników Boga przymusił do masowej rejestracji. Każdy, kto sprzeciwił się jego rozporządzeniu, ginął w brutalny sposób. W odwecie  powstała Krajowa Liga Obrony Wolności Religijnej, która była inicjatorem tzw. społecznego nieposłuszeństwa, które polegało na bojkocie miedzy innymi instytucji państwowych oraz przedsiębiorstw. Ponad dwa miliony obywateli podpisało petycję, w której żądali odwołania antykatolickich zapisów w konstytucji.   Niebawem wybucha powstanie, w której udział biorą tzw. cristeros czyli chrystusowcy walczący w obronie wiary. Udział biorą nie tylko silni i sprawni mężczyźni, ale również kobiety, niedoświadczeni młodzieńcy, a nawet księża. Przywództwo nad armią chrystusowców obejmuje generał Enrique Gorostieta Velarde (Andy Garcia), dwukrotnie odznaczony i zasłużony żołnierz, który jest zagorzałym ateistą. Mimo,  że sam nie wierzy w istnie Boga , to walczy o przywrócenie praw religijnych swoim rodakom.

Produkcja ta napotkała ogromne problemy z dystrybucją w amerykańskich kinach. Dystrybutorzy tłumaczyli swoją decyzję tym, że „Cristiada” jest filmem nudnym i nie wnoszącym nic nowego do kultury. Jednak po długich perturbacjach, produkcja zawitała na ekrany amerykańskich, a potem światowych kin. Ciekawostką jest, że za czasów pontyfikatu Jana Pawła II wielu rebeliantów (chrystusowców) zostało uznanych za męczenników, zaś znaczna część z nich została beatyfikowana, a nawet kanonizowana.

Handel

reż. Marco Kreuzpaintner
Produkcja: Niemcy, USA
Data premiery: 2007

7299960-3

Trudno uwierzyć, że okrutne wydarzenia ukazane w filmie „Handel” dzieją się każdego dnia i mogą przytrafić się każdej z nas bez względu na wiek, czy pochodzenie. Młoda Polka o imieniu Veronica (w tej roli Alicja Bachleda-Curuś) wyrusza do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i swojego synka. W drodze do wyznaczonego celu, zatrzymuje się w Meksyku, a przynajmniej tak jej się wydaje. Na miejscu zostaje uprowadzona przez bandę brutali, którzy zajmują się handlem żywym towarem. Veronica zostaje uwięziona i wielokrotnie gwałcona, by potem świadczyć usługi seksualne. W międzyczasie zostaje porwana młoda, 13-letnia dziewczynka – Adrianna, która staje się apetycznym kąskiem dla internetowych pedofili licytujących się o jej „usługi”. Zrozpaczony brat Adrianny robi wszystko, by odnaleźć ukochaną siostrzyczkę. Przemierza cały kraj z nadzieją o odzyskaniu siostry i chęcią okrutnej zemsty na porywaczach. W poszukiwaniach pomaga mu pewien policjant, który w przeszłości pośrednio doświadczył okrucieństwa ze strony zbrodniarzy handlującymi bezbronnymi i niewinnymi dziećmi.

Trudno jest uwierzyć, że takie wydarzenia maja miejsce w życiu codziennym mieszkańców Meksyku. Może już nie na taką skalę, ale mimo wszystko. Kobieta wychodząca z domu na zakupy czy do pracy, nigdy nie ma pewności, że uda jej się wrócić bezpiecznie do domu czy stanie się ofiarą brutalnego i zakazanego handlu. Jak na ironię skorumpowane władze meksykańskie wiedzą o tym brutalnym procederze, jednak nie przejmują się tym i pozostawiają na pastwę losu swoje obywatelki.

Desperado

reż. Robert Rodriquez
Produkcja: USA
Data premiery: 1995

desperado1

Główny bohater to niejaki El Mariachi (boski Antonio Banderas), który jest wędrownym muzykiem,  który mści się na meksykańskiej mafii za brutalne morderstwo swojej ukochanej. Jest to typ prawdziwego twardziela: potrafi porządnie przyłożyć, zręcznie posługiwać się bronią, a jego cel jest zawsze trafny. Unika wszelkich kul i ciosów, a nawet jak dostanie, to za chwilę wstaje, by dołożyć komuś z podwójna mocą. Oczywiście El Mariachi jest bardzo wierzący (jak zdecydowana większość jego rodaków) i po każdej bitwie czy strzelaninie pędzi do kościoła wyspowiadać się i pomodlić za dusze jego ofiar.

W meksykańskim kręgu kulturowym el mariachi, czyli wędrowni gitarzyści są bardzo poważanymi osobnikami. Historia głównego bohatera jest nieco uwspółcześniona – z tajemniczego śpiewaka zmienia się w seryjnego zabójcę, który mści się za śmierć swojej ukochanej. Doskonałym „partnerem” Banderasa jest latynoska muzyka, która wtóruje mu we wszystkich ważnych filmowych momentach.

Apocalypto

reż. Mel Gibson
Produkcja: USA
Data premiery: 2006

mv5bntm1njyynty5ov5bml5banbnxkftztcwmjgwntmzmq-_v1_uy1200_cr9006301200_al_

Meksyk, XV wiek, przenosimy się do świata pierwotnych mieszkańców Meksyku, czyli Majów. Akcja toczy się w małym miasteczku położonym w samym centrum jukatańskiej dżungli. Mieszkańcy wiodą spokoje życie, zakładają rodziny, wychowują dzieci. Życie mieszkańców toczy się powolnym tempem. Ich królestwo chyli się ku upadkowi, w związku z tym władca postanawia przypodobać się bogom składając ofiary z ludzi. Spokój tamtejszej ludności zostaje zaburzony w chwili przybycia wrogich plemion, które mordują ludzi i dewastują domy. Część ocalałych  zostaje przeznaczona do niewoli, by zostać naznaczonym na ofiarę składaną bogom i udają się do legendarnego kamiennego miasta. Jeden z nich, o wdzięcznym imieniu Łapa Jaguara, zdoła oszukać swoje przeznaczenie i ucieka ze swojej egzekucji.

Reżyser zażądał, aby wszyscy jego aktorzy mówili w oryginalnym dialekcie Majów – Yucatec, który już prawie wyszedł z użycia. Początkowo miałam mieszane uczucia, ale film trzyma w napięciu do ostatniej sekundy. Warto przenieść się w czasie razem z Melem Gibsonem, by zobaczyć życie pierwotnych mieszkańców Meksyku.

Frida

reż. Julie Taymor
Produkcja: Kanada, Meksyk, USA
Data premiery: 2002

220px-fridaposter

Nastoletnia Frida (Salma Hayek) zostaje ofiarą wypadku spowodowanego przez kierowcę autobusu. Niestety skutki tego wydarzenia pozostawiają ślad nie tylko na psychice dziewczyny – istnieje ryzyko całkowitego pozbawienia władzy w nogach. Nie chcąc być ciężarem dla swojej rodziny, zdesperowana dziewczyna zaczyna malować obrazy, które poddaje ocenie tamtejszemu wirtuozowi malarstwa, Diega Rivery. Początkowo są tylko współpracownikami, potem połączy ich serdeczna przyjaźń, która zamieni się w ognisty romans.

„Frida” jest zwykłą historią niezwykłej dziewczyny, kobiety, która w krótkim czasie stała się światowej sławy malarką. Jest to obraz krótkiego, ale skomplikowanego życia wielkiej Fridy Khalo, które przepełnione było żalem, namiętnością, miłością i zdradą. Jest to obraz Meksyku, który jest nam zupełnie obcy. Produkcja pozawala nam na poznanie się z czasami, kiedy to ateizm i polityka łączyły się z folklorem, kiczem oraz humorem i fantazją. Do tej pory Meksyk stanowił obraz ponurej i okrutnej rzeczywistości, jednak we „Fridzie” jest to miejsce spokojne, przepełnione niezwykłymi aspektami kulturowymi, zwyczajami oraz przepięknymi krajobrazami.

Poprzednie filmowe podróże:

Włochy: Kino z Italią w tle

Afryka: Kino z Afryką w tle

Grecja: Kino z Grecją w tle

Reklamy

Sylwia Mróz „Pejzaż bez kolców. Meksyk słońcem malowany”

pejzaz-bez-kolcowCo  kojarzy się z Meksykiem? Tequila, el mariachi, el Dia de Los Mertos, lucha libre, kartele narkotykowe i przede wszystkim wspaniała kuchnia meksykańska, która jest jedną z moich ulubionych. Sylwia Mróz w swojej debiutanckiej książce „Pejzaż bez kolców. Meksyk słońcem malowany” pokazuje zupełnie inne oblicze tego wielobarwnego kraju.

Sylwia Mróz jest dziennikarką i kulturoznawcą. Od 2010 roku związana jest z Polskim Radiem, ale od 2013 roku pracuje jako korespondentka radiowa z Meksyku i Ameryki Centralnej. Od dawna fascynowała ją Ameryka Łacińska, co zaowocowało decyzją o przeprowadzce na drugi koniec świata, właśnie do Meksyku.

Bez wątpienia Meksyk jest krajem pełnym kontrastów. Z jednej strony wspaniała kultura i historia, pełne barw i zapachów, z drugiej zaś przestępczość i kartele narkotykowe. Autorka skupia się jednak na wszystkich pozytywnych aspektach tego kraju, w końcu jest to „pejzaż słońcem malowany”. Swoją opowieść zaczyna od historii, ukazując przeszłość Meksyku od pierwszych królów poprzez Majów, Azteków i okres kolonialny, aż po czasy obecne. Wiele miejsca poświęciła religii i wierzeniom meksykańskim. Sylwia Mróz szczegółowo opisuje religijność Meksykanów, patrząc przez pryzmat lokalnych zabobonów, prekolumbijskich wierzeń i kultu śmierci.

Wbrew wszelkim stereotypom udowadnia, że królestwo słońca ma znacznie więcej do zaoferowania niż powszechna przestępczość i skutki działalności karteli narkotykowych. Doskonale przybliża czytelnikowi najważniejsze dziedziny kultury meksykańskiej: olśniewającą różnorodność kuchni, niezliczone formy świętowania i obyczajów religijnych, tajemniczy świat rytuałów magicznych i uzdrowicielskich, a także sztukę ludową – żywiołową, pełną kolorów i zadziwiającą swoim bogactwem. Na kartach tej meksykańskiej opowieści poczytamy również o przedstawicielach tamtejszej kultury, między innymi o Fridzie Khalo i Diego Riverze. Znajdziemy tam również skrawki polskich akcentów – Polaków i ich potomków, którzy związani są z Meksykiem. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się z wypiekami na twarzy.

Z cała pewnością publikacja Sylwii Mróz wyróżnia się na tle innych tego typu książek. Nie jest zwykłą relacją podróżniczą, ale wciągająca i pasjonującą opowieścią o Meksyku. Znajdziemy w niej nie tylko szereg informacji na temat historii, sztuki czy kultury, ale także pojawiają się przepisy kulinarne na najpopularniejsze (i najsmaczniejsze) dania kuchni meksykańskiej czy spis polecanych przez autorkę filmów i książwk związane z tematyką Meksyku.

„Pejzaż bez kolców. Meksyk słońcem malowany” to swoiste kompendium wiedzy na temat tego wspaniałego kraju, które zawiera wiele praktycznych wskazówek i turystycznych porad. Jest to lektura obowiązkowa nie tylko dla miłośników Meksyku, ale także dla podróżników, którzy planują swoją wyprawę do kraju Azteków. Przyznam szczerze, że swoją książką autorka sprawiła, iż intensywnie zaczęłam myśleć o podróży do tego kraju 🙂

Za książkę dziękuję:

businessculture655

Piotr Grzegorz Michalik „Podmiejskim do Indian. Reportaże z Meksyku”

e87969844dd60773f0cefb54ce8af155_4Meksyk to kraj pełen kontrastów. To miejsce, w którym każdy, nawet prostytutki i przestępcy, mają swoich świętych. Kraj niszczony przez biurokrację i korupcję, a turyści szukają odlotu w grzybkach halucynogennych. Piotr Grzegorz Michalik z wykształcenia jest antropologiem, na co dzień pracuje w Katedrze Porównawczych Studiów Cywilizacji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od ponad ośmiu lat prowadzi badania dotyczące wierzeń, rytuałów i obyczajowości Meksyku, Gwatemali, a ostatnio na Kubie. W Centrum Badań Antropologicznych (CIESAS) w Meksyku wykładał jako profesor wizytujący. Jest autorem reportaży i felietonów w „Polityce” i „Gazecie Wyborczej”. Książka „Podmiejskim do Indian. Reportaże z Meksyku” jest zbiorem jego dotychczasowej pracy.

To, co najczęściej kojarzy się z Meksykiem to narkobiznes, bieda, handel ludźmi oraz wszechobecny terror i przemoc. Z drugiej jednak strony to kraj, w którym występuje wysoki odsetek ludzi wierzących. To również kraj z piękną historią i obyczajami. Właśnie na kartach książki znajdziemy opowieści o rdzennych mieszkańcach Meksyku. Indiańskie plemiona zamieszkują dziś głównie wsie i mniejsze miejscowości. Autor zabiera czytelników w najodleglejsze zakątki tego zróżnicowanego państwa. Opisane zjawiska zmieniają zupełnie spojrzenie czytelnika na Meksyk.

Tytuł książki nawiązuje do tego, że nawet będąc w stolicy kraju, czy pięknych turystycznych rajach, by zobaczyć i poznać rdzennych mieszkańców wystarczy wsiąść do podmiejskiego autobusu czy tramwaju i zapłacić za bilet niewielką sumę pieniędzy. I tak, trafiamy między innymi do chatek szamanów, którzy specjalizują się w wyprawianiu odważnych turystów w podróże do innych wymiarów przy pomocy grzybów, korzonków i liści o najróżniejszych właściwościach halucynogennych. Dowiemy się czym charakteryzuje się nowa płeć – zwana muxe, czyli transwestytach-prostytutkach, którzy stanowią liczną grupę wśród Indian Zapoteków. Znajdziemy odpowiedź na pytanie kim jest Święta Śmierć i dlaczego Meksykanie czczą ją bardziej niż Marię Dziewicę.

Jednak to, co najbardziej zszokowało mnie w opowieściach Piotra Michalikach, to ostatni rozdział poświęcony kartelom narkotykowych. Niestety mieszkańcy Meksyku muszą borykać się z terrorem każdego dnia. Tajemnicze porwania, zastraszanie, wymuszanie są na porządku dziennym. Żyją w ciągłym strachu o własne życie i życie swojej rodziny. Nie mają na kogo liczyć, gdyż nawet policjanci są skorumpowani, a niekiedy nawet są członkami karteli. O problem bardziej złożony, ale niestety na razie meksykański rząd nie potrafi sobie z tym poradzić.

„Podmiejskim do Indian. Reportaże z Meksyku” jest znakomitym debiutem Piotra Michalaka. Fascynującemu opisowi życia codziennego mieszkańców Meksyku towarzyszą fotografie, pełne barw i kolorów. Można odnieść wrażenie, że są wręcz przeładowane kolorem, a to z kolei sprawia, że Meksykanie są niesamowicie wrażliwymi, pozytywnymi i sympatycznymi ludźmi.

 

http://dlalejdis.pl/artykuly/podmiejskim_do_indian_reportaze_z_meksyku_recenzja

Ewa Filip „Istny Meksyk”

978-83-7942-954-7Od jakiegoś czasu moja fascynacja wszystkim, co dotyczy Ameryki Południowej stała się obsesją. Dlatego też z wielkim uśmiechem na twarzy sięgnęłam po książkę, która miała być przewodnikiem po pięknym kraju, jakim jest Meksyk. Niestety, mój uśmiech szybko znikł.

Ewa Filip z wykształcenia jest specjalistą bezpieczeństwa i higieny pracy oraz doradcą psychospołecznym. Jak sama o sobie pisze, jest ułożona, cierpliwa i rozsądna. Pragnie podróżować, kochać i pisać.

Autorka sama napisała, że jest prawdziwą turystką. Na wakacje do Meksyku zdecydowała się polecieć za pośrednictwem biura podróży. No cóż, w trakcie czytania jej wspomnień dokładnie dało się odczuć, że jest turystką (a nie podróżniczką) oraz podróżuje w taki a nie inny sposób. „Istny Meksyk” jest chaotycznym opisem każdego odwiedzonego punktów trakcie tych wczasów. Cały czas chaos, szybkie oględziny jakiejś atrakcji, maszerowanie do autobusu, kilkugodzinne przejazdy z miejsca na miejsce… W jednym zdaniu znajdujemy się przy jakiejś katedrze (nie do końca wiadomo co to za miejsce i dlaczego jest takie ważne), w następnym zdaniu czytamy, że autorka wraz z resztą grupy wspina się pod górę, a w jeszcze następnym, że maszerują pośród dżungli. Za dużo myśli, za mało dobrze dobranych słów. Istny chaos.

Nie krytykuję takiego sposobu na poznawanie świata, bo sama kiedyś tak robiłam. Jednak ja nie zdecydowałam się wydać książki, która opisuje tego typu doświadczenia. Po prostu źle się to czyta. Liczyłam, że dowiem się czegoś ciekawego na temat Meksyku, ale się zawiodłam. Co prawda autorka starała się co jakiś czas wtrącić różnego rodzaju ciekawostki, ale niestety nie zaspokoiły one mojej ciekawości. Zdecydowanym plusem są dołączone fotografie zrobione w trakcie wyjazdu.

Jak wspomniałam wcześniej, bardzo szybko się zniechęciłam w trakcie jej czytania. Zapowiadała się fajna i ciekawa lektura, a tak naprawdę przez cały czas męczyłam się, i to bardzo. Całość napisana jest językiem prostym, aż do bólu. Dużo zdań (jednowyrazowych) wykrzyknikowych i pytających, zdecydowanie za dużo młodzieżowego stylu. Nie zauważyłam zbyt wielu zdań złożonych, a przez to tak bardzo się męczyłam. Lubię czytać książki, które zmuszają do myślenia i pobudzają wyobraźnię. Niestety w trakcie lektury „Istnego Meksyku” nie miałam tego typu przeżyć. Jedynym plusem tej książeczki jest to, że nie jest długa i można ją szybko przeczytać. Zapewne gdyby liczyła więcej stron, odstawiałbym ją na półkę po połowie lektury i zapewne wyrzuciłabym ją z pamięci. Niestety autorka chyba za bardzo przeceniła swoje możliwości pisarskie. Podsumowując jednym zdaniem – treść książki jest adekwatna do tytułu.

Za książkę dziękuję:

logo_novae_res_2014_podstawowe_rgb

Miejsce, które przyprawia o dreszcze

Jest takie miejsce na Ziemi, na wspomnienie którego można dostać gęsiej skórki, a nawet palpitacji serca. To miejsce, rodem wyjęte z horroru omijane jest szerokim łukiem, nawet przez okolicznych mieszkańców.

Miejsce to znajduje się w Meksyku, a dokładniej na południe od Mexico City, na małej wyspie zwanej Isla De Las Munecas, czyli Wyspą Lalek. Może nie byłoby w niej nic dziwnego, gdyby nie to, że została  poświęcona pewnej dziewczynce, która tam umarła i została pogrzebana przed ponad 60 laty. I pomimo tego, że jezioro na którym umiejscowione jest to przerażające miejsce wpisane zostało na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, turyści i podróżnicy omijają je z daleka.

Wszystko to za sprawą setek zwisających z drzew lalek, które w żaden sposób nie przypominają uroczych, dziewczęcych zabawek – brudne, z popękanymi oczami, bez kończyn.

lalka17

lalka13

Z tym miejscem związana jest pewna historia, która miała miejsce ponad 60 lat temu. Pewien Meksykanin o imieniu Don Julian Santana Barrera zamieszkał na wyspie, by sprawować nad nią pieczę. Któregoś dnia usłyszał przeraźliwe krzyki małej dziewczynki, jednak gdy przybył na miejsce było już za późno na ratunek, dziewczynka utonęła. Kilka dni po tym wydarzeniu, na powierzchni wody zobaczył unoszącą się lalkę. Z szacunku dla zmarłej, zawiesił ją na drzewie. Jednak ku przerażeniu mieszkańca, sytuacja powtarzała się każdego dnia. Meksykanin wierzył, że duch dziewczynki kazał mu zawieszać lalki na drzewach, dlatego też całymi dniami wędrując po wyspie poszukiwał nowych „okazów”. Znajdował coraz to bardziej mrożące krew w żyłach lalki – bez głowy, rozczłonkowane, z popękanymi oczami.

Okoliczni mieszkańcy byli przekonani, że duch dziewczynki opętał Juliana Santana Barrera. Miało kto miał odwagę postawić stopę na wyspie. Nieliczni śmiałkowie twierdzili, że zabawki poruszały głowami, otwierały oczy, a wieczorami było słychać ich przerażające szepty. Opętany Meksykanin wierzył, że lalki są kompanami dziewczynki i chronią przed złymi mocami. Istnieje teza, że śmierć dziewczynki miała miejsce tylko w głowie szaleńca, a zawieszanie lalek na drzewach jego paranoją. Mimo to Isla De Las Munecas, jeszcze za czasów życia Juliana Santana Barrera stała jedną z atrakcji Meksyku.

W 2001 roku znaleziono zwłoki Meksykanina, dokładnie w tym samym miejscu, w którym utonęła dziewczynka. O tamtej pory wyspę uznano za nawiedzoną i została okryta złą sławą. Aktualnie na Wyspie Lalek znajduje się około 1000 zabawek. Miejsce to stało się jedną z głównych atrakcji stolicy Meksyku, ale tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

lalka11

lalka12

lalka15

lalka18

zdjęcia: sztukatulka.pl