Teatr Rampa: „Kobiety na skraju załamania nerwowego”

Hiszpański temperament w połączeniu ze świetnymi kreacjami aktorskimi, doskonałym wokalem i perfekcyjną choreografią to przepis na znakomite show.

Pepa (Małgorzata Regent) to popularna aktorka w średnim wieku, która beznadziejnie zakochana jest w niejakim Ivanie (Dariusz Kordek) – jednym z największych amantów w okolicy, który przed laty porzucił dla niej swoją żonę. Pewnego dnia wali się jej cały świat, gdyż okazuje się, że teraz to ona została porzucona dla znacznie młodszej kochanki. Zrozpaczona i zdesperowana aktorka wyrusza w poszukiwania niewiernego kochanka, jednak przez przypadek, na swojej drodze spotyka jego byłą żonę – Lucię (Anna Sztejner),  syna Carlosa (Maciej Pawlak) wraz z narzeczoną (Natalia Piotrowska), a także jego nową „ofiarę” – Paulinę (Marta Wardyńska). Co może wyniknąć ze spotkania tak barwnych postaci? Tego nie mogę zdradzić, trzeba samemu zobaczyć. Uchylę rąbka tajemnicy i powiem, że nie będzie nudno, wręcz przeciwnie. W trakcie spektaklu mamy do czynienia z różnymi zwrotami akcji, które przeplatane są humorystycznymi dialogami, by za chwilę odpłynąć przy nastrojowych utworach wykonywanych przez głównych bohaterów.

Małgorzata Regent jest świetną aktorką, co udowodniła rolą Pepy. To właśnie na jej postaci skupia się cała akcja, a dzięki jej kreacji postaci głównej bohaterki i fenomenalnym wokalu aktorki mamy doczynienia z całą gamą barwnych emocji: od gniewu i frustracji, przez smutek i żal, aż po samą radość. Jednak bez wątpienia najbardziej charyzmatyczną personą całego spektaklu była przyjaciółka Pepy – Candela (w tej roli Paulina Grochowska), która jest modelką i boryka się z problemem rozchwiania emocjonalnego. Nieporadność Candeli i oderwanie od świata rzeczywistego jest wprost przekomiczne. Jej rola została świetnie wykreowana i wywołała salwy śmiechu, a także niejednokrotnie doprowadziła publiczność do łez.

Czym byłby znakomity spektakl bez utalentowanych tancerzy? Santiago Bello ułożył znakomitą choreografię, w której dostrzec możemy  mnóstwo hiszpańskich akcentów. Choreograf jest rodowitym Hiszpanem i udało mu się wplątać trochę hiszpańskiej kultury, dzięki czemu widzowie mają okazję podziwiać elementy passo doble, flamenco czy klasycznego tańca hiszpańskiego. Dodatkowo efektu dodają przepiękne kostiumy, które nie tylko podkreślają charakter danej postaci, a także nawiązują do hiszpańskich tradycji.

„Kobiety na skraju załamania nerwowego” to musical oparty na filmie z 1988 roku, hiszpańskiego reżysera Pedro Almodovana. W Polsce możemy oglądać spektakl w Teatrze Rampa w Warszawie. Co ciekawe, warszawski teatr wystawił tę sztukę jako pierwszy w naszym kraju i jako trzeci na świecie. Za reżyserię odpowiada Dominika Łakomska, a autorami inscenizacji Jakub Wocial oraz Santiago Bello, który stworzył także znakomitą choreografię. O oprawę muzyczną zadbał Jan Stokłosa. Hiszpański temperament, dowcipne dialogi, nieoczekiwane zwroty akcji i poruszające piosenki to powody, dla których warto zobaczyć „Kobiety na skraju załamania nerwowego”.

Za możliwość obejrzenia spektaklu dziękuję:

Paweł Zgrzebnicki „Tam, gdzie kończy się świat”

„Nie oceniaj książki po okładce” – głosi stare porzekadło. Zazwyczaj tego nie robię, jednak w tym przypadku było nieco inaczej. Nie za bardzo interesowałam się Papuą-Nową Gwineą oraz tym, nie za bardzo nawet wiedziałam, gdzie znajduje się ten kraj. Przyznaję szczerze, że do lektury tej książki zachęciła mnie właśnie okładka. Zahipnotyzowała mnie od pierwszego wejrzenia.

Mało kto wie, gdzie znajduje się państwo o nazwie Papua-Nowa Gwinea. Przeciętny człowiek posiada niewielką wiedzę dotyczącą tego egzotycznego kraju, umiejscowionego gdzieś w Oceanii. Dlatego też cieszę się, że Paweł Zgrzebnicki napisał tę książkę, w oparciu o własne doświadczenia związane z tym państwem. Autor reportażu opisuje swoją miesięczną podróż po jednym z najmniej przyjaznych podróżnikom krajów. Paweł Zgrzebnicki to podróżnik, fotograf oraz organizator licznych wypraw. Swoje doświadczenie zebrał na wielu wyprawach do niemal siedemdziesięciu krajów świata.

Paweł Zgrzebnicki zabiera czytelnika w niecodzienną podróż na tereny, wciąż określane jako dziewicze i dzikie. Mówi się, że są jednym z ostatnich miejsc na Ziemi, gdzie zachowały się jeszcze pierwotne społeczności ludzi, żyjące na sposób diametralnie różny od naszego. To tereny gdzie nie wdarła się jeszcze cywilizacja. Śledzimy jego podróż od momentu wylotu z Krakowa, przez miesięczną wyprawę po Papui, aż do samego powrotu do ojczyzny. Jego reportaż zawiera wiele informacji o kulturze, zwyczajach i codziennym życiu mieszkańców ziem popularnie nazywanych Melanezją. Autor nie pozostaje jednak na powierzchni, ale dociera głębiej, do miejsc, informacji i ludzi gdzie przeciętny podróżnik obawiałby się wyruszyć. Dzięki niemu możemy przeczytać o tajemniczych plemionach Asaro i Simbu, o ich jeszcze bardziej tajemniczych rytuałach i wierzeniach, które nie tylko ciekawią, ale czasem nawet przerażają. Autor narażając się na niebezpieczeństwo dociera do mieszkańców ziem ukrytych przed oczami turystów.

Czegoś mi jednak brakowało, a mianowicie kolorowych zdjęć z tej egzotycznej wyprawy. Co prawda zamiast tego pojawiają się czarno-białe rysunki różnych miejsc i postaci, ale nie niestety nie oddają one tej „prawdziwości” i naturalności, co fotografie. Trochę jestem zawiedziona, bo zdjęcie okładkowe zaostrzyło mi apetyt na więcej takich „perełek”.

Jak wspomniałam wcześniej, nigdy jakoś nie interesowałam się egzotycznymi kulturami, które zamieszkują tereny odległej Oceanii. Cieszę się jednak, że sięgnęłam po książkę „Tam, gdzie kończy się świat”, bo dowiedziałam się szalenie ciekawych informacji. Warto poszerzać swoje horyzonty i otwierać się na świat, który jak się okazuje – nie do końca jest jeszcze dokładnie odkryty, a tym bardziej zrozumiany. Polecam relację z podróży Pawła Zgrzebnickiego – to doskonała lektura dla każdego podróżnika.

Za książkę dziękuję:

Och-Teatr: „Pocztówki z Europy”

Oto historia pewnej ekscentrycznej angielskiej rodziny.

Po ośmioletniej nieobecności i podróży po Europie, Ivory Sutton powraca do rodzinnego domu. Przyjeżdża wraz ze swoją narzeczoną Gilian Moore, by przedstawić ją swojej rodzinie. Jak się okazuje, bardzo dużo w międzyczasie się zmieniło. Wszystko jest inaczej niż się wydaje na początku: w tajemniczych okolicznościach znika służąca, ale za to odnajduje się dawno zaginiony (i wygłodniały) pies. Rzekomo nieżyjąca od dwóch lat babcia ma się świetnie, dom przypomina krzywą wieżę w Pizie, a nobliwa ciocia robi zdumiewającą karierę przez telefon. Wszystko wygląda świetnie i początkowo spotkanie przynosi dużo radości wszystkim zgromadzonym domownikom, ale okazuje się, że to tylko pozory sielanki, bowiem ku zaskoczeniu narzeczonych na jaw wychodzi kilka „niewygodnych” faktów z życia rodziny.

Jak się okazuje, z rodziną najlepiej wychodzi się na obrazku. A w tym przypadku dokładnie tak jest. Dla Ivory’ego, a tym bardziej dla Gillian, to prawdziwy dom wariatów. Początkowo wszystko wydaje się idealne: stęskniona rodzina wita długo niewidzianego syna oraz zachwyca się jego narzeczoną. Dopiero z czasem okazuje się, że 97-letnia babcia „zmartwychwstaje”, co więcej jest w znakomitej formie. Tak znakomitej, że dokazuje i dokucza przyszłej pannie młodej. Z kolei przyszła teściowa bierze Gillian za zaginioną służącą i zagania do sprzątania mieszkania… Natomiast ciotka to znakomita bizneswoman, która rozkręca swoją karierę przez telefon z miejscowymi amantami. „Kiedy zawarowaliście, kiedy to się stało?” – pyta zrezygnowany Ivory.

Pełna absurdów, momentami nieco okrutnym i czarnym humorem komedia omyłek wciąga widza w sam środek zwariowanego domu. Bombarduje niespodziewanymi zwrotami akcji, nie pozwala odetchnąć. W jednym momencie pękamy ze śmiechu, a momentami ściska nas za serce z żalu. „Pocztówki z Europy” w reżyserii Krystyny Jandy to tragikomiczna opowieść z ogromną dawką czarnego humoru oraz mnóstwem przekleństw.

„Pocztówki z Europy” to dawka dobrego humoru w znakomitym wykonaniu. W sztuce występują: Magdalena Zawadzka (Evelyn Sutton), Leonard Pietraszak (Stanford Sutton), Wiesława Mazurkiewicz (Nana), Maria Seweryn (Gillian Moore), Paweł Ciołkosz (Ivory Sutton) oraz Dorota Pomykała (ciocia Ester). Jeśli chcecie odetchnąć, zrelaksować się, a także zafundować sobie solidną dawkę dobrego humoru, zdecydowanie polecam „pocztówki z Europy”. Gwarantuję, że nie będziecie się nudzić nawet przez minutę w trakcie tego 2-godzinntgo spektaklu.

 

Za możliwość obejrzenia spektaklu dziękuję: