La Alhambra. Cud architektury mauretańskiej

We wcześniejszym poście pisałam o Granadzie i ogólnikowo o jej największej atrakcji, czyli La Alhambrze. Dzisiejszy wpis całkowicie poświęcony będzie temu niezwykłemu miejscu. Do tej pory, przeglądając zdjęcia z wizyty tego pałacu, serce szybciej mi bije, a mój zachwyt nie ma końca. Dawno nigdzie nie widziałam tyle piękna skupionego w jednym miejscu.

Żeby dostać się do Alhambry, musiałam kupić bilety on-line, kila miesięcy przed moim przyjazdem. Byłam nieco zaskoczona, gdyż na 3 miesiące przed przybyciem do Granady sądziłam, że spokojnie kupię bilet, o dogodnej dla mnie porze dnia. Niestety się przeliczyłam, gdyż zostało niewiele biletów w tym okresie, w którym planowałam tam przebywać. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i w ubiegłoroczne listopadowe południe spacerowałam po tym cudownym miejscu. Na zwiedzanie tego cudu trzeba zarezerwować co najmniej pół dnia. Ja spędziłam tam ponad 5 godzin, spacerując pośród skąpanych w słońcu alejek i rozkoszując się pięknem tego architektonicznego cudu.

fot. http://www.alhambra-entradas.com

Co nieco o architekturze mauretańskiej

Trudno wyobrazić sobie dzisiejszą Andaluzję bez spuścizny, jaka pozostawili na tych ziemiach Maurowie. Najbardziej widocznym jej przejawem jest architektura rozkwitająca między VII a XV stuleciem. Budynki powstające w pierwszych wiekach obecności muzułmanów na ziemiach al-Andalus, wznoszone były ściśle wg zaleceń Koranu. Architekci skupiali się bardziej na ozdabianiu wnętrz niż fasad, co miało być bezpośrednim nawiązaniem do piękna ludzkiej duszy. Unikano przedstawiania wizerunków zwierząt i ludzi, zastępując je bogato rozbudowaną ornamentyką roślinną, w którą wplecione były często inskrypcje koraniczne.

Niektóre budowle, np. Pałace Nasrydów w Alhambrze celowo zostały wzniesione z nietrwałych i tanich surowców (glina, drewno), a niektóre elementy dekoracyjne pozostawiono niedopracowane – po to, aby nie obrazić Allaha ludzkim dążeniem do doskonałości i wieczności. Niektórzy władcy pozwalali sobie na większy liberalizm, zamawiając sobie ozdobienie swych rezydencji motywami zwierzęcymi, a nawet wyobrażeniami ludzi.

Niezwykle ważnym dodatkiem do mauretańskich budowli były zawsze ogrody pełne roślin i fontann. Architektura krajobrazu wyrażała zamiłowanie Maurów do wody i zieleni. Trudno się temu dziwić, gdyż większość plemion podbijających południową Hiszpanię pochodziła z suchej i gorącej Afryki lub Bliskiego Wschodu. Sentyment do źródlanego szumu widać też w projektach wewnętrznych dziedzińców.

La Alhambra

Ten niesamowity zespół pałacowy znajduje się na górującym nad miastem wzgórzu La Sabika. Według poetów jest to ósmy cud świata, a według statystyk – najczęściej odwiedzany zabytek w Andaluzji. Gdyby ściany mogły mówić, z całą pewnością dowiedzielibyśmy się o twierdzy niejednej zaskakującej rzeczy.

Pierwszą konstrukcją zbudowana przez Maurów była XI-wieczna forteca z czerwonego kamienia (qa’lat al-Hamra), od której cały kompleks wziął później swoją nazwę. Strategiczne położenie zamku zwróciło uwagę Mohammeda I, wodza z dynastii Nasrydów oraz jego następców, którzy w ciągu wieków wznieśli tu i rozbudowali zespół pałacowo-obronny, z przylegającą do niego mediną (miasteczkiem) oraz ogrodami. Wraz z nastaniem panowania chrześcijan, estetyczna jedność architektury Alhambry została przerwana przez dodawanie takich elementów jak renesansowy Palacio de Carlos V i Covento de San Francisco. Po śmierci Karola V, w połowie XVI wieku, Alhambra popadła w ruinę, służąc m. in. jako schronienie dla bezdomnych żebraków, a później jako koszary dla wojsk Napoleona. Te ostatnie w czasie odwrotu niemal wysadziły pałac. W połowie XIX w. świetnie sprzedająca się książka Washingtona Irvinga „Tales of Alhambra”, przyczyniła się do umieszczenia Granady na turystycznej mapie Europy, a zespoły pałacowego na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO.

Główną atrakcja Alhambry są wspaniałe Pałace Nasrydów (Palacios Nazaries). Aby w pełni docenić niesamowite. Misterne dekoracje znajdujące się w ich wnętrzu, trzeba zrozumieć ideę sztuki tamtych czasów: symetryczne, w nieskończoność powtarzające się motywy zdobnicze miały wyrazić nieskończoną chwałę Allaha w skończonej formie i przestrzeni. Dodane do tego bogate inskrypcje to poematy wychwalające potęgę sułtanów lub wpisy z Koranu, a także motto z dynastii Nasrydów: Wa la ghalib ila Allah (Nie ma zdobywcy nad Allaha). Ważnym elementem dekoracyjnym jest również ośmioramienna gwiazda, symbolizująca połączenie nieba i ziemi. Wbrew pozorom wzór nie jest jednak doskonały, ponieważ tworzenie ideałów jest w islamie bluźnierstwem wobec Koranu. Wyrazem pokory architektów i rzemieślników wobec boga było również użycie tanich i nietrwałych materiałów: gipsu, drewna i gliny. To, że pałace te do dziś zachowały się w tak dobrym stanie graniczy z cudem.

Na zachodnim krańcu placu znajduje się wejście do najstarszej części obronnego zespołu pałacowego – Alcazaby. Jej znaczna część jest w ruinie, jednak wciąż można znaleźć tu fundamenty dawnych lochów, meczetu, baraków i łaźni. Spośród czterech wież fortecy, najbardziej znana jest Torre de la Vela, czyli Wieża Czuwania. Właśnie na tej wieży, 2 stycznia 1492 roku Królowie Katoliccy wywiesili swoje flagi, na znak pokoju miasta. Z wieży roztaczają się wspaniałe widoki na miasto i szczyty Sierra Nevada.

Pobliskie wzgórze, Cerro del Sol, pokryte jest dywanem zieleni – to wspaniałe ogrody Generalife. Podczas spaceru pośród bujnej roślinności  trafimy do Patio de la Acequia. W wyżej położonych ogrodach znajduje się Escalera del Agua, z których balustrad spływa strumień wody. Generalife to idealne miejsce na odpoczynek po trudach zwiedzania całego kompleksu.

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Reklamy

Dlaczego tak bardzo kocham Andaluzję?

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, co Andaluzja ma w sobie takiego, że ciągle do niej powracam. I nie będę się rozpisywać o walorach estetycznych tamtejszych mężczyzn, gdyż przystojni Hiszpanie występują na terenie całego kraju 🙂 🙂 O tym, że kocham Hiszpanię (i mam lekką obsesję na jej punkcie :)) wiedzą już chyba wszyscy 🙂 Oczywiście jest jeszcze bardzo dużo miejsc, w których nie byłam, ale jakoś zawsze kupuję bilet lotniczy w południowe regiony 🙂 Mimo to, ze byłam tam dwukrotnie, to tak naprawdę niewiele widziałam. Do tej pory dotarłam „tylko” do Malagi, Sewilli, Granady, Rondy i Kordoby, ale jest jeszcze wiele pięknych miejsc przede mną do odkrycia 🙂 Andaluzja jest tak ogromna, że potrzeba czasu, aby ją dobrze poznać. Jest to największy region Hiszpanii, a jednocześnie tak bardzo zróżnicowany.

Andaluzja otoczona jest przez wody Atlantyku i Morza Śródziemnego. Z ośmiu prowincji wchodzących w skład regionu, pięć znajduje się nad brzegami oceanu i morza, pozostałe znajdują się wewnątrz lądu. Sewilla jest stolicą regionu liczącego 7,3 mln mieszkańców, a Giralda jest symbolem miasta leżącego nad rzeką Gwadalkiwir. W Granadzie znajduje się jeden z najczęściej zwiedzanych zabytków na świecie: Alhambra. Meczet jest dumą Kordoby, Las Alcazabas Almerii i Malagi, zatoka zaś symbolem Kadyksu, nadmorskie mokradła charakteryzują Huelvę, a plantacje oliwek Jaén. Ale urok tego regionu, to nie tylko jego stolice. Okręgi należące do regionu oferują wszystko to co może spodobać się turyście. Słońce na piaszczystych plażach, sporty zimowe w ośrodkach narciarskich najbardziej wysuniętych na południe na całym kontynencie, historia zamknięta w murach starych kościołów i pałaców, rozrzuconych wzdłuż i wszerz całego regionu.

Po głębszej analizie doszłam do wniosku, że jest kilka czynników, które przyciągają mnie właśnie na południe Hiszpanii:

Pogoda

Tak, to zdecydowanie największy magnes. Na południu Hiszpanii byłam dwa razy – w listopadzie. Za pierwszym razem było ok. 20. stopni, więc dla mnie – zmarzniętej Polki – było po prostu gorąco. Pamiętam, że wtedy biegałam po mieście w T-shircie z krótkim rękawem 🙂 Podczas mojego drugiego pobytu było nieco chłodniej, a wieczorami wręcz zimno. Mimo to, w ciągu dnia mogłam założyć lekką bluzkę. Listopad to dobry okres, aby polecieć do Andaluzji, gdyż w tamtym regionie słońce świeci każdego dnia. A dla osoby, która przybyła z mroźnego i szarego kraju, taka dawka promieni słonecznych działa zbawiennie dla duszy i ciała 🙂  Jestem ciepłolubna, ale nie wyobrażam sobie pojechać tam w lato, gdyż z całą pewnością słońce i żar totalnie by mnie zniszczyły 🙂

Azulejos

Czyli przepiękne, kolorowe płytki, którymi ozdobione są domy, restauracje, ulice. Można je spotkać dosłownie wszędzie. Również nazwy ulic wyłożone są azulejos. Przyznam szczerze, że dostałam lekkiego fioła na punkcie tych cudownych płytek. Nie da się oderwać od nich wzroku. Jak byłam na Plaza de Espana w Sewilli, po prostu oszalałam ze szczęścia – cały plac wyłożony jest tymi cudeńkami. Wpadłam w jakiś trans, gdyż kręciłam się po nim prawie pół dnia, robiąc zdjęcia każdej azulejos z osobna 🙂

Ceramiczne płytki pokryte szkliwem znane jako azulejos to nieodłączny element Andaluzji. Ich istnienie Hiszpanie zawdzięczają Maurom, którzy zapoczątkowali produkcję. Pierwsze z nich były najczęściej w niebieskich tonacjach. Wraz z upływem czasu wzbogacono je o kolejne kolory, aby obecnie nasze oczy mogły cieszyć się ich całą paletą. Po rekonkwiście produkcja azulejos była kontynuowana, a ich popularność dotarła nawet do sąsiedniej Portugalii oraz Brazylii.

Ważnym ośrodkiem produkcji płytek stała się Sewilla. Obecnie z kolorowych kafelek wykonane są różnego rodzaju obrazki przedstawiające scenki rodzajowe, religijne, napisy z nazwami ulic, tabliczki informacyjne.

img_5036

img_1790

img_1837

img_1889

img_5238

img_5154

img_5075

img_5105

img_5038

17078432_10211935510813547_1456351513_n

Flamenco

Najsłynniejszy andaluzyjski taniec. Wzbogacony rytmami jazzu, bluesa, salsy i rocka dawne cygańskie melodie trafiły na listy przebojów, a niedoceniani dotąd wykonawcy tradycyjnego nurtu tej muzyki stali się prawdziwymi idolami. Muzykę i taniec stworzyli andaluzyjscy Cyganie, czerpiąc z tradycji arabskich i żydowskich. Wsłuchując się w rytmiczne pieśni, słyszymy dalekie echa muzyki z Maroka, Egiptu, Bliskiego Wschodu, Grecji, a nawet Indii i Pakistanu.

Andaluzja to stolica flamenco. Jedynym rozczarowaniem było to, że nie spotkałam tancerzy, którzy spontanicznie oddawali upust emocjom w postaci tańca na ulicach andaluzyjskich miast. Niestety bardzo często za przyjemność zobaczenia show trzeba zapłacić, i to całkiem sporo. Ja miałam okazję (i szczęście) być uczestnikiem takiego wydarzenia, który z cała pewnością zostanie mi w pamięci do końca życia. Co prawda nie jest to taniec, który osobiście chciałabym znać (chociaż kiedyś intensywnie myślałam, żeby zapisać się na zajęcia z flamenco), ale uwielbiam patrzeć na show, który składa się nie tylko z tańca, ale również muzyki. Flamenco to taniec pełen pasji i emocji. Ja odniosłam wrażenie, że pełno w nim bólu, żalu i cierpienia, ale to moje osobiste odczucia. Mój towarzysz miał nieco odmienne zdanie od mojego 🙂 To prawdziwa uczta zarówno dla oczu, jak i uszu. Bo flamenco to nie tylko taniec, ale równiez muzyka. Dźwięki gitary słychać dosłownie wszędzie, na ulicy, w barach, radiu. Nie będę wspominać o przepięknych sukniach, w których występują tancerki. Ostatnio mam wręcz obsesję na ich punkcie i obiecałam, że któregoś dnia sprawię sobie taką oryginalną pamiątkę z Andaluzji.

img_2036

img_2055

17028797_10211935527253958_1041010803_n

17094116_10211935516853698_201776794_n

Architektura mauretańska

To bez wątpienia wyróżnia Andaluzję na tle innych hiszpańskich regionów. Trudno wyobrazić sobie współczesną Andaluzję bez spuścizny, jaka pozostawili po sobie Maurowie. Budynki powstające w pierwszych wiekach obecności muzułmanów na ziemiach południowej Hiszpanii, wznoszone były ściśle według zaleceń Koranu. Architekci koncentrowali się bardziej na ozdabianiu wnętrza niż fasad, co miało być bezpośrednim nawiązaniem do piękna ludzkiego  wnętrza. Unikano przedstawiania wizerunków zwierząt i ludzi, zastępując je bogato rozbudowaną ornamentyką roślinną, w którą wplecione były często inskrypcje koraniczne. Niezwykle ważnym dodatkiem do mauretańskich budowli były zawsze ogrody pełne roślinności i fontann. Architektura krajobrazu wyrażała zamiłowanie Maurów do wody i zieleni.

Ja nieustannie zachwycałam się i będę się zachwycać tamtejszą architekturą. Za każdym razem odkrywam coś nowego, co totalnie zwala mnie z nóg. Tym razem była to Alhambra i meczet w Kordobie. Nie wiem, czy istnieje coś, co jeszcze bardziej mnie zachwyci. Jeśli tak, to jestem gotowa to zobaczyć i poznać jego historię 🙂

img_2347

img_2352

img_4891

img_4966

img_5276

img_5326

img_5336

img_5350

img_5389

Plaże

Mój znak zodiaku to ryby, więc naturalne jest, że uwielbiam wszelkiego rodzaju wodę 🙂 A to wiąże się z pobytem nad wodą i pływaniem, co prowadzi m. in. do pobytu na plaży 🙂 Może nie jestem wielką fanką leniuchowania na piasku (dwa, trzy dni to max), ale czasem trzeba poleżeć do góry brzuchem 🙂 Andaluzja jest regionem otoczonym przez Morze Śródziemne i Ocean Atlantycki, dlatego posiada niezliczoną ilość wspaniałych plaż. Ja póki co „zaliczyłam” leniuchowanie tylko w Maladze, ale w planach mam porównanie jakości piasku w innych prowincjach 🙂

img_2389

img_5434

Patios

Patios to zdecydowanie jedne z najfajniejszych hiszpańskich „wynalazków”.  Są to tzw. dziedzińce, ale wydawać by się mogło, że to jakby kolejny pokój mieszkalny, tylko pod gołym niebem 🙂 Jest to miejsce, w  którym od wieków spotykały się rodziny i przyjaciele, gdzie miło przespać sjestę albo po prostu ukryć się przez letnimi upałami. Typowe andaluzyjskie patio otoczone jest cienistą galerią, na którą wychodzą drzwi i okna otaczających budowli. Tu wystawiane są krzesła, fotele i leżaki, bo tak odpoczywa się dużo milej niż w dusznym mieszkaniu. Andaluzyjskie patia to prawdziwe perełki, o których często zapomina się zwiedzając najważniejsze zabytki. Warto pobłądzić po małych uliczkach w poszukiwaniu takich ukwieconych oaz i poczuć prawdziwą, taką mniej turystyczną atmosferę tego regionu.

img_2012

img_5064

img_5005

img_5054

Cudowne uliczki i „street art”

We wcześniejszych wpisach wspominałam, że tym razem pozwoliłam się zatracić i prowadzić przeznaczeniu pośród andaluzyjskich uliczek. O samych uliczkach pisałam w poście o Kordobie, dlatego też skupię się na „street arcie”, ale rozumianym nieco inaczej 🙂 W Hiszpanii, a przynajmniej na południu trudno uświadczyć graffiti/malunków na murach (okej, przynajmniej ja nie niczego nie zauważyłam – a również na tym punkcie mam ostatnio fioła). Za to na fasadach budynków znajdują się inne przedmioty jak doniczki z kwiatami, butelki, skrzynki, itp. Stwierdzam, że takie ozdoby prezentują się znacznie lepiej niż typowe malunki 🙂

15970087_10211470768955291_947121545_n

15978128_10211470761995117_654194755_n

img_5052

img_5230

img_5056

17094047_10211935522213832_1673001767_n

Tapas

Tapas słyną w całej Hiszpanii, ale tylko w Andaluzji, do zamówionego napoju dostaniemy je całkiem za darmo! I to nie jakieś małe oliwki czy kawałek pieczywa. W Kordobie tapas stanowiły dla mnie główny posiłek 🙂 Do zamówionego tinto de verano otrzymałam burgera z frytkami! W Granadzie miałam przyjemność spróbować przepysznych tapas, ale to za sprawą osobistego przewodnika, który pokazał mi najlepsze bary w mieście 🙂 Osobiście jestem wielką wielbicielką hiszpańskiej kuchni, a w szczególności tapasów, dlatego dla mnie Andaluzja stanowi raj na ziemi 🙂

17028752_10211935524733895_1299785580_n

17092264_10211935523293859_1837071309_n

17028656_10211935505333410_1042469772_n

Pomarańcze

Pamiętam, jak przybyłam do Sewilli, to był już późny wieczór, a wujek Google wskazał mi drogę do mojego hostelu przez jakiś park. Nie powiem – miałam obawy iść sama w noc przez ten park. Ale szybko zapomniałam o strachu, gdy poczułam zapach kwitnących kwiatów pomarańczy… w listopadzie! Co więcej, na drzewach cały czas wisiały sobie soczyste pomarańcze! J W świetle dziennym prezentują się jeszcze cudowniej. Takie rzeczy można spotkać tylko w Andaluzji! 🙂

img_1579

img_2008

img_2002

img_4882

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Granada. Na styku kultur

Jedno z hiszpańskich powiedzeń głosi, że  „kto nie widział Granady, ten niczego nie widział”. Miasto znajduje się w południowej części Andaluzji, wzdłuż brzegu rzeki Genil, u stóp gór Sierra Nevada. Stanowi ważny ośrodek handlowy, przemysłowy i kulturalny. Jest to jedna z kilku najważniejszych miejscowości turystycznych w kraju, słynąca z pięknej architektury, licznych zabytków oraz zapierających dech krajobrazów.

Gdy przybyłam do Granady, musiałam spory kawałek, a właściwie kawał drogi by przejść z dworca autobusowego do mojego hostelu, w związku z tym już na samym początku (chcąc nie chcąc) miałam zafundowaną szybką wycieczkę krajoznawczą. Jakie było moje pierwsze wrażenie? Negatywne i to bardzo. Granada jest miasteczkiem studenckim, co bardzo rzuca się w oczy, wokół słychać wiele języków świata, zaś wszędzie unosił się zapach… marihuany!

Początkowo Granada wydała mi się po prostu brzydka. Przez pierwsze pół dnia mojego pobytu, coraz bardziej zniechęcona zastanawiałam się, czy nie wrócić do Kordoby. I pewnie by tak było, gdybym nie miała kupionego biletu do Alhambry. Jednak po przemyśleniu sprawy stwierdziłam, że nie po to przejechałam tyle kilometrów, żeby  się teraz wycofać. W porównaniu właśnie z Kordobą czy Sewillą, Granada jest po prostu nijaka. Jedynie co mnie urzekło (poza samą Alhambrą oczywiście), to dzielnica Albaicin. Tam faktycznie można było poczuć klimat prawdziwej Andaluzji. Również za sprawą pewnego Pana C., który pokazał mi inne oblicze Granady, przez co zmieniłam zdanie i przekonałam się tego miasta. Co więcej – mam ochotę do niego kiedyś jeszcze wrócić 🙂

img_5417

img_5425

img_5159

img_5249

Co warto zobaczyć:

La Alhambra

Niektórzy mówią, że o malowniczości Alhambry w dużym stopniu decyduje je pejzaż: ośnieżony przez większość roku łańcuch Sierra Nevada, w którego sercu znajdują się najwyższe szczyty kontynentalnej Hiszpanii. Poeci opiewają to miejsce jako ósmy cud świata, zaś statystyki mówią, że jest to najczęściej odwiedzany zabytek w całej Andaluzji – prawdziwa perła pośród innych pamiątek przeszłości w całej Hiszpanii. Zbudowany w latach 1232-1273 bez wątpienia stanowi najpiękniejszy pałac muzułmański, jaki kiedykolwiek powstał. Tylko wielkie imperium mogło zbudować tak coś wspaniałego. A takim imperium bez wątpienia była wówczas dominacja islamu na rozległym terytorium od Chin, przez Północną Afrykę aż po enklawę Al-Andaluz na zachodnim krańcu Europy. Na szczególną uwagę zasługują bardzo liczne zdobienia i dekoracje. W skład całego kompleksu wchodzą: zamek Alcazaba, Mexuar, Dziedziniec Mirtowy, Dziedziniec Lwów, pałac Karola V oraz Generalife. Przez długi czas znajdowało się tu więzienie, dopiero w XIX wieku pałac został odbudowany z zachowaniem pierwotnego stylu, według ściśle określonych zasad architektonicznych. W 1984 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.

Bilet kupiłam on-line, dwa miesiące przed moim przyjazdem. Powiem szczerze, że nie było łatwo, gdyż rozeszły się jak ciepłe bułeczki i nie było dużego wyboru – nabyłam jedną z ostatnich sztuk. Cale szczęście, że ogarnęłam się z tym odpowiednio wcześniej, po potem byłby płacz i lament 🙂 Przyznaję, że La Alhambra była wisienką na torcie mojej ostatniej wędrówki po Andaluzji. Całkowicie zrekompensowała moje wcześniejsze narzekania na miasto. Słusznie, że wszyscy zachwycają się tym miejscem, bo w pełni na to zasługuje. Najpiękniejszym, jednocześnie najbardziej popularnym i najbardziej obleganym miejscem jest pałac Nasrydów, o którym więcej napiszę więcej innym razem. Tak jak wcześniej wspomniałam o La Mezquicie w Kordobie, teraz także piszę: La Alhambra jest miejscem, które koniecznie trzeba zobaczyć przed śmiercią 🙂 Na obejście tego obiektu trzeba poświęcić kilka godzin, mi to zajęło około pięciu. I nie był to szybki spacer, jak to miewam w zwyczaju. Ty razem była to spokojna przechadzka w promieniach słońca, rozkoszowanie się świeżym powietrzem i zachwycanie pięknymi obiektami. Brakuje mi słów, żeby opisać to, co tam widziałam. Po prostu trzeba to zobaczyć na własne oczy 🙂

img_5334

img_5339

img_5364

img_5365

img_5370

img_5388

16830160_10211858443006900_617325108_n

El Generalife

Pałac ten powstał za czasów panowania Muhammada III, na początku XIV wieku i miał pełnić funkcję letniej, nieoficjalnej rezydencji władców muzułmańskich. W skład tego kompleksu wchodzą najstarsze z zachowanych do dzisiaj ogrodów mauretańskich. Jeden z nich, tzw. „Ogród Sułtanki”, uważany jest za miejsce schadzek żony Abu I Hasana z jej kochankiem. To idealna strefa odpoczynku po trudach zwiedzania całego kompleksu.

img_5257

img_5258

img_5263

img_5265

img_5267

La Catedral de Granada

Budowa gmachu rozpoczęła się w latach 20. XVI wieku. Początkowo miała to być świątynia wybudowana w stylu gotyckim, ale ostatecznie jest jedną z najznakomitszych przykładów hiszpańskiego renesansu. Całkowite zakończenie gmachu zajęło jednak niemal dwa wieki. Warto zwrócić uwagę na fasadę główną, wzorowaną na rzymskich łukach triumfalnych – miała ona opiewać zwycięstwo katolicyzmu nad islamem w Europie.

Tak jak już niejednokrotnie wspominałam, nie urzekają mnie miejsca sakralne – poza pewnymi wyjątkami. No i tak właśnie było w przypadku katedry w Granadzie. Wstęp kosztował 5 euro, ale powiem szczerze – nie było warto. Kościół jak każdy inny, jedynie co go wyróżniało to wielkość, bo był naprawdę duży. Umiejscowiony w samym sercu miasta, otoczony nowoczesnymi budynkami, z zewnątrz był niedostępny do sfotografowania.

img_5163

img_5167

img_5200

img_5423

Alabaicin

Najstarsza dzielnica miasta, umiejscowiona na wzgórzu, z którego rozpościera się wspaniały widok na Alhambrę. Cechą charakterystyczną są wąskie uliczki, przy których podziwiać możemy pozostałości architektury Maurów. Najciekawszymi obiektami są fragmenty łaźni arabskich, na terenie których założono muzeum archeologiczne oraz kościół San Salvador, który podobnie jak reszta świątyń, zbudowany został na gruzach mauretańskiego meczetu. Warta naszej uwagi jest również architektura budowli inspirowana Afryką Południową.

img_5210

img_5234

img_5240

img_5391

Mirador de San Nicolaus

To najsłynniejszy punkt widokowy, w którym możemy podziwiać Alhambrę z daleka. Znajduje się w dzielnicy Albaicin i trochę trzeba się natrudzić, żeby pośród ciasnych uliczek wspiąć się na szczyt. Stąd podziwia się Alhambrę w całej okazałości z ośnieżoną Sierrą Nevadą w tle. Obok tarasu widokowego stoi najstarszy kościół w mieście San Nicolas.

img_5226

16900395_10211858440926848_175949712_n

img_5224

img_5211

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Malaga. Miasto Picassa i Banderasa

Nadmorskie bulwary, zielone parki, znakomite bary tapas, liczne deptaki, wąskie uliczki odnowionej dzielnicy żydowskiej, kilka ciekawych zabytków i galerii, a także rewelacyjne muzeum są dowodem na to, że miasto Pabla Picassa i Antonio Banderasa nie przestaje się rozwijać.

Malaga założona została w VIII w. p. n. e. przez Fenicjan jako Malaka, rozkwitła dopiero za czasów panowania Rzymian, którzy w tutejszym porcie ładowali na statki żelazo, ołów i miedź, wydobywane w okolicach Rondy. To właśnie z tego okresu pochodzi teatr rzymski i rzeźby, przechowywane dziś w miejscowym muzeum archeologicznym.

Przez długi okres czasu dla większości urlopowiczów Malaga była jedynie przystankiem w drodze do sąsiednich kurortów i niewielu turystów zdawało sobie trud, aby sprawdzić, co stolica prowincji kryje w swoim sercu.

Był to ostatni przystanek na mojej trasie. Po tym, co zobaczyłam w Sewilli i Rondzie, Malaga wydała mi się… brzydka. Ciężka i nijaka architektura, tłok, korki, a na dodatek pół miasta rozkopane w związku z rozbudową komunikacji miejskiej. Pomimo tego, że mój „Profesor” oprowadzając mnie w biegu po zaułkach miasta, z całych sił próbował przekonać mnie, iż jego studenckie miasto jest naj, to niestety, ale nie udało mu się tego dokonać. Po prostu nie zrobiło na mnie wielkiego wrażenia, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Następnego dnia, gdy na spokojnie sama odkrywałam uroki tego miejsca, stwierdziłam, że nie jest takie złe i ma sporo do zaoferowania.

IMG_2255

IMG_2433

IMG_2423

IMG_2342

La Catedral

Wzniesiona między XVI a XVIII wieku w miejscu głównego meczetu Malagi. Z architektonicznego punktu widzenia gmach świątyni to prawdziwy konglomerat stylów: północne wrota (Portada de la Iglesia del Sagrario) reprezentują styl gotycki, wnętrze to połączenie gotyku i renesansu, zaś fasada to przykład XVIII—wiecznego baroku. Mieszkańcy Malagi pieszczotliwie nazywają katedrę „La Manquita” (Jednoręka), ponieważ jedna z jej dwóch przewidzianych w projekcie wież nigdy nie została wzniesiona.

IMG_2269

IMG_2266

IMG_2411

IMG_2275

El Museo Picasso Malaga

Jest to najważniejsza współczesna atrakcja miasta. Dzięki hojności spadkobierców urodzonego w Maladze artysty (a konkretnie synowej Christiny Ruiz-Picasso i wnuka Bernarda Ruiz-Picasso) placówka może pochwalić się kolekcją 204 dzieł. Muzeum prezentuje obrazy z różnych etapów życia mistrza, poczynając od czasu, gdy pracował on pod okiem swojego ojca, aż po jego ostatnią pracę „Mężczyzna, kobieta i dziecko”.

museo-picasso-malaga

Picasso-Museum-Malaga-57242fot. expedia.com

La Casa Natal de Picasso

Inny obiekt związany z Picassem to jego dom rodzinny. Artysta urodził się tu w 1881 r., a w wieku dziewięciu lat, wraz z rodziną przeprowadził się na północ Hiszpanii. Dziś w budynku znajduje się ekspozycja kilku pamiątek po malarzu, przestrzeń wystawowa oraz sklep.

Casa-Natal-Picasso-recuerda-aniversario_TINIMA20130407_0140_5fot. teinteresa.es

El Teatro Cervantes

Jest to najważniejszy teatr na Costa del Sol. Na jego dachach występują renomowani aktorzy i muzycy. Latem odbywa się tutaj znany festiwal kina hiszpańskiego – Festival de Malaga Cine Espanol, na którym pojawiają się takie gwiazdy jak Pedro Almodovar, Penelope Cruz czy Javier Bardem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Alcazaba

Budowa mauretańskiej fortecy rozpoczęła się w VIII w., jednak większa część obecnej konstrukcji pochodzi z XI wieku – wtedy właśnie załamanie się zachodniego kalifatu umożliwiło Maladze ogłoszenie niepodległości. W obrębie murów twierdzy znajduje się małe Muzeum Archeologiczne, natomiast u jej podnóża znajdziemy ruiny teatru rzymskiego.

IMG_2367

IMG_2362

El Castillo de Gibralfaro

Zamek wzniesiony przez emira Kordowy, Abd al-Rahmana I. Do dnia dzisiejszego zachowała się część zewnętrznych murów zamkowych, z których rozciąga się malowniczy widok na miasto i zatokę, a przy dobrej widoczności można zobaczyć Gibraltar i góry Atlas. Z innych zabudowań pozostały studnie i cysterny, a także znacznie młodszy budynek prochowni, w którym urządzono wystawę prezentującą broń, umundurowanie i wyposażenie wojsk od XVI wieku do początków XX wieku. Przed powstaniem zamku znajdowały się tam zabudowania fenickie.

IMG_2343

IMG_2312

IMG_2294

IMG_2288

IMG_2350

IMG_2353

IMG_2337

IMG_2348

IMG_2317

Bodega El Pimpi

Bodega z przepięknym patio, udekorowana starymi beczkami i plakatami z autografami sławnych Hiszpanów (nie zabrakło podpisu Antonio Banderasa czy Mario Casas). Można się tu napić pysznego słodkiego wina i spróbować lokalnych tapas. Niebo w gębie!

Azulejo-Bodegas-El-Pimpi

IMG_1385

arc_173548_gfot. malaga.es

La Playa de la Malagueta

Plaża La Malagueta zdecydowanie jest numerem 1 jeśli chodzi o listę rzeczy do zobaczenia w Maladze. Piękna, długa, piaszczysta a na każdym kroku czekają na turystów muszle. Znajduje się tam wiele kawiarni i restauracji oraz sklepów. To idealne miejsce, aby zażyć słonecznych kąpieli, popływać w ciepłym morzu, dobrze zjeść i po prostu odpocząć.

Ja przybyłam do Malagi w drugiej połowie listopada. Co prawda termometr wskazywał powyżej 20-tu stopni Celsjusza a ja miałam na sobie letni ubiór, to mimo wszystko nie odważyłam się wejść do morza. Chociaż spora grupa (prawdopodobnie) miejscowych plażowała, ale dla mnie – Polki, która przybyła z mroźnego kraju – było… za zimno (!!!). No cóż, kto to zrozumie kobiety? Na szczęście w tym roku (również w listopadzie) będę miała okazję nadrobić zaległości i tym razem z całą pewnością zamoczę tyłek w Morzu Śródziemnym 🙂

IMG_2390

IMG_2381

IMG_2395

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Sewilla. Amor a primera vista

Od dłuższego czasu intensywnie myślałam o wprawie do hiszpańskiej Andaluzji. Z jednej strony chciałam bardzo lecieć, ale z drugiej mocno się wahałam. Wahałam się dlatego, że miała to być moja pierwsza samodzielna wyprawa. Jednak wszystkie znaki na ziemi mówiły, żebym to zrobiła. Pamiętam, że moje pierwsze zadanie na stażu, który odbyłam w tamtym roku dotyczyło artykułu na temat… Sewilli. Potem przeglądając jeden z archiwalnych numerów magazynu zobaczyłam pewien tytuł: „8 samotnych kobiecych wypraw”. A pod spodem temat numeru: Andaluzja. Nic się nie dzieje bez przyczyny. Dlatego też dwa dni później, kiedy pojawiły się tanie bilety lotnicze do Sewilli, nie wahałam się ani sekundę. Właściwe to całkowicie wyłączyłam myślenie i kupiłam bilety. Dopiero po przeprowadzonej transakcji pomyślałam: co ja najlepszego zrobiłam??

Nie powiem, stresowałam się bardzo. A na kilka dni przed wylotem wręcz panikowałam. Zastanawiałam się nawet, czy nie odwołać wszystkich rezerwacji i nie zostać na miejscu w domu. Nie chodziło już tylko o to, że miałam jechać sama. Kilka dni przed wyjazdem skomplikowała się moja sytuacja mieszkaniowa, no i wtedy też w Paryżu miał miejsce zamach terrorystyczny. Doszłam do wniosku, że co mnie nie zabije, to mnie wzmocni, i że nic nie popsuje mi zaplanowanego urlopu, dlatego też nie zaważając na nic spakowałam walizkę i pojechałam na lotnisko.

Pamiętam pierwsze chwile po wylądowaniu w Sewilli. Była ciepła, jesienna noc. Idąc do hotelu przechodziłam przez park, w którym rosły drzewka pomarańczowe z… owocami na gałęziach! No i ten wszechobecny zapach kwiatów pomarańczy… A do tego wszędzie piękne i kolorowe azulejos. Tak, to była miłość od pierwszego wejrzenia.

IMG_1672

IMG_1790

IMG_1579

Sewilla nazywana jest Perłą Andaluzji. I słusznie. To nie tylko stolica tego regionu, ale przede wszystkim serce tej części Hiszpanii, które przez lata emanowało zróżnicowaną kulturą, religią oraz architekturą. Teraz bije w rytmie flamenco przyciągając swą historią, słońcem i wyjątkowością. To właśnie stąd, w roku 1492 Krzysztof Kolumb wyruszył do Indii, a jedna z legend głosi, że założycielem miasta jest sam Herkules, który ustawił sześć kolumn tam, gdzie dzisiaj znajduje się ulica nazwana imieniem mitycznego bohatera: Alameda de Hercules.

Miasto zasłynęło pięknem kobiet (jak chociażby słynna Carmen), zapachem kwiatów pomarańczy unoszącym się nad całą metropolią, jest także największym w Hiszpanii centrum korridy. Sewilla ma wiele do zaoferowania, a każdym rogu napotkać można wspaniałe budynki, wąskie i tajemnicze uliczki czy wszechobecne azulejos. Koniecznie trzeba zobaczyć:

La Catedral de Santa María de la Sede de Sevilla

Jest symbolem miasta. Zaprojektowana w 1401 r. i zbudowana w stylu gotyckim, w przeszłości miała stać się symbolem chrześcijaństwa. Obecnie uznawana jest za największą świątynię chrześcijańską na Starym Kontynencie. Swoją wielkością i przestronnością wyprzedza Bazylikę św. Piotra w Watykanie oraz katedrę św. Pawła w Londynie i wpisana została na Listę UNESCO. Świątynia wzniesiona została w przeciągu jednego wieku na miejscu dawnego meczetu. Pozostałości arabskiej architektury wciąż można odnaleźć w niektórych elementach katedry. We wnętrzu kryją się nie tylko wspaniałe i majestatyczne fasady, które sprawiają, że serce mocniej bije. Przede wszystkim jest to miejsce wiecznego spoczynku Krzysztofa Kolumba. Jego grobowiec podtrzymywany jest na ramionach przez 4 heroldów: Kastylii, Argaonu, Leónu i Navarry, symbolizujących 4 królestwa Hiszpanii. Istnieje legenda, że dotknięcie stopy herolda przynosi szczęście.

Z zewnątrz Katedra prezentuje się fantastycznie. Niestety nie udało mi się wejść do środka, gdyż kolejka była przerażająco długa (i w ogóle nie zmniejszała się), a szkoda mi było czasu stać w niej. Nie sprawdziłam wcześniej, że można kupić bilety przez Internet. Mam powód, by wrócić to tego miejsca po raz kolejny 🙂

IMG_2024

IMG_1733

IMG_1744

La Giralda

W północno-wschodnim rogu świątyni znajduje się wejście na Giraldę, czyli górującą nad Sewillą wieżę mierzącą 91 m wysokości, która początkowo była minaretem. Za panowania dynastii Almohodów (XII w.) budowla ta stanowiła wizytówkę miasta. Chrześcijańscy architekci przekształcili wieżę w dzwonnicę, dobudowując na jej szczycie renesansowe balkony i iglicę z wiatrowskazem El Giraldilo ( w jęz. hiszpańskim girar znaczy „obracać się”), od którego budowla wzięła swoja nazwę. Pomimo męskiego imiennia, odlana z brązu, dwukilogramowa iglica przedstawia kobietę przyodzianą w tunikę dzierżąca w jednej dłoni tarczę, a w drugiej palmę symbolizuje Wiarę – symbol Sewilli.

La Giralda była pierwszym punktem, który zobaczyłam krocząc na Stare Miasto. Z resztą, nie trudno jej nie dostrzec z daleka. Piękna, stylowa, idealna – patrzy na miasto, mieszkańców i turystów z wyższością. Robi ogromne wrażenie.

IMG_1581

IMG_1780

IMG_2005

La Torre del Oro

Nad brzegiem rzeki Guadalquivir stoi Złota Wieża, mauretańska wieża strażnicza o dwunastu kątach. Jej nazwa nie jest do końca wyjaśniona. Jedna z teorii głosi, że za czasów panowania dynastii Almohadów dach budowli pokryty był pozłacanymi dachówkami. Druga plotka mówi, że w wieży magazynowano złoto przywożone z Nowego Świata. Wraz z upływem czasu Torre del Oro zmieniała swe przeznaczenie: służyła jako kaplica, poczta, więzienie i skład prochu. Obecnie mieści się w niej malutkie muzeum prezentujące historię dawnego portu.

Pomimo swojej bogatej historii, na mnie nie zrobiła większego wrażenia. Takie niepozorne coś znajdujące się nad brzegiem rzeki. Chociaż o zachodzie słońca zacnie się prezentowała.

IMG_1732

12310542_10207963754202114_2552844798225674685_n

El Parque de Maria Luisa

Park zawdzięcza swoją nazwę fundatorce Marii Luizie Fernanda de Orleans, która podarowała to miejsce miastu w roku 1893. Początkowo wznoszony był w stylu angielskim, później został przebudowany przez francuskiego architekta krajobrazu, Le Forestier. Współczesna kombinacja trawników i żywopłotów, stawów i fontann, ceramicznych amfor i pomników w znacznym stopniu składa się na wygląd parku. Długie aleje, które nazwane zostały imionami sławnych konkwistadorów, przecinają się na całym terenie. Na jego terenie znajdują się m.in. Muzeum Archeologiczne, Biblioteka Publiczna, Centrum Nauki (Casa de la Ciencia) oraz Teatro Lope de Vega. Jednak to przede wszystkim roślinność robi wrażenie. Palmy, drzewka pomarańczowe, sosny, klomby, a także inne, (dla nas) nieco egzotyczne gatunki flory możemy podziwiać w parku.

IMG_1978

IMG_1985

12304513_10207991803303324_3013901053838144697_o

IMG_1973

Plaza de España

Imponujący i ogromny plac, który otaczają kolorowe galerie w kształcie podkowy. Kompleks został wybudowany na potrzeby Wystawy Iberoamerykańskiej w 1929 roku, a jego twórcą jest Aníbal Gonzalez. Najbardziej rzucające się w oczy to piękne cztery mosty symbolizujące królestwa – Kastylię, León, Navarrę oraz Aragonię. Cały budynek otoczony jest ławkami oraz ścianami przyozdobionymi kolorowymi ceramicznymi płytkami zwanymi azulejos. Symbolizują 40 hiszpańskich prowincji w kolejności alfabetycznej, a na nich widnieją najważniejsze wydarzenia w dziejach. Obecnie we wnętrzach znajdują się głównie pomieszczenia biurowe. Co ciekawe, plac i budowle posłużyły jako sceneria do filmów: Lawrence z Arabii oraz drugiej części Gwiezdnych Wojen.

Dawno nic nie zachwyciło mnie tak, jak Plaza de España. Spędziłam tam pół dnia, chodząc kilka razy wokół i oglądając wszystko dokładnie. Niesamowite miejsce, zapierające dech w piersiach. Czułam, jakbym przeniosła się do innego świata. Chociaż spędziłam tam dużo czasu i zrobiłam zdjęcia chyba każdej azulejos z osobna, nie mogłam się napatrzeć i nacieszyć tym miejscem, aż żal mi było stamtąd odchodzić.

12248024_10207941578647739_3141500481037647606_o

IMG_1914

IMG_1873

IMG_1919

IMG_1925

IMG_1881

IMG_1864

Plaza de Toros

Uważana za jedną z najpiękniejszych aren świata, może pomieścić prawie 14 tys. widzów. Pomimo swoich ogromnych rozmiarów może poszczycić się znakomitą akustyką. Sewilla uważana jest za drugi (po Madrycie) pod względem znaczenia ośrodek korridy. XVIII-wieczna budowla posiada również muzeum, w którym można zobaczyć tajniki ze świata korridy. Można tam podziwiać zdjęcia, obrazy, plakaty, kolorowe kostiumy, a także usłyszeć historię słynnych toreros oraz… samych byków.

To moja pierwsza wizyta na tego typu arenie. Sam plac i trybuny są godne uwagi, ale muzeum znajdujące się w środku było znacznie ciekawsze. Znajdują się tam obrazy i zdjęcia najsłynniejszych hiszpańskich matadorów, przepiękne i bogato zdobione stroje oraz popiersia najdzielniejszych… byków! Chciałabym zobaczyć prawdziwą korridę na żywo, chociaż nie popieram tego „sportu”. Mimo to, na własne oczy chciałabym się przekonać, czym tak zachwycają się Hiszpanie i dlaczego są z tego tacy dumni.

IMG_1622

IMG_1651

12316142_10207991789742985_4065249471010276201_n

IMG_1669

Las Setas de Encarnación

Potocznie zwane „grzybami”, to interesująca i oryginalna drewniana konstrukcja, oparta na dwóch betonowych kolumnach. Mierzy 26 m wysokości i jest zwycięskim projektem w konkursie zorganizowanym przez władze miasta, mającym na celu odnowienie placu w centrum miasta. Autorem „grzybów” jest niemiecki architekt Jürgen Mayer-Hermann.

Była to ostatnia rzecz, która zobaczyłam w Sewilli. Zafascynowana pięknem tego miasta, przypomniałam sobie w nocy, ze jest jeszcze jedna rzecz, którą koniecznie muszę zobaczyć. Trzeba przyznać, że intrygująca atrakcja. Ciekawi mnie, co autor miał na myśli projektując i wykonując ten obiekt.

IMG_2075

IMG_2083

 

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

Palcem po tanecznej mapie świata – Flamenco

Mówi się, że oglądnięcie pokazu flamenco to obowiązkowy punkt na mapie andaluzyjskich atrakcji turystycznych. Mimo że obecnie flamenco kojarzone jest głównie z kastanietami i kolorowymi, falbaniastymi sukienkami, w rzeczywistości ta pełna pasji sztuka rozwijała się przez prawie 500 lat. Skoro jednak mowa o datowaniu historii flamenco, trzeba pamiętać, że jest ona dokumentowana dopiero od dwóch stuleci. Wiele z tego, co aktualnie wiemy, ma swoje źródło w opowieściach przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

To, czego można jednak być pewnym, to fakt, że przodkiem flamenco była zawodząca pieśń przy akompaniamencie wystukiwanego rytmu. Nie jest jednak wiadome, kiedy dokładnie niezbędnym elementem pokazów tanecznych stała się także gitara.

12729207_1213696828659498_8174351971050580902_n

Historia flamenco

Po przybyciu z Indii, Cyganie przywieźli ze sobą wiele pieśni i stylów tańca charakterystycznych dla swojej kultury. Między innymi to sprawiło, że wiele osób przypisuje właśnie tej grupie stworzenie flamenco. Warto jednak pamiętać, że mimo że rzeczywiście – byli oni głównymi propagatorami tej sztuki – to nie są jej jedynymi twórcami.

Koniec wieku XV był dla mieszkańców obecnej Andaluzji szczególnie burzliwy. Wówczas bowiem doszło do ostatecznego zwycięstwa katolicyzmu nad islamem, co pociągnęło za sobą szereg zmian nie tylko na południu, ale i w całej Hiszpanii. Wraz z umocnieniem się religii chrześcijańskiej, Żydzi, Maurowie i Cyganie zaczęli być prześladowani przez inkwizycję. Ci ostatni padli ofiarą najgorszych represji, które miały na celu całkowite zniszczenie ich tożsamości kulturowej. Zmuszano ich do porzucenia własnego języka, tradycyjnego ubioru oraz wędrownego stylu życia.

Przedstawiciele tych trzech represjonowanych kultur, pod wpływem wspólnych kłopotów, zasymilowali się, a flamenco, które znamy dzisiaj, jest ich wspólnym dziełem.

W XVIII w. stosunek hiszpańskiego rządu i obywateli do Cyganów uległ poprawie. Dużą w tym zasługę mieli romantyczni poeci, zafascynowani tajemniczością i autentycznością romskiej sztuki. Właśnie wtedy flamenco po raz pierwszy w historii stanęło przed szansą wyjścia z podziemi i zadymionych klubów na prawdziwe sceny przed hiszpańską publiczność.

Mimo to Cyganie nie chcieli dawać pokazów w określonym miejscu i czasie – w ich rozumieniu flamenco miało być spontanicznym aktem, skutkiem intensywnych przeżyć i efektem natchnienia. Na potrzeby szerokiej publiczności zaczęły więc powstawać pierwsze niecygańskie grupy performerów.

W czasie wojen w latach 30. i 40. ubiegłego wieku sceniczna sztuka flamenco w dużym stopniu zamarła. Jej renesans zapoczątkowany w latach 50. XX wieku trwa jednak do dnia dzisiejszego.

Flamenco współcześnie

Współczesne flamenco składa się z czterech podstawowych elementów: cante (śpiew, glos), baile (taniec), toque (gitara) i jaleo (klaskanie, tupanie, okrzyki). Do tej wyliczanki znawcy dodają jeszcze jeden element: duende – istotę i duszę flamenco. Poeci przez lata przypisywali duende znaczenie, którego nie dało się pojąć rozumem.

To czym flamenco różni się od innych stylów to przede wszystkim pierwszoplanowa rola rytmu i słów. Harmonia i melodia nie są najważniejsze. Siła i piękno jakie niesie ze sobą ta sztuka, mogą przerodzić się w mistyczne przeżycie i potrafią wywrzeć ogromne wrażenie na widzach.

Gdzie można zobaczyć show?

Warto zapłacić za możliwość zobaczenia tego widowiska na prawdziwej scenie. Cena biletu na show często kosztuje tyle, co posiłek w dobrej restauracji, a opłaca się raz zrezygnować z dwudaniowego obiadu, by przeżyć coś naprawdę niezwykłego.

Dobrą okazją do obejrzenia występów mistrzów flamenco są także festiwale, organizowane głownie latem. Panująca tam atmosfera zdecydowanie sprzyja odczuciu duende. Jeśli posiadasz ograniczony budżet, ale dysponujesz dużą ilością czasu, możesz też spróbować szczęścia w małych lokalach zlokalizowanych w cygańskich dzielnicach, takich jak Sacromonte w Granadzie. Zdaniem niektórych to właśnie tam, a nie na dużych scenach, kryje się prawdziwe piękno tej pasjonującej sztuki.

2227

Flamenco – więcej niż taniec

Barbara Tworek, Patryk Chwastek „Andaluzja. Travelbook”

andaluzja_travelbook_IMAGE1_318159_3O wyprawie do Andaluzji marzyłam od jakiegoś czasu. Gdy pojawiły się bilety lotnicze w promocyjnej cenie, nie wahałam się ani sekundy i od razu je nabyłam. Oczywiście żadna wycieczka nie może się udać bez odpowiedniego przygotowania. Dlatego cieszę się, że przewodnik „Andaluzja. Travelbook” trafił w moje ręce tuż przed samym wyjazdem.

Za pierwszym razem zaplanowałam wypad tylko do trzech andaluzyjskich miast: Sewilli, Rondy i Malagi. Oczywiście Andaluzja ma jeszcze wiele pięknych i interesujących miejsc, ale zwiedzanie reszty z nich zostawiłam na późniejsze wyjazdy. Nie chciałam pobieżnie i w ekspresowym tempie zobaczyć najważniejsze zabytki, atrakcje. Wolałam powoli, we własnym tempie chłonąć wszystkie zapachy, smaki, krajobrazy. A przewodnik wydawnictwa Bezdroża bardzo mi w tym pomógł.

Bez wątpienia Andaluzja jest jednym z najpiękniejszych regionów Hiszpanii, co również stanowi wizytówkę tego kraju. Turyści przybywający do południowej części Hiszpanii spodziewają się pięknych zabytków, mieszanki kulturowej europejskiej i arabskiej, słonecznych i gorących dni, ciepłych kąpieli w morzu lub oceanie. I z całą pewnością nie zawiodą się! Nie można zapominać, że Andaluzja jest kolebką tańca i muzyki flamenco. Czego więcej można spodziewać się po Andaluzji? Przede wszystkim zabytków: kościołów, katedr, meczetów, zamków… Przemieszczając się z miasta do miasta, po drodze zahaczymy o tzw. „białe miasteczka”, które mają w sobie wiele uroku. Poza tym, w południowej części Hiszpanii skosztujemy pysznych przekąsek – tapas, napijemy się schłodzonego wina, odpoczniemy w cieniu drzewek pomarańczowych i nacieszymy oko, gdyż w tamtym regionie mieszkają baaardzo przystojni panowie…

„Andaluzja. Travelbook” jest podręcznym przewodnikiem, który zmieści się w damskiej torebce. Nie znaczy to jednak, że nie zawiera dużo informacji, wręcz przeciwnie. Przewodnik podzielony jest na prowincje, a w każdej prowincji znajdziemy informacje dotyczące najważniejszych atrakcji. Znajdziemy w nim opisy największych i najciekawszych miast, dzięki czemu dowiemy się co mamy robić w konkretnym miejscu. Opisy najciekawszych regionów i miast, a sprawdzone informacje praktyczne ułatwią zaplanowanie podróży. Poza tym podpowie, czego szukać poza głównymi szlakami, i wprowadzi w świat miejscowych obyczajów. Przy każdej ważnej atrakcji, znajdziemy informacje dotyczące godzin otwarcia obiektu i ceny, co jest niezwykle cenną informacją.

Przewodnik uzupełniają czytelne mapy, starannie dobrane zdjęcia i liczne ramki z ciekawostkami. Wszystko to w połączeniu z poręcznym formatem i atrakcyjną szatą graficzną sprawia, że „Travelbook” to najlepszy wybór dla ciekawych świata. Z cała pewnością stanie się niezastąpionym towarzyszem każdej podróży. Ja mam zamiar zabrać „Travelbook” w swoją kolejną podróż po kolejnych zakątkach Andaluzji.

Za książkę dziękuję:

bezdroza