„Mamma Mia: Here We Go Again!”

Pamiętacie filmowy musical z piosenkami szwedzkiego zespołu ABBA w roli głównej sprzed ponad dekady? Na ekranach kin gości kontynuacja filmowego hitu „Mamma Mia: Here we go again!” W rolach głównych ponownie zobaczymy Amandę Seyfried, Pierce’a Brosnana, Colina Firtha, Meryl Streep oraz  Stellana Skarsgarda. To jednak nie wszyscy aktorzy. Na ekranie pojawi się również wiele nowych, zaskakujących postaci.

Pierwsza część filmu okazała się globalnym sukcesem, nic w tym dziwnego, że producenci postanowili nakręcić jego kontynuację. Film tak naprawdę powtarza i rozbudowuje historię, którą poznaliśmy w oryginale, dodając do niej tylko drobne elementy. Akcja toczy się na dwóch płaszczyznach, ale właściwie to „Mamma Mia: Here we go again” jest bardziej prequelem niż sequelem, czyli akcja toczy się głównie przed wydarzeniami z pierwszej części filmu. Twórcy przenoszą nas w czasie, do roku 1979, kiedy to młoda Donna wdaje się w romans z trzema mężczyznami: Samem, Harrym oraz Billem. Oczywiście akcja drugiej części musicalu rozgrywa się w przepięknej i słonecznej scenerii greckich wysp.

No właśnie, przenosząc się w czasie mamy okazję poznać młodą Donnę i jej trzech amantów, również w odmłodzonej wersji. Zgłębiamy się w jej historię; staramy się zrozumieć, dlaczego zdecydowała się zamieszkać na greckiej wyspie, w zupełnie innej i obcej dla niej kulturze. Druga część musicalu odsłania kulisy młodzieńczych fascynacji i szalonych przygód Donny. No i w końcu dowiadujemy się, kto jest biologicznym ojcem Sophie (Amanda Seyfried). Z kolei w teraźniejszości, twórcy skupili się na historii Sophie, jej związku, nowopowstałym biznesie oraz tym, że spodziewa się dziecka.

W młodą Donne brawurowo wcieliła się Lily James. Energia i urok granej przez nią postaci sprawia, że nie da się usiedzieć spokojnie w fotelu. Jej werwa powoduje, że razem z nią chce się śpiewać, skakać i tańczyć. Wtórują jej – w rolach miłosnych partnerów Donny – Josh Dylan, Hugh Skinner i Jeremy Irvine, czyli piękne, młode i… spontaniczne wersje Sama (Pierce Brosnan), Harry’ego (Colin Firth) i Billa (Stellan Skarsgård). W „Mamma Mia:Here We Go Again” zobaczymy również Cher i Andy’ego Garcię!

Może produkcja nie należy do gatunku ambitnego kina, ale dostarcza wiele rozrywki. Jest wesoło, kolorowo, wakacyjnie, momentami trochę melodramatycznie i nastrojowo. Do tego, chociaż mniej znane piosenki szwedzkiego zespołu (ale pojawiają się także i największe przeboje ABBY) sprawiają, że chce się tańczyć razem z bohaterami. Jedno jest pewne: „Mamma Mia: Here we go again!” to najgorętszy i długo wyczekiwany hit tego lata!

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję:

Teatr Syrena: „Rodzina Addamsów”

Pamiętacie tę upiorną, a jednocześnie sympatyczną rodzinkę? Powracają w nowej, musicalowej wersji na scenę warszawskiego Teatru Syrena oraz Teatru Muzycznego w Poznaniu. To komedia idealna dla żywych, martwych oraz… tych niezdecydowanych!

Poznajcie najbardziej upiorną rodzinkę wszech czasów: Morticia – zimna jak sopel lodu, Gomez – gorący jak wulkan, Wednesday – ich demoniczna córka i Pugsley – słodki, ale śmiertelnie groźny synek, urokliwy wuj Fester, wiedźmowata babcia oraz Lurch – posępny kamerdyner o wdzięku zombie. Gdy Wednesday oznajmia, że się zakochała i zamierza wyjść za mąż za „zwykłego” chłopaka o imieniu Lucas rodzina postanawia wybić jej ten pomysł z głowy. Rodzice chcą , by córka za wszelką cenę na zawsze pozostała ich malutką dziewczynką, zaś młodszy brat rozpacza, że nie będzie go kto miał torturować. Jedyną osobą, która kibicuje zakochanym jest wuj Fester – romantyczna dusza ukryta w przerażającym ciele. Sprawy jeszcze bardziej się komplikują, gdy Lucas wraz ze swoimi rodzicami przybywa na kolację zapoznawczą z przyszłymi, przerażającymi teściami…

„Rodzina Addamsów” to przezabawna komedia o najbardziej makabrycznej, a zarazem najsympatyczniejszej rodzinie w historii kina i telewizji. Brodwayowski musical, który pojawił się właśnie na scenie warszawskiego Teatru Syrena , odkrywa nieznane dotąd oblicze tytułowe rodzinki. Potrafi ona nie tylko straszyć i śmieszyć, ale także znakomicie śpiewa i tańczy. Spektakl ten adresowany jest dla całych rodzin. Nie tylko rozbawi do łez, ale przede wszystkim przekona nas, że czasem warto dopuścić do głosu wewnętrznemu „świrowi”, którego każdy z nas w sobie nosi.

W rolach głównych wystąpili: Tomasz Steciuk (Gomez), Marta Wiejak (Morticia), Anastazja Simińska (Wednesday), Karol Kwiatkowski (Pugsley), Damian Aleksander (Fester), Beatrycze Łukaszewska (Babcia), Kamil Zięba (Lurch), Maciej Pawlak (Lucas),Albert Osik (Mal) oraz Jolanta Litwin-Sarzyńska (Alice). Na scenie towarzyszą im również przodkowie, pośród których możemy spotkać: tancerkę kabaretową, kurtyzanę, cheerleaderkę, królową angielską, królową egipską, pannę młodą, biskupa, ciotkę Hermana, konkwistadora, Szkota, jaskiniowca oraz muszkietera. Natomiast pod sceną wspierał ich zespół muzyczny pod dyrekcją Tomasza Filipczaka .

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak bardzo zachwyciłam się jakimś musicalem. Śpiew, intensywny i ognisty taniec, muzyka, świetna gra aktorska, komiczne dialogi, dynamicznie zmieniająca się scenografia – to wszystko składa się na sukces musicalu „Rodzina Addamsów”. Nic dziwnego, że aktorzy i muzycy otrzymali kilkunastominutowe owacje na stojąco. „Rodzina Addamsów” to gorący hit tegorocznej jesieni, który proponuje nam  warszawski Teatr Syrena oraz Teatr Muzyczny w Poznaniu. Koniecznie musicie go zobaczyć!

„Rodzina Addamsów” w koprodukcji Teatru Muzycznego w Poznaniu i Teatru Syrena w Warszawie to przebojowy musical, którego premiera miała miejsce na Brodwayu w 2010 roku. Od początku spektakl przyciągał tłumy widzów, pokazywany był niemal w całej Europie i Ameryce.

Za możliwość obejrzenia spektaklu dziękuję:

Książki z Hiszpanią w roli głównej

Jak doskonale wiecie, mam „lekką” obsesję na punkcie Hiszpanii i wszystkim, co z nią związane. Dlatego nie powinniście się dziwić, że pochłaniam niemal każdą książkę, w której akcja rozgrywa się w tym kraju. Oczywiście gdybym umieściła wszystkie książkowe pozycje z Hiszpanią w roli głównej, zapewne nie dobrnęlibyście nawet do połowy tego postu. Dlatego wybrałam te pozycje, które najbardziej utkwiły mi w pamięci i zaciekawiły. Może wakacje powoli odchodzą w zapomnienie, ale to nie oznacza, że nie można się przenieść – nawet mentalnie – do słonecznej Hiszpanii, gdzie lato trwa zdecydowanie dłużej, niż w naszym kraju.

Katarzyna Wolnik-Vera „Przystanek Barcelona”

Autorka pokazuje nam różne oblicza stolicy Katalonii. Na samym początku oprowadza nas po jej romantycznej części: ulicy Zakochanych i ulicy Pocałunków, nastrojowych parkach oraz Magicznej Fontannie. Dzięki niej poznamy Barcelonę z wysokości (bo jak się okazuje) znajduje się tam aż dwadzieścia punktów widokowych, z których rozciąga się zapierająca dech w piersiach panorama miasta. Kolejnym punktem na trasie jest Plac Kataloński – według mieszkańców to samo centrum miasta. Właśnie tam odbywają się wszystkie ważne imprezy, festiwale oraz manifestacje. Oczywiście autorka dba o to, byśmy razem z nią nie ominęli najważniejszych architektonicznych atrakcji: Sagrada Pamilia, Park Guell, Casa Mila, Casa Battlo, MNAC czy Barri Gothic.

Poza sentymentalnym spacerem, Katarzyna Wolnik-Vera przekazuje nam garść praktycznych informacji. Przewodnik przede wszystkim jednak przybliża nam obyczaje mieszkańców, ich tradycje i kulturę: miłość do rumby i flamenco, szalone imprezy, lokalne fiesty, świąteczne zwyczaje, najlepsze muzea, kina i teatry. Podpowiada, gdzie tanio i dobrze zjeść, gdzie napić się dobrego wina, jakie pamiątki przywieźć ze sobą i gdzie je kupić. Poza tym dowiadujemy się m. in. skąd wzięła się nazwa miasta oraz czym charakteryzują się poszczególne dzielnice. Dzięki książce „Przystanek Barcelona” mamy okazje lepiej zagłębić się w historię miasta.

Maciej Bernatowicz „Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko”

Wydawać by się mogło, że o Hiszpanii wiem (prawie) wszystko. A już na pewno sama mogłabym napisać tego typu książkę. Życie lubi zaskakiwać i jak się okazuje, jednak nie wiem (prawie) wszystkiego o tym cudownym śródziemnomorskim kraju.

Hiszpania. Fiesta dobra na wszystko” nie jest żadnym przewodnikiem. Jest to raczej swoiste kompendium wiedzy na temat tego cudownego kraju. Znajdziemy tam nie tylko zarys hiszpańskiej historii, czy opis tamtejszych obyczajów, ale także pojawiają się absurdy, które nie mieszczą się w głowie przeciętnemu Polakowi, chociażby codzienna sjesta. To także błyskotliwy wgląd w to, co współcześni Hiszpanie myślą o swojej historii i tożsamości, co wywołuje w nich radość, a czego się obawiają. Maciej Bernatowicz przybliża czytelnikowi ich tradycje, postawy życiowe, bieżące wyzwania, z którymi przyszło im się zmagać, ale także niewątpliwe sukcesy, które już odnieśli. Poza obszernymi opisami, znajdziemy tam również kolorowe zdjęcia, które doskonale obrazują to, o czym napisał autor.

Janusz Kasza „Korrida. Taniec i krew”

Korrida jest kwintesencją Hiszpanii, symbolem tego kraju i sportem narodowym, wręcz nawet świętością. Każdy Hiszpan powinien uczestniczyć w tym wydarzeniu chociaż raz w życiu. Janusz Kasza, zakochany od lat w korridzie – próbuje zrozumieć zawartą w niej tajemnicę śmierci. Wśród lawendowych wzgórz Prowansji pije wino, kosztuje małży i zachwyca się flamenco. Odwiedza dziadka Antonina, uznanego hodowcę byków, który przy cygarach i kieliszku absyntu snuje fascynujące opowieści. W podróży towarzyszy mu ognista Nicole, odkrywająca przed nim uroki śródziemnomorskiej fiesty.

Jeśli chcecie się dowiedzieć czym jest słynna korrida, albo po prostu zrozumieć, dlaczego Hiszpanie są tacy dumni z tego krwawego „sportu”, koniecznie przeczytajcie książkę Janusza Kaszy. Znajdziecie tam wiele interesujących informacji na temat samej techniki korridy, historii czy wielu innych ciekawostek.

Katarzyna Kobylarczyk „Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty”

Nie ma dnia, żeby w Hiszpanii nie odbywała się jakaś fiesta. Mieszkańcy tego kraju uwielbiają się bawić, a okazji do świętowania nigdy nie brakuje: rocznice, święta katolickie i świeckie, pochody ku czci patronów czy udanych zbiorów. W Hiszpanii świętowanie traktuje się jako coś wyjątkowego, a owocem tego są wszelkiego rodzaju fiesty – źródło wyemancypowania siebie, uwolnienia duszy z więzów ciała, zerwania łańcuchów porządku społecznego, ucieczki przez kontrolą władz. Przygoda autorki rozpoczyna się niespodziewanie, gdzieś w kraju Basków. Zupełnie przypadkowo staje się uczestnikiem regionalnej fiesty. Właśnie wtedy rodzi się pomysł, by podążać szlakiem pozostałych hiszpańskich fiest.

To, co przeczytamy w reportażu „Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty”  nie mówi się w mediach i rzadko wspomina w przewodnikach. Poza tym autorka wplata różne opowieści, legendy i fakty historyczne, co jest bardzo interesujące. Zręcznie wtrącą wątki historyczne, antropologiczne, geograficzne. Muszę przyznać, że zdecydowanie lepiej czytałoby się jej książkę, gdybym nie musiała sobie wyobrażać każdej z nich, tylko być uczestnikiem wszystkich tych fiest J Ale nic straconego, bo w planie mam pojawienie się na wszystkich, bardziej znanych hiszpańskich fiestach.

Conrado Moreno „Mój Madryt”

Stolica Hiszpanii widziana oczami rodowitego Hiszpana. Madryt to styl życia, kultura, niezliczone bary i restauracje, uśmiechnięci ludzie, najlepsze muzea i wystawy na świecie. Po prostu nie można nie kochać tego miasta. Madryt żyje dniem i nocą, odpoczywa jedynie w upalne letnie popołudnia.

„Mój Madryt” jest zbiorem nastrojowych opowieści, wspomnień i sentymentalnych powrotów do miasta, które Conrado pamięta z dzieciństwa. Znajdują się też w niej różne typowo przewodnikowe informacje, razem z wieloma praktycznymi i przydatnymi radami. Po książkę warto sięgnąć nie tylko, by poznać historię, zabytki i inne atrakcje, jakie oferuje nam stolica Hiszpanii, ale przede wszystkim by poznać emocje, jakie wyzwala to miasto – piękne, tajemnicze i ekscytujące. Conrado moreno odkrywa przed czytelnikami ścieżki, którymi biegał jako mały chłopiec, a dzisiaj przemierza z zachwytem podczas każdej kolejnej wizyty, bacznie obserwując przy tym wszystko, co nowe.

Nina Majewska-Brown „Wakacje”

Wakacje to czas beztroski, odpoczynku, odkrywania piękna świata oraz całkowita regeneracja fizyczna i psychiczna. Co może być przyjemniejszego niż dwa tygodnie spędzone w cudownej Barcelonie w otoczeniu ukochanych i najważniejszych osób w życiu? Dla bohaterki „Wakacji”, Niny wymarzone wakacje przekształciły się w prawdziwą tragedię.

Nina Brown wraz z mężem oraz dwójką dzieci wybierają się na dwutygodniowe wakacje do stolicy Katalonii. Zapowiada się cudowny czas spędzony w gronie najbliższych: odpoczynek na plaży, zwiedzanie urokliwej Barcelony, próbowanie lokalnych specjalności oraz poznawanie hiszpańskich tradycji. Niestety nie na długo będzie mogła cieszyć się spokojem i rodzinnym szczęściem. Niespodziewany przyjazd teściów niszczy całą atmosferę. Wakacje i rodzinna sielanka zmieniają się w uciążliwą walkę z żywiołem (jakim są teściowie), którego nie można w żaden sposób ujarzmić. Jednak to dopiero tylko przedsmak tego, co tak naprawdę spotka Ninę.

Przez pierwszych kilkadziesiąt stron książka wydała się być lekką, przyjemną lekturą, bez żadnego głębszego przesłania. Jednak akcja, która miała miejsce w dalszej części książki wstrząsnęła mną, i to dosłownie. Takiego zwrotu akcji nigdy się nie spodziewałam. Pewnie mało który czytelnik oczekiwał takiego obrotu wydarzeń.  Od tamtego momentu czytelnik (w tym również ja) doświadcza zupełnie innej gamy emocji.  Lekkość, humor i harmonia zostaje zastąpiona współczuciem, niepewnością i strachem o przyszłość bohaterki.

Carlos Ruiz Zafon „Cień wiatru”

Grzechem byłoby pominąć tę książkę. Powieść, którą pokochały i zaczytały się w niej miliony ludzi na całym świecie. Przetłumaczona została na 20 języków, wydana w 30 krajach. W samej Hiszpanii sprzedało się 1 mln egzemplarzy.

W letni świt 1945 roku dziesięcioletni Daniel Sempere zostaje zaprowadzony przez ojca, księgarza i antykwariusza, do niezwykłego miejsca w sercu starej Barcelony, które wtajemniczonym znane jest jako Cmentarz Zapomnianych Książek. Zgodnie ze zwyczajem Daniel ma wybrać, kierując się właściwie jedynie intuicją, książkę swego życia. Spośród setek tysięcy tomów wybiera nieznaną sobie powieść „Cień wiatru” niejakiego Juliana Caraxa. Zauroczony powieścią i zafascynowany jej autorem Daniel usiłuje odnaleźć inne jego książki i odkryć tajemnicę pisarza, nie podejrzewając nawet, iż zaczyna się największa i najbardziej niebezpieczna przygoda jego życia, która da również początek niezwykłym opowieściom, wielkim namiętnościom, przeklętym i tragicznym miłościom rozgrywającym się w cudownej scenerii Barcelony gotyckiej i renesansowej, secesyjnej i powojennej.

Jeśli chcecie się przenieść w czasie i przestrzeni, do minionych epok i pobłądzić, a zarazem przeżyć niezwykłą przygodę z Danielem, koniecznie sięgnijcie po „Cień wiatru”, swoisty klasyk gatunku.

Sarai Walker „Dietoland”

Pogoń za posiadaniem idealnego ciała jest się plagą XXI wieku. Dążenie do osiągnięcia idealnego wyglądu stało się swego rodzaju chorobą cywilizacyjną. Staramy się perfekcyjnie wyglądać, ale nie dla siebie samych – chcemy przypodobać się innym osobom. Na szczęście są jeszcze osoby, takie jak Sarai Walker, które w brutalny sposób rozprawiają się ze światem mody, nierównością płciową, obsesją na punkcie wyglądu i brakiem akceptacji samego siebie. Wynikiem tego jest jej powieść „Dietoland”.

Plum Kettle, a tak naprawdę Alicia Kettle, jest redaktorką popularnego pisma dla nastolatek. Plum od zawsze zmaga się z nadwagą i brakiem akceptacji swojej osoby. Będąc nastolatką stosowała liczne diety, które jednak nie przyniosły wyczekiwanych efektów. W związku z tym, po wielu latach zmagań zadecydowała, że podda się operacji zmniejszenia żołądka. Wydaje jej się, że jeśli osiągnie wymarzoną wagę, stanie się Alicią, która może wszystko, a świat będzie leżał  u jej stóp. Decyzja zapadła, wizyta w szpitalu szczegółowo zaplanowana, a w szafie pojawiło się wiele nowych ubrań – w rozmiarze Alicii. Niespodziewanie pewnego dnia otrzymuje dziwna propozycję: dostanie pieniądze na operację, ale w zamian musi wykonać kilka dziwnych zadań. Początkowo Plum niechętnie się na to godzi, ale perspektywa łatwych pieniędzy szybko bierze górę. W przeciągu kilku miesięcy Plum przemienia się w inną kobietę, ale nie za sprawą utraty wagi.

Sarai Walker napisała manifest XXI wieku. Buntuje się przeciw kreowaniu idealnego ciała, sztuczności i obłudy. Jest przykładem, że kobieta, niezależnie od rozmiaru, może czuć się kobieco i być pewną siebie. Plum zaślepiona była dążeniem do idealnej sylwetki, by czuć się atrakcyjną, ale po pewnym czasie uświadamia sobie, że jednak lubi siebie taką, jaką jest. Cieszę się, że powstają takie książki jak „Dietoland”, bo pomagają walczyć z błędnym przekonaniem, że każda kobieta powinna nosić rozmiar 32 i ważyć 45 kg. Każda z nas na swój sposób jest piękna. I żadne głupie plotki czy zdjęcia roznegliżowanych modelek nie powinny sprawiać, że czujemy się gorsze. „Dietoland” to pełna czarnego humoru, zjadliwa, czasami brutalna, ale interesująca powieść.

Za książkę dziękuję:

„Żona czy mąż?”

Lubicie włoskie kino komediowe? Jeśli tak, to komedia „Żona czy mąż?” z Kasią Smutniak i Pierfrancesco Favino w rolach głównych to dla Was idealną rozrywką na zbliżające się długie, szare, jesienne wieczory.

Sofia i Andrea to wieloletnie maleństwo przeżywające kryzys. Ona pracuje w telewizji i lada dzień ma zadebiutować na ekranie telewizorów w charakterze prezenterki popularnego porannego programu. On jest utalentowanym neurochirurgiem, który skonstruował tajemniczą maszynę o nazwie „Charlie”, która ma umożliwić czytanie myśli. W wyniku nieudanego eksperymentu bohaterowie zamieniają się ciałami – umysł męża przenosi się do ciała żony i na odwrót. Małżeństwo i tak boryka się z licznymi problemami zawodowymi, finansowymi i osobistymi, a nieoczekiwana zamiana miejsc pogłębia wszystkie te kryzysy, stając się przy tym źródłem wielu komicznych sytuacji. Z drugiej jednak strony, nowa sytuacja sprawia, że nie tylko lepiej poznają szczegóły z codziennej egzystencji małżonka, ale będą mogli również inaczej spojrzeć na swój związek.

Zamiana miejsc pełna jest przekomicznych sytuacji. Zachowanie Pierfrancesco Favino jako Sofii zamkniętej w ciele męża przypomina (delikatnie mówiąc) mocno zniewieściałego mężczyznę. Bardzo często się wzrusza czy mimowolnie poprawiając włosy, kokieteryjnie zakręcając je na palcach. Z kolei Kasia Smutniak jako mąż uwięziony w ciele żony rozwala system. Piękna kobieta, która na własne życzenie oszpeca się i kompromituje na oczach widzów z całego kraju, wywołuje niekontrolowane wybuchy głośnego śmiechu. Nie da się nie lubić obu postaci. Oboje bardzo mocno zamieszają w karierze swojego małżonka. Swoją drogą ciekawa jestem, jak ja bym się zachowywała, gdybym zamieniła się ciałem z jakimś mężczyzną.

Filmów o tego typu filmów nakręcono całe dziesiątki. W sumie powstała banalna historia, z przewidywalnym zakończeniem, mimo to z całą pewnością dostarcza rozrywki. Włoska produkcja w reżyserii Simone Godano jest lekka i zabawna, w sam raz idealna na długie, jesienne wieczory. Może film nie wnosi nic nowego do światowej kinematografii, za to można przyjemnie spędzić czas w trakcie jej seansu. Jeśli nie macie planów na leniwy wieczór, sięgnijcie po komedię „Żona czy mąż?”. Dobra zabawa gwarantowana.

Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję:

Teatr Polonia: „Klaps! 50 twarzy Greya”

Kto z nas nie słyszał o E. L. James i jej słynnej książce „50 twarzy Greya”? Chyba każda kobieta trzymała w rękach egzemplarz tej erotycznej powieści. Sama przyznaję się do przeczytania pierwszej części Greya, ale przez kolejne tomy (nie)stety nie mogłam przebrnąć 🙂 Spektakl, który jest parodią tego romansidła cieszy się ogromną popularnością zarówno w Ameryce, jak i Europie. W 2014 roku dotarł na deski warszawskiego Teatru Polonia.

„Pięćdziesiąt twarzy Greya” to najsłynniejsze światowe czytadło dla kobiet. Tę wyśmiewaną i lekceważoną erotyczną powieść przeczytało najwięcej kobiet na świecie; w samych Stanach Zjednoczonych już w ciągu trzech pierwszych miesięcy powieść sprzedała się w liczbie 20 milionów egzemplarzy! Sztuka jest subtelną kpiną z książki i takiego rodzaju literatury.

Początkująca pisarka, matka i niezbyt usatysfakcjonowana żona (Marta Walesiak), wysyła na weekend rodzinę, by móc w spokoju pisać powieść, która ma stać się hitem. Na scenie spotykają się więc autorka i dwójka bohaterów książki: ona – nieco zagubiona jeszcze dziewica z dyplomem z literatury i on – niezwykle przystojny, pociągający, tajemniczy milioner. Już przy pierwszym spotkaniu Tasha (Magdalena Lamparska) staje się obiektem pragnień Hugh Hansena (Mateusz Damięcki). Mężczyzna uwodzi niedoświadczoną dziewczynę z zamiarem wciągnięcia jej w swoje erotyczne gry, których jest pasjonatem. Obie postaci przez cały czas kłócą się z autorką o ich wizerunki, zalety intelektu i charakteru.

W obsadzie polskiej adaptacji, na deskach Teatru Polonia w rolach głównych możemy oglądać Magdalenę Lamparską, Martę Walesiak i Mateusza Damięckiego. Za reżyserię odpowiada John Weisgerber, scenografię i kostiumy przygotowała Paulina Czernek, a choreografia została przygotowana przez Paulinę Andrzejewską. Na scenie możemy podziwiać nie tylko układy taneczne aktorów, ale również popisy wokalne artystów, a „romantyczna” piosenka w wykonaniu Mateusza Damięckiego po prostu zwala z nóg 🙂

„Klaps! 50 twarzy Greya” to świetna rozrywka. Jeśli nie macie planów na zbliżające się długie, jesienne wieczory, zarezerwujcie sobie któryś z nich na wizytę w Teatrze Polonia. Spektakl muzyczny, ze znakomitymi piosenkami, błyskotliwym humorem oraz genialną grą aktorską. Zapewniam, że będziecie zachwyceni tym prześmiewczym spektaklem i ostrzegam, że od ciągłego śmiechu wyjdziecie z bólem brzucha. Warto dodać, że spektakl przeznaczony jest tylko dla widzów dorosłych. A striptiz i goła klata oszałamiająco przystojnego Mateusza Damięckiego jest wisienką na torcie całego przedstawienia 😊

Za możliwość obejrzenia spektaklu dziękuję: