City Of Dreams

Madryt, Hiszpania

Reklamy

Maciej Bernatowicz „Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko”

Wydawać by się mogło, że o Hiszpanii wiem (prawie) wszystko. A już na pewno sama mogłabym napisać tego typu książkę. Życie lubi zaskakiwać i jak się okazuje, jednak nie wiem (prawie) wszystkiego o tym cudownym śródziemnomorskim kraju.

Moi znajomi wiedzą, że mam lekką obsesję na punkcie Hiszpanii. Jestem totalnie zakochana w tym kraju, traktuję go jak moją drugą ojczyznę. Byłam tam czterokrotnie, a kolejne dwa wyjazdy w tym roku mam już zaplanowane. Nie będę również ukrywać, że kiedyś, w bliskiej przyszłości, chciałabym tam zamieszkać. Dlatego też kiedy książka „Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko”, pochłonęłam ją niemal od razu. Publikacja jest tym bardziej wiarygodna, gdyż autor spędził w Hiszpanii 9 lat.

Z czym kojarzy się Hiszpania? Flamenco, corrida, piłka nożna, sangria, tapas, sjesta i jedna wielka fiesta. I właśnie między innymi o wszystkim tym pisze obszernie autor. Przeprowadza nas przez hiszpańską historię, ale robi to w sposób łagodny nie zasypując nas niepotrzebnymi datami i nazwiskami. Poza tym, porusza szereg szalenie ważnych tematów, jak np. dążenie Katalończyków do uzyskania niepodległości, a przy okazji obnaża ich (niemalże pogardliwy) stosunek względem innych Hiszpanów. Wspomina także o Baskach i bojówce terrorystycznej ETA. Opisuje odwieczny konflikt pomiędzy dwoma największymi drużynami piłkarskimi: Real Madryt i FC Barceloną. Pisze, że Madryt jest najbardziej zieloną europejską stolicą i na jednego mieszkańca „przypada” po kilka drzew. Wspomina o latach kryzysu 2005-2011, o genezie i jego katastrofalnych skutkach. Tłumaczy, dlaczego Hiszpanie nie potrafią się komunikować w innych językach obcych. Opowiada o fenomenie, jakim jest sjesta.  Rozpisuje się o fiestach, które organizowane są niemal każdego dnia, w różnych częściach Hiszpanii.

„Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko” nie jest żadnym przewodnikiem. Jest to raczej swoiste kompendium wiedzy na temat tego cudownego kraju. Znajdziemy tam nie tylko zarys hiszpańskiej historii, czy opis tamtejszych obyczajów, ale także pojawiają się absurdy, które nie mieszczą się w głowie przeciętnemu Polakowi, chociażby codzienna sjesta. To także błyskotliwy wgląd w to, co współcześni Hiszpanie myślą o swojej historii i tożsamości, co wywołuje w nich radość, a czego się obawiają. Maciej Bernatowicz przybliża czytelnikowi ich tradycje, postawy życiowe, bieżące wyzwania, z którymi przyszło im się zmagać, ale także niewątpliwe sukcesy, które już odnieśli. Poza obszernymi opisami, znajdziemy tam również kolorowe zdjęcia, które doskonale obrazują to, o czym napisał Maciej Bernatowicz.

Autorska relacja pozwala dostrzec różnorodność, niekiedy graniczącą z wewnętrzną sprzecznością, która wypełnia ten iberyjski kraj. Z  jednej strony porusza kwestię muzułmańskiej historii półwyspu, niepodległościowych dążeń Basków oraz Katalończyków, czy pozycji państwa we współczesnych realiach globalizacji, z drugiej zaś – zjawiska potęgi piłki nożnej i fenomenu fiest. Dzięki niepowtarzalnej mozaice tematów powstał reportaż wszechstronny. Jako miłośniczka Hiszpanii i wszystkiego, co dotyczy tego kraju, serdecznie polecam książkę Macieja Bernatowicza.

Za książkę dziękuję:

La Alhambra. Cud architektury mauretańskiej

We wcześniejszym poście pisałam o Granadzie (Granada. Na styku kultur) i ogólnikowo o jej największej atrakcji, czyli La Alhambrze. Dzisiejszy wpis całkowicie poświęcony będzie temu niezwykłemu miejscu. Do tej pory, przeglądając zdjęcia z wizyty tego pałacu, serce szybciej mi bije, a mój zachwyt nie ma końca. Dawno nigdzie nie widziałam tyle piękna skupionego w jednym miejscu.

Żeby dostać się do Alhambry, musiałam kupić bilety on-line, kila miesięcy przed moim przyjazdem. Byłam nieco zaskoczona, gdyż na 3 miesiące przed przybyciem do Granady sądziłam, że spokojnie kupię bilet, o dogodnej dla mnie porze dnia. Niestety się przeliczyłam, gdyż zostało niewiele biletów w tym okresie, w którym planowałam tam przebywać. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i w ubiegłoroczne listopadowe południe spacerowałam po tym cudownym miejscu. Na zwiedzanie tego cudu trzeba zarezerwować co najmniej pół dnia. Ja spędziłam tam ponad 5 godzin, spacerując pośród skąpanych w słońcu alejek i rozkoszując się pięknem tego architektonicznego cudu.

fot. http://www.alhambra-entradas.com

Co nieco o architekturze mauretańskiej

Trudno wyobrazić sobie dzisiejszą Andaluzję bez spuścizny, jaka pozostawili na tych ziemiach Maurowie. Najbardziej widocznym jej przejawem jest architektura rozkwitająca między VII a XV stuleciem. Budynki powstające w pierwszych wiekach obecności muzułmanów na ziemiach al-Andalus, wznoszone były ściśle wg zaleceń Koranu. Architekci skupiali się bardziej na ozdabianiu wnętrz niż fasad, co miało być bezpośrednim nawiązaniem do piękna ludzkiej duszy. Unikano przedstawiania wizerunków zwierząt i ludzi, zastępując je bogato rozbudowaną ornamentyką roślinną, w którą wplecione były często inskrypcje koraniczne.

Niektóre budowle, np. Pałace Nasrydów w Alhambrze celowo zostały wzniesione z nietrwałych i tanich surowców (glina, drewno), a niektóre elementy dekoracyjne pozostawiono niedopracowane – po to, aby nie obrazić Allaha ludzkim dążeniem do doskonałości i wieczności. Niektórzy władcy pozwalali sobie na większy liberalizm, zamawiając sobie ozdobienie swych rezydencji motywami zwierzęcymi, a nawet wyobrażeniami ludzi.

Niezwykle ważnym dodatkiem do mauretańskich budowli były zawsze ogrody pełne roślin i fontann. Architektura krajobrazu wyrażała zamiłowanie Maurów do wody i zieleni. Trudno się temu dziwić, gdyż większość plemion podbijających południową Hiszpanię pochodziła z suchej i gorącej Afryki lub Bliskiego Wschodu. Sentyment do źródlanego szumu widać też w projektach wewnętrznych dziedzińców.

La Alhambra

Ten niesamowity zespół pałacowy znajduje się na górującym nad miastem wzgórzu La Sabika. Według poetów jest to ósmy cud świata, a według statystyk – najczęściej odwiedzany zabytek w Andaluzji. Gdyby ściany mogły mówić, z całą pewnością dowiedzielibyśmy się o twierdzy niejednej zaskakującej rzeczy.

Pierwszą konstrukcją zbudowana przez Maurów była XI-wieczna forteca z czerwonego kamienia (qa’lat al-Hamra), od której cały kompleks wziął później swoją nazwę. Strategiczne położenie zamku zwróciło uwagę Mohammeda I, wodza z dynastii Nasrydów oraz jego następców, którzy w ciągu wieków wznieśli tu i rozbudowali zespół pałacowo-obronny, z przylegającą do niego mediną (miasteczkiem) oraz ogrodami. Wraz z nastaniem panowania chrześcijan, estetyczna jedność architektury Alhambry została przerwana przez dodawanie takich elementów jak renesansowy Palacio de Carlos V i Covento de San Francisco. Po śmierci Karola V, w połowie XVI wieku, Alhambra popadła w ruinę, służąc m. in. jako schronienie dla bezdomnych żebraków, a później jako koszary dla wojsk Napoleona. Te ostatnie w czasie odwrotu niemal wysadziły pałac. W połowie XIX w. świetnie sprzedająca się książka Washingtona Irvinga „Tales of Alhambra”, przyczyniła się do umieszczenia Granady na turystycznej mapie Europy, a zespoły pałacowego na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO.

Główną atrakcja Alhambry są wspaniałe Pałace Nasrydów (Palacios Nazaries). Aby w pełni docenić niesamowite. Misterne dekoracje znajdujące się w ich wnętrzu, trzeba zrozumieć ideę sztuki tamtych czasów: symetryczne, w nieskończoność powtarzające się motywy zdobnicze miały wyrazić nieskończoną chwałę Allaha w skończonej formie i przestrzeni. Dodane do tego bogate inskrypcje to poematy wychwalające potęgę sułtanów lub wpisy z Koranu, a także motto z dynastii Nasrydów: Wa la ghalib ila Allah (Nie ma zdobywcy nad Allaha). Ważnym elementem dekoracyjnym jest również ośmioramienna gwiazda, symbolizująca połączenie nieba i ziemi. Wbrew pozorom wzór nie jest jednak doskonały, ponieważ tworzenie ideałów jest w islamie bluźnierstwem wobec Koranu. Wyrazem pokory architektów i rzemieślników wobec boga było również użycie tanich i nietrwałych materiałów: gipsu, drewna i gliny. To, że pałace te do dziś zachowały się w tak dobrym stanie graniczy z cudem.

Na zachodnim krańcu placu znajduje się wejście do najstarszej części obronnego zespołu pałacowego – Alcazaby. Jej znaczna część jest w ruinie, jednak wciąż można znaleźć tu fundamenty dawnych lochów, meczetu, baraków i łaźni. Spośród czterech wież fortecy, najbardziej znana jest Torre de la Vela, czyli Wieża Czuwania. Właśnie na tej wieży, 2 stycznia 1492 roku Królowie Katoliccy wywiesili swoje flagi, na znak pokoju miasta. Z wieży roztaczają się wspaniałe widoki na miasto i szczyty Sierra Nevada.

Pobliskie wzgórze, Cerro del Sol, pokryte jest dywanem zieleni – to wspaniałe ogrody Generalife. Podczas spaceru pośród bujnej roślinności  trafimy do Patio de la Acequia. W wyżej położonych ogrodach znajduje się Escalera del Agua, z których balustrad spływa strumień wody. Generalife to idealne miejsce na odpoczynek po trudach zwiedzania całego kompleksu.

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Dlaczego tak bardzo kocham Andaluzję?

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, co Andaluzja ma w sobie takiego, że ciągle do niej powracam. I nie będę się rozpisywać o walorach estetycznych tamtejszych mężczyzn, gdyż przystojni Hiszpanie występują na terenie całego kraju 🙂 🙂 O tym, że kocham Hiszpanię (i mam lekką obsesję na jej punkcie :)) wiedzą już chyba wszyscy 🙂 Oczywiście jest jeszcze bardzo dużo miejsc, w których nie byłam, ale jakoś zawsze kupuję bilet lotniczy w południowe regiony 🙂 Mimo to, ze byłam tam dwukrotnie, to tak naprawdę niewiele widziałam. Do tej pory dotarłam „tylko” do Malagi, Sewilli, Granady, Rondy i Kordoby, ale jest jeszcze wiele pięknych miejsc przede mną do odkrycia 🙂 Andaluzja jest tak ogromna, że potrzeba czasu, aby ją dobrze poznać. Jest to największy region Hiszpanii, a jednocześnie tak bardzo zróżnicowany.

Andaluzja otoczona jest przez wody Atlantyku i Morza Śródziemnego. Z ośmiu prowincji wchodzących w skład regionu, pięć znajduje się nad brzegami oceanu i morza, pozostałe znajdują się wewnątrz lądu. Sewilla jest stolicą regionu liczącego 7,3 mln mieszkańców, a Giralda jest symbolem miasta leżącego nad rzeką Gwadalkiwir. W Granadzie znajduje się jeden z najczęściej zwiedzanych zabytków na świecie: Alhambra. Meczet jest dumą Kordoby, Las Alcazabas Almerii i Malagi, zatoka zaś symbolem Kadyksu, nadmorskie mokradła charakteryzują Huelvę, a plantacje oliwek Jaén. Ale urok tego regionu, to nie tylko jego stolice. Okręgi należące do regionu oferują wszystko to co może spodobać się turyście. Słońce na piaszczystych plażach, sporty zimowe w ośrodkach narciarskich najbardziej wysuniętych na południe na całym kontynencie, historia zamknięta w murach starych kościołów i pałaców, rozrzuconych wzdłuż i wszerz całego regionu.

Po głębszej analizie doszłam do wniosku, że jest kilka czynników, które przyciągają mnie właśnie na południe Hiszpanii:

Pogoda

Tak, to zdecydowanie największy magnes. Na południu Hiszpanii byłam dwa razy – w listopadzie. Za pierwszym razem było ok. 20. stopni, więc dla mnie – zmarzniętej Polki – było po prostu gorąco. Pamiętam, że wtedy biegałam po mieście w T-shircie z krótkim rękawem 🙂 Podczas mojego drugiego pobytu było nieco chłodniej, a wieczorami wręcz zimno. Mimo to, w ciągu dnia mogłam założyć lekką bluzkę. Listopad to dobry okres, aby polecieć do Andaluzji, gdyż w tamtym regionie słońce świeci każdego dnia. A dla osoby, która przybyła z mroźnego i szarego kraju, taka dawka promieni słonecznych działa zbawiennie dla duszy i ciała 🙂  Jestem ciepłolubna, ale nie wyobrażam sobie pojechać tam w lato, gdyż z całą pewnością słońce i żar totalnie by mnie zniszczyły 🙂

Azulejos

Czyli przepiękne, kolorowe płytki, którymi ozdobione są domy, restauracje, ulice. Można je spotkać dosłownie wszędzie. Również nazwy ulic wyłożone są azulejos. Przyznam szczerze, że dostałam lekkiego fioła na punkcie tych cudownych płytek. Nie da się oderwać od nich wzroku. Jak byłam na Plaza de Espana w Sewilli, po prostu oszalałam ze szczęścia – cały plac wyłożony jest tymi cudeńkami. Wpadłam w jakiś trans, gdyż kręciłam się po nim prawie pół dnia, robiąc zdjęcia każdej azulejos z osobna 🙂

Ceramiczne płytki pokryte szkliwem znane jako azulejos to nieodłączny element Andaluzji. Ich istnienie Hiszpanie zawdzięczają Maurom, którzy zapoczątkowali produkcję. Pierwsze z nich były najczęściej w niebieskich tonacjach. Wraz z upływem czasu wzbogacono je o kolejne kolory, aby obecnie nasze oczy mogły cieszyć się ich całą paletą. Po rekonkwiście produkcja azulejos była kontynuowana, a ich popularność dotarła nawet do sąsiedniej Portugalii oraz Brazylii.

Ważnym ośrodkiem produkcji płytek stała się Sewilla. Obecnie z kolorowych kafelek wykonane są różnego rodzaju obrazki przedstawiające scenki rodzajowe, religijne, napisy z nazwami ulic, tabliczki informacyjne.

img_5036

img_1790

img_1837

img_1889

img_5238

img_5154

img_5075

img_5105

img_5038

17078432_10211935510813547_1456351513_n

Flamenco

Najsłynniejszy andaluzyjski taniec. Wzbogacony rytmami jazzu, bluesa, salsy i rocka dawne cygańskie melodie trafiły na listy przebojów, a niedoceniani dotąd wykonawcy tradycyjnego nurtu tej muzyki stali się prawdziwymi idolami. Muzykę i taniec stworzyli andaluzyjscy Cyganie, czerpiąc z tradycji arabskich i żydowskich. Wsłuchując się w rytmiczne pieśni, słyszymy dalekie echa muzyki z Maroka, Egiptu, Bliskiego Wschodu, Grecji, a nawet Indii i Pakistanu.

Andaluzja to stolica flamenco. Jedynym rozczarowaniem było to, że nie spotkałam tancerzy, którzy spontanicznie oddawali upust emocjom w postaci tańca na ulicach andaluzyjskich miast. Niestety bardzo często za przyjemność zobaczenia show trzeba zapłacić, i to całkiem sporo. Ja miałam okazję (i szczęście) być uczestnikiem takiego wydarzenia, który z cała pewnością zostanie mi w pamięci do końca życia. Co prawda nie jest to taniec, który osobiście chciałabym znać (chociaż kiedyś intensywnie myślałam, żeby zapisać się na zajęcia z flamenco), ale uwielbiam patrzeć na show, który składa się nie tylko z tańca, ale również muzyki. Flamenco to taniec pełen pasji i emocji. Ja odniosłam wrażenie, że pełno w nim bólu, żalu i cierpienia, ale to moje osobiste odczucia. Mój towarzysz miał nieco odmienne zdanie od mojego 🙂 To prawdziwa uczta zarówno dla oczu, jak i uszu. Bo flamenco to nie tylko taniec, ale równiez muzyka. Dźwięki gitary słychać dosłownie wszędzie, na ulicy, w barach, radiu. Nie będę wspominać o przepięknych sukniach, w których występują tancerki. Ostatnio mam wręcz obsesję na ich punkcie i obiecałam, że któregoś dnia sprawię sobie taką oryginalną pamiątkę z Andaluzji.

img_2036

img_2055

17028797_10211935527253958_1041010803_n

17094116_10211935516853698_201776794_n

Architektura mauretańska

To bez wątpienia wyróżnia Andaluzję na tle innych hiszpańskich regionów. Trudno wyobrazić sobie współczesną Andaluzję bez spuścizny, jaka pozostawili po sobie Maurowie. Budynki powstające w pierwszych wiekach obecności muzułmanów na ziemiach południowej Hiszpanii, wznoszone były ściśle według zaleceń Koranu. Architekci koncentrowali się bardziej na ozdabianiu wnętrza niż fasad, co miało być bezpośrednim nawiązaniem do piękna ludzkiego  wnętrza. Unikano przedstawiania wizerunków zwierząt i ludzi, zastępując je bogato rozbudowaną ornamentyką roślinną, w którą wplecione były często inskrypcje koraniczne. Niezwykle ważnym dodatkiem do mauretańskich budowli były zawsze ogrody pełne roślinności i fontann. Architektura krajobrazu wyrażała zamiłowanie Maurów do wody i zieleni.

Ja nieustannie zachwycałam się i będę się zachwycać tamtejszą architekturą. Za każdym razem odkrywam coś nowego, co totalnie zwala mnie z nóg. Tym razem była to Alhambra i meczet w Kordobie. Nie wiem, czy istnieje coś, co jeszcze bardziej mnie zachwyci. Jeśli tak, to jestem gotowa to zobaczyć i poznać jego historię 🙂

img_2347

img_2352

img_4891

img_4966

img_5276

img_5326

img_5336

img_5350

img_5389

Plaże

Mój znak zodiaku to ryby, więc naturalne jest, że uwielbiam wszelkiego rodzaju wodę 🙂 A to wiąże się z pobytem nad wodą i pływaniem, co prowadzi m. in. do pobytu na plaży 🙂 Może nie jestem wielką fanką leniuchowania na piasku (dwa, trzy dni to max), ale czasem trzeba poleżeć do góry brzuchem 🙂 Andaluzja jest regionem otoczonym przez Morze Śródziemne i Ocean Atlantycki, dlatego posiada niezliczoną ilość wspaniałych plaż. Ja póki co „zaliczyłam” leniuchowanie tylko w Maladze, ale w planach mam porównanie jakości piasku w innych prowincjach 🙂

img_2389

img_5434

Patios

Patios to zdecydowanie jedne z najfajniejszych hiszpańskich „wynalazków”.  Są to tzw. dziedzińce, ale wydawać by się mogło, że to jakby kolejny pokój mieszkalny, tylko pod gołym niebem 🙂 Jest to miejsce, w  którym od wieków spotykały się rodziny i przyjaciele, gdzie miło przespać sjestę albo po prostu ukryć się przez letnimi upałami. Typowe andaluzyjskie patio otoczone jest cienistą galerią, na którą wychodzą drzwi i okna otaczających budowli. Tu wystawiane są krzesła, fotele i leżaki, bo tak odpoczywa się dużo milej niż w dusznym mieszkaniu. Andaluzyjskie patia to prawdziwe perełki, o których często zapomina się zwiedzając najważniejsze zabytki. Warto pobłądzić po małych uliczkach w poszukiwaniu takich ukwieconych oaz i poczuć prawdziwą, taką mniej turystyczną atmosferę tego regionu.

img_2012

img_5064

img_5005

img_5054

Cudowne uliczki i „street art”

We wcześniejszych wpisach wspominałam, że tym razem pozwoliłam się zatracić i prowadzić przeznaczeniu pośród andaluzyjskich uliczek. O samych uliczkach pisałam w poście o Kordobie, dlatego też skupię się na „street arcie”, ale rozumianym nieco inaczej 🙂 W Hiszpanii, a przynajmniej na południu trudno uświadczyć graffiti/malunków na murach (okej, przynajmniej ja nie niczego nie zauważyłam – a również na tym punkcie mam ostatnio fioła). Za to na fasadach budynków znajdują się inne przedmioty jak doniczki z kwiatami, butelki, skrzynki, itp. Stwierdzam, że takie ozdoby prezentują się znacznie lepiej niż typowe malunki 🙂

15970087_10211470768955291_947121545_n

15978128_10211470761995117_654194755_n

img_5052

img_5230

img_5056

17094047_10211935522213832_1673001767_n

Tapas

Tapas słyną w całej Hiszpanii, ale tylko w Andaluzji, do zamówionego napoju dostaniemy je całkiem za darmo! I to nie jakieś małe oliwki czy kawałek pieczywa. W Kordobie tapas stanowiły dla mnie główny posiłek 🙂 Do zamówionego tinto de verano otrzymałam burgera z frytkami! W Granadzie miałam przyjemność spróbować przepysznych tapas, ale to za sprawą osobistego przewodnika, który pokazał mi najlepsze bary w mieście 🙂 Osobiście jestem wielką wielbicielką hiszpańskiej kuchni, a w szczególności tapasów, dlatego dla mnie Andaluzja stanowi raj na ziemi 🙂

17028752_10211935524733895_1299785580_n

17092264_10211935523293859_1837071309_n

17028656_10211935505333410_1042469772_n

Pomarańcze

Pamiętam, jak przybyłam do Sewilli, to był już późny wieczór, a wujek Google wskazał mi drogę do mojego hostelu przez jakiś park. Nie powiem – miałam obawy iść sama w noc przez ten park. Ale szybko zapomniałam o strachu, gdy poczułam zapach kwitnących kwiatów pomarańczy… w listopadzie! Co więcej, na drzewach cały czas wisiały sobie soczyste pomarańcze! J W świetle dziennym prezentują się jeszcze cudowniej. Takie rzeczy można spotkać tylko w Andaluzji! 🙂

img_1579

img_2008

img_2002

img_4882

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Granada. Na styku kultur

Jedno z hiszpańskich powiedzeń głosi, że  „kto nie widział Granady, ten niczego nie widział”. Miasto znajduje się w południowej części Andaluzji, wzdłuż brzegu rzeki Genil, u stóp gór Sierra Nevada. Stanowi ważny ośrodek handlowy, przemysłowy i kulturalny. Jest to jedna z kilku najważniejszych miejscowości turystycznych w kraju, słynąca z pięknej architektury, licznych zabytków oraz zapierających dech krajobrazów.

Gdy przybyłam do Granady, musiałam spory kawałek, a właściwie kawał drogi by przejść z dworca autobusowego do mojego hostelu, w związku z tym już na samym początku (chcąc nie chcąc) miałam zafundowaną szybką wycieczkę krajoznawczą. Jakie było moje pierwsze wrażenie? Negatywne i to bardzo. Granada jest miasteczkiem studenckim, co bardzo rzuca się w oczy, wokół słychać wiele języków świata, zaś wszędzie unosił się zapach… marihuany!

Początkowo Granada wydała mi się po prostu brzydka. Przez pierwsze pół dnia mojego pobytu, coraz bardziej zniechęcona zastanawiałam się, czy nie wrócić do Kordoby. I pewnie by tak było, gdybym nie miała kupionego biletu do Alhambry. Jednak po przemyśleniu sprawy stwierdziłam, że nie po to przejechałam tyle kilometrów, żeby  się teraz wycofać. W porównaniu właśnie z Kordobą czy Sewillą, Granada jest po prostu nijaka. Jedynie co mnie urzekło (poza samą Alhambrą oczywiście), to dzielnica Albaicin. Tam faktycznie można było poczuć klimat prawdziwej Andaluzji. Również za sprawą pewnego Pana C., który pokazał mi inne oblicze Granady, przez co zmieniłam zdanie i przekonałam się tego miasta. Co więcej – mam ochotę do niego kiedyś jeszcze wrócić 🙂

img_5417

img_5425

img_5159

img_5249

Co warto zobaczyć:

La Alhambra

Niektórzy mówią, że o malowniczości Alhambry w dużym stopniu decyduje je pejzaż: ośnieżony przez większość roku łańcuch Sierra Nevada, w którego sercu znajdują się najwyższe szczyty kontynentalnej Hiszpanii. Poeci opiewają to miejsce jako ósmy cud świata, zaś statystyki mówią, że jest to najczęściej odwiedzany zabytek w całej Andaluzji – prawdziwa perła pośród innych pamiątek przeszłości w całej Hiszpanii. Zbudowany w latach 1232-1273 bez wątpienia stanowi najpiękniejszy pałac muzułmański, jaki kiedykolwiek powstał. Tylko wielkie imperium mogło zbudować tak coś wspaniałego. A takim imperium bez wątpienia była wówczas dominacja islamu na rozległym terytorium od Chin, przez Północną Afrykę aż po enklawę Al-Andaluz na zachodnim krańcu Europy. Na szczególną uwagę zasługują bardzo liczne zdobienia i dekoracje. W skład całego kompleksu wchodzą: zamek Alcazaba, Mexuar, Dziedziniec Mirtowy, Dziedziniec Lwów, pałac Karola V oraz Generalife. Przez długi czas znajdowało się tu więzienie, dopiero w XIX wieku pałac został odbudowany z zachowaniem pierwotnego stylu, według ściśle określonych zasad architektonicznych. W 1984 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.

Bilet kupiłam on-line, dwa miesiące przed moim przyjazdem. Powiem szczerze, że nie było łatwo, gdyż rozeszły się jak ciepłe bułeczki i nie było dużego wyboru – nabyłam jedną z ostatnich sztuk. Cale szczęście, że ogarnęłam się z tym odpowiednio wcześniej, po potem byłby płacz i lament 🙂 Przyznaję, że La Alhambra była wisienką na torcie mojej ostatniej wędrówki po Andaluzji. Całkowicie zrekompensowała moje wcześniejsze narzekania na miasto. Słusznie, że wszyscy zachwycają się tym miejscem, bo w pełni na to zasługuje. Najpiękniejszym, jednocześnie najbardziej popularnym i najbardziej obleganym miejscem jest pałac Nasrydów, o którym więcej napiszę więcej innym razem. Tak jak wcześniej wspomniałam o La Mezquicie w Kordobie, teraz także piszę: La Alhambra jest miejscem, które koniecznie trzeba zobaczyć przed śmiercią 🙂 Na obejście tego obiektu trzeba poświęcić kilka godzin, mi to zajęło około pięciu. I nie był to szybki spacer, jak to miewam w zwyczaju. Ty razem była to spokojna przechadzka w promieniach słońca, rozkoszowanie się świeżym powietrzem i zachwycanie pięknymi obiektami. Brakuje mi słów, żeby opisać to, co tam widziałam. Po prostu trzeba to zobaczyć na własne oczy 🙂

img_5334

img_5339

img_5364

img_5365

img_5370

img_5388

16830160_10211858443006900_617325108_n

El Generalife

Pałac ten powstał za czasów panowania Muhammada III, na początku XIV wieku i miał pełnić funkcję letniej, nieoficjalnej rezydencji władców muzułmańskich. W skład tego kompleksu wchodzą najstarsze z zachowanych do dzisiaj ogrodów mauretańskich. Jeden z nich, tzw. „Ogród Sułtanki”, uważany jest za miejsce schadzek żony Abu I Hasana z jej kochankiem. To idealna strefa odpoczynku po trudach zwiedzania całego kompleksu.

img_5257

img_5258

img_5263

img_5265

img_5267

La Catedral de Granada

Budowa gmachu rozpoczęła się w latach 20. XVI wieku. Początkowo miała to być świątynia wybudowana w stylu gotyckim, ale ostatecznie jest jedną z najznakomitszych przykładów hiszpańskiego renesansu. Całkowite zakończenie gmachu zajęło jednak niemal dwa wieki. Warto zwrócić uwagę na fasadę główną, wzorowaną na rzymskich łukach triumfalnych – miała ona opiewać zwycięstwo katolicyzmu nad islamem w Europie.

Tak jak już niejednokrotnie wspominałam, nie urzekają mnie miejsca sakralne – poza pewnymi wyjątkami. No i tak właśnie było w przypadku katedry w Granadzie. Wstęp kosztował 5 euro, ale powiem szczerze – nie było warto. Kościół jak każdy inny, jedynie co go wyróżniało to wielkość, bo był naprawdę duży. Umiejscowiony w samym sercu miasta, otoczony nowoczesnymi budynkami, z zewnątrz był niedostępny do sfotografowania.

img_5163

img_5167

img_5200

img_5423

Alabaicin

Najstarsza dzielnica miasta, umiejscowiona na wzgórzu, z którego rozpościera się wspaniały widok na Alhambrę. Cechą charakterystyczną są wąskie uliczki, przy których podziwiać możemy pozostałości architektury Maurów. Najciekawszymi obiektami są fragmenty łaźni arabskich, na terenie których założono muzeum archeologiczne oraz kościół San Salvador, który podobnie jak reszta świątyń, zbudowany został na gruzach mauretańskiego meczetu. Warta naszej uwagi jest również architektura budowli inspirowana Afryką Południową.

img_5210

img_5234

img_5240

img_5391

Mirador de San Nicolaus

To najsłynniejszy punkt widokowy, w którym możemy podziwiać Alhambrę z daleka. Znajduje się w dzielnicy Albaicin i trochę trzeba się natrudzić, żeby pośród ciasnych uliczek wspiąć się na szczyt. Stąd podziwia się Alhambrę w całej okazałości z ośnieżoną Sierrą Nevadą w tle. Obok tarasu widokowego stoi najstarszy kościół w mieście San Nicolas.

img_5226

16900395_10211858440926848_175949712_n

img_5224

img_5211

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Kordoba. Miasto magią opętane

Mniej więcej rok po mojej pierwszej wyprawie do Andaluzji, ponownie przybyłam na tereny południowej Hiszpanii. W kraju tym byłam kilka razy (w sumie w niewielu jeszcze regionach), jednak jakieś magiczne moce wabią mnie i ściągają właśnie do Andaluzji.

Za każdym razem, jak informuję moją mamę o tym, że wybieram się do Hiszpanii, zawsze słyszę ten sam komentarz: „Ale przecież już tam byłaś”. Ano byłam, nawet kilka razy i jeszcze zapewne kilkanaście razy tam pojadę. Hiszpania jest tak różnorodna, że będąc w tym kraju odnosi się wrażenie, że za każdym razem jesteśmy zupełnie gdzieś indziej. Nie potrafię wytłumaczyć mojej fascynacji i miłości do tego kraju (ok, może i są pewne racjonalne powody, ale nie będę o nich pisać 🙂 ), po prostu czuję, że w poprzednim wcieleniu byłam właśnie Hiszpanką 🙂

Prawdę mówiąc spodziewałam się, że Kordoba jest nieco większym miastem. Miałam spędzić w nim dwa pełne dni, a już po pierwszym obeszłam miasteczko wzdłuż i wszerz, oglądając wszystkie atrakcje, jakie ma do zaoferowania ciekawemu turyście. Mimo tego, że jest  małe, to andaluzyjskie miasteczko wzbudza zachwyt już od pierwszego wejrzenia. Zawsze mam w ręku plan miasta i kontroluję swoje aktualne położenie, jednak tym razem zaufałam Kordobie i pozwoliłam się poprowadzić. Totalne zatracenie i gubienie się w wąskich uliczkach sprawia, że człowiek odkrywa nie tylko miasto, ale również samego siebie i własne możliwości. Jestem pewna, że Kordoba posiada jakieś magiczne moce, które sprawiają, że przyjezdny staje się zauroczony, a nawet więcej – opętany pięknem tego miasteczka. I nie chodzi tutaj o wszechobecne cyganki-wróżbitki (na które niestety trzeba uważać), które niespodziewanie i wbrew woli zaczepiają turystów czytając im przyszłość z ręki, a gdy nie dostają zapłaty, rzucają urok i przeklinają po hiszpańsku zdezorientowanego przybysza. No cóż tak było i w moim przypadku, ale prawdę mówiąc miałam to głęboko w poważaniu (może dlatego, że od dawna wiedziałam, że ciąży już nade mną jakaś klątwa 🙂 ).

Kordoba jest miejscem kształtowanym przez trzy wielkie religie: chrześcijaństwo, islam i judaizm. To miasto hiszpańskich filozofów i poetów, a także ojczyzna najpiękniejszych kobiet w Andaluzji. Podróżnicy interesujący się historią i architekturą (szczególnie arabską)  oraz pragnący dowiedzieć się czegoś więcej o hiszpańskich tradycjach, z pewnością nie pożałują wizyty w tej części Andaluzji. W czasach swojej świetności miasto uznawane było za świadectwo ówczesnych osiągnięć architektonicznych, kulturowych i intelektualnych.

15979014_10211470767475254_2123196491_n

Co warto zobaczyć:

La Mezquita de Córdoba

Meczet uważany jest za serce starego miasta, jest jednym z najwspanialszych dzieł architektury islamu. Powstał z rozkazu Abd al.-Rahmana i został wzniesiony na ruinach świątyń rzymskiej i wizygockiej, których kolumny stały się bazą dla nowej konstrukcji. Arabscy architekci podwyższyli sufit, dzięki dostawieniu mniejszych słupów na szczycie oryginalnych kolumn i konstrukcji podwójnych łuków z czerwonego i białego kamienia. Budowla ta jest znana głownie dzięki słynnemu pomieszczeniu z lasem kolumn, a dzięki ogromnej powierzchni jest największym tego typu obiektem na skalę europejską.

Szczerze mówiąc, nie za bardzo przepadam za oglądaniem jakichkolwiek obiektów sakralnych i mało które mnie urzekają (do tej pory wyjątkiem jest Sagrada Familia i katedra w Mediolanie), jednak La Mezquita jest najważniejszym obiektem w Kordobie. To nie jest tak, że miałam pominąć ten obiekt, wręcz przeciwnie – właśnie on był głównym powodem, dla którego przybyłam do Kordoby, ale chciałam go odwiedzić o nieco bardziej cywilizowanej porze 🙂 Dlatego też, kiedy uprzejmy pan w moim hostelu powiedział, że każdego dnia, w godzinach między ósmą a dziewiątą rano wstęp do meczetu jest za darmo, trochę się skrzywiłam. No bo jak to tak na urlopie, trzeba będzie wcześnie wstać! No ale perspektywa zaoszczędzenia kilkunastu euro i ciekawość wygrały z lenistwem, także następnego ranka pognałam do meczetu, w myślach planując rozkład dnia i przeklinając w duchu, co ja tam będę robić przez całą godzinę.

Jednak to, co tam zobaczyłam w środku zwaliło mnie z nóg. Trudno jest wyrazić to słowami, ale takiej kombinacji nigdy w życiu nie widziałam. No bo jak można połączyć dwa miejsca religijnego kultu: islamu i chrześcijaństwa w jednym miejscu? W dzisiejszych czasach wydaje się to abstrakcyjne, jednak w dawnych latach (jak widać) było to możliwe. Zahipnotyzowana obeszłam każdy zakamarek meczetu, nieustannie się zachwycając i robiąc przy tym chyba z tysiąc zdjęć. Po godzinie spędzonej w tym miejscu, niemalże siłą musiano mnie z niego wypraszać, bo nie mogłam przestać się nim fascynować. Moje poranne przemyślenia i planowanie dalszego zwiedzania miasta poszły na marne, gdyż przez kolejne pół dnia duchem obecna byłam w La Mezquicie, zaś ciałem bez większego sensu krążyłam wokół obiektu, niczym sęp polujący na swoją ofiarę. Bez żadnych wątpliwości jest to miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć w swoim życiu!

img_4890

img_4913

img_4930

img_4927-kopia

15284861_10211077970175567_8489999621977916855_n

15327342_10211077973935661_6341126779517219988_n

img_4966

15253417_10211077973855659_6457057638973211410_n

Alcazar de los Reyes Cristianos

Zespół fortyfikacji został wzniesiony przez władców arabskich I przebudowany przez króla Alfonsa XI w latach 1327-28. Twierdza była siedzibą m. in. królów Katolickich – Izabeli i Ferdynanda II, a także sądu inkwizycyjnego i więzieniem. Można tu podziwiać liczne zabytki, m.in. mozaiki z okresu rzymskiego przeniesione z Plaza de la Corredera oraz łaźnie. Na szczególną uwagę zasługują ogrody, które uważane są za jedne z najpiękniejszych w Andaluzji.

Jeśli chodzi o sam budynek, to według mnie nie robi wielkiego wrażenia, ani na zewnątrz, a tym bardziej wewnątrz. Za to ogrody pałacowe nadrabiają za wszystko.

img_5108

img_5124

img_5140

img_5141

15220044_10211077977975762_6724227652510691543_n

Puente Romano

Jest to najsłynniejszy most w całej Kordobie, rozciągający się nad rzeką Gwadalkiwir. Przez 20 stuleci stanowił jedyny most w mieście. Powstał w I w n.e. za czasów panowania Cesarstwa Rzymskiego. Jego długość wynosi ok. 330 m i składa się z 16 łuków. Od 1994 r. most widnieje na liście UNESCO.

Miejsce idealne na romantyczne spacery i miłosne schadzki. Najpiękniej prezentuje się o zachodzie słońca. Most położony jest w takim miejscu (blisko La Mezquity), że jak za każdym razem go mijałam (a było to bardzo często), to nie mogłam się oprzeć i musiałam się po nim przejść, by co jakiś czas móc poczuć magię miasta.

img_4991

15355913_10211077954775182_1558235779_n

img_4880

Templo Romano

Pozostałości dawnej rzymskiej świątyni znajdują się nieopodal ratusza miejskiego. Pierwotnie budowla stała na podium i miała przy wejściu sześć kolumn korynckich. Obecnie można tu zobaczyć kilka kolumn i trochę mniejszych pozostałości.

img_5074

Plaza de la Carredera

Znajduje się w starej części miasta. Na pierwszy rzut oka przypomina Plaza Mayor w Madrycie. W dawnych czasach używany był jako arena do walk (pomimo, że zbudowany jest na planie prostokąta), stąd też zresztą wywodzi się jego nazwa, podobnie jak  jednej z odbiegających od placu uliczek. Tutaj też odbywały się krwawe egzekucje, różnego rodzaju zgromadzenia, obchody i uroczystości.

img_5068

img_5070

La Calleja de las Flores

Jest to słynna uliczka usłana kwiatami znajdująca się w żydowskiej części miasta. Liczne kwiaty stoją w niebieskich donicach na balkonach, parapetach okien oraz na fasadach budynków. Wąska uliczka kończy się niewielkim placem, z fontanną na środku i widokiem na wieżę katedralną. Jest to jedno z najchętniej odwiedzanych miejsc w Kordobie. Niesamowite jest to, że w połowie listopada, rośliny nadal mają zielone liście, a gdzieniegdzie nawet kolorowe kwiaty! Jestem bardzo ciekawa, jak w takim razie uliczka musi cudownie wyglądać wiosną i latem. Chyba niebawem muszę to sprawdzić 🙂

img_5015

img_5018

15338826_10211077971135591_6674641242508217471_n

Juderia i wspaniałe uliczki

To właśnie w tych urokliwych uliczkach zatracałam się całymi (a właściwie tylko dwoma) dniami. Włóczyłam się, gubiłam się, rozkoszowałam się pięknem i odkrywałam magię miasta. Ach, koniecznie muszę tam jeszcze wrócić!

15978128_10211470761995117_654194755_n

img_5006

img_5020

img_5058

img_5057

img_5041

img_5064

15327383_10211077976255719_8250631657887442210_n

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.