Kijów. Z innej perspektywy

Miałam dla Was przygotować inny post na temat Kijowa, który od jakiegoś czasu rodził się w mojej głowie. W związku z tym, że ostatnio wszystko robię na opak, swoją przygodę ze stolicą Ukrainy także opiszę nietypowo, z innej perspektywy 🙂 No dobra, tak naprawdę nie mogłam się doczekać, aż podzielę się z Wami wszystkimi perełkami, które udało mi się znaleźć w tym mieście 🙂

Stolica Ukrainy bardzo mnie zaskoczyła, pod wieloma względami. Najbardziej tym, że mało kto mówi po angielsku. Ok, byłam na to przygotowana w pewien sposób, ale nie spodziewałam się, że recepcjonistka w hostelu w centrum miasta, w stolicy kraju ni w ząb nie będzie rozumiała angielskiego! Nie mam pojęcia, jak udało mi się z nią porozumieć, ale było bardzo ciężko. Z moim powolnym polskim i językiem ciała, coś udało mi się ostatecznie ustalić. Ale wyglądało to tak, że pytając ją o szafkę zamykaną na klucz, otrzymałam w zamian ręcznik 🙂 W odpowiedzi na prośbę o adres jakiejś informacji turystycznej otrzymałam numer telefonu i nazwę napisaną po ukraińsku, czyli w cyrylicy, w której wówczas jeszcze nie umiałam czytać. Z kolei na pytanie dotyczące dostępności mapy dla turystów, pani zrozumiała, że nie mam wifi w telefonie i co teraz mamy począć 🙂 Dzisiaj wydaje mi się to przekomiczne, ale w tamtym momencie chciałam ją udusić.

A teraz o tych pozytywnych zaskoczeniach 🙂 Nie spodziewałam się, że to miasto aż tak bardzo mnie urzeknie. Nie wiem czego konkretnie oczekiwałam, ale Kijów totalnie mnie kupił. Z jednej strony majestatyczne i monumentalne cerkwie, z drugiej zaś budynki pamiętające czasy komunizmu,  a gdzieś pomiędzy znajdują się totalnie odjechane i dziwne atrakcje, zupełnie jakby z innego – alternatywnego świata. Dzisiaj skupię się właśnie na tych nietypowych atrakcjach Kijowa.

To, co najbardziej mnie urzekło to niecodzienny plac zabaw, zwany Aleją Pejzażową, gdzie – dosłownie – przeniosłam się do Krainy Czarów (i kotów). Jako naczelna kociara, oszalałam na punkcie tamtejszych zwierzaków. Kolorowy plac zabaw wyłożony jest mozaiką, a efekt jest oszałamiający. Możemy tam spotkać nie tylko wspomniane koty, ale także inne dziwne stwory. Poznamy także  Alicję, ale również w wersji alternatywnej, bo z tego co pamiętam, to ta disneyowska była blondynką 🙂 Przyznaję, że ktoś miał niezła fantazję, żeby stworzyć tak odlotowe miejsce. Ja bawiłam się równie wybornie jak wszystkie dzieciaki przebywające razem ze mną na tym placu zabaw 🙂

Spacerując po mieście można spotkać naprawdę niecodzienne rzeczy 🙂 Kijowskie atrakcje potwierdzają tezę, że można stworzyć coś z niczego, np.  z przyborów kuchennych da się zbudować popiersie konia albo ze zbędnych kabli skonstruować człowieczka siedzącego na ławce 🙂 Chodząc pomiędzy uliczkami natkniemy się między innymi na uliczną galerię „słynnych” dyktatorów, złowrogo spoglądającego lwa albo… przyszłego księcia z bajki! 😀

Gdy zmęczymy się przechadzką po mieście, można przycupnąć i odpocząć na takich oto ławeczkach.

No i na sam koniec- crème de la crème – fantastyczny street art 🙂 Kijów zdecydowanie ma się czym szczycić pod tym względem. Ostatniego dnia, w miejscowej księgarni, kupiłam przewodnik po kijowskich muralach i udałam się w poszukiwanie perełek. Udało mi się zrobić „tylko” 3 trasy z tego przewodnika. Piszę „tylko”, gdyż było tam zaznaczonych ok. 15 tras w różnych częściach miasta, a ja przebyłam jedynie znikomy procent, nie mniej jednak chodziłam po mieście od rana do zapadnięcia zmroku, cały czas szukając tych cudownych murali 🙂 Jedno jest pewne – wrócę tam po więcej 🙂 Oto, co udało mi się znaleźć.

Ta perełka znajdowała się tuż przy  moim hostelu. Nie dało rady ująć go w całości, więc podzieliłam go na kilka części, gdyż jest zbyt piękny, żeby pominąć cokolwiek 🙂

 

Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym poście są moją własnością, chyba że zaznaczono inaczej. Kopiowanie i używanie bez mojej zgody jest zabronione.

35 myśli w temacie “Kijów. Z innej perspektywy

  1. Chciałabym tam pojechać. Kiedyś miałam zupełnie inne wyobrażenie tamtych terenów, potem już mniej więcej zaczęłam ogarniać, że to nie do końca tak. Ale teraz, jak popatrzyłam na Twoje zdjęcia, czuję się skuszona. Będę musiała kiedyś tam się wybrać. 🙂

  2. Czy Ty na pewno byłaś w Kijowie? To przypadkiem nie Barcelona? 😉 Pięknie! Ja o Ukrainie wciąż tylko słyszę, ale niestety nie miałam jeszcze okazji…:(

  3. Oh Kijów! Byłam z pół roku temu, a posta dalej nie napisałam. Ten park z Aleją Pejzażową jest niesamowity. A murale rozsiane po całym mieście genialne i na każdym rogu całkiem niezła kawa! 🙂 To fakt, że mało ludzi tam mówi po angielsku i często jest z tym problem, dlatego jeśli ktoś nawet nie czyta cyrylicy to ma tam ciężko. Polecam nauczyć się przynajmniej czytać, bo wiele słów brzmi podobnie i z wieloma ludźmi prędzej dogadamy się polsko-ukraińsko niż po angielsku 🙂 Ja cos tam kumam po rosyjsku, więc mam łatwiej, ale nie czytając to bym tam chyba nie ogarnęła się zupełnie. Większość knajp nie ma (inaczej niż np. w Polsce) menu po angielsku 😀

  4. Jakoś nie za bardzo ciągnie mnie na wschód więc Kijów nie był nigdy na mojej liście miejsc do odwiedzenia ale myślę, że dla wszystkich fanów street artu to na pewno będzie niezła gratka!

    • Wiesz co, ja jeszcze dwa lata temu nie myślałam o Wschodzie, a teraz tylko tam mogłamym latać 😉 a Kijów od niedawna widnieje na mojej podróżniczej liście marzeń 🙂 I uważam, że warto tam pojcać, chociażby nawet po to, żeby przełamać barierę w swojej głowie 🙂 Pozdrawiam

  5. Przepiękna relacja, uwielbiam takie klimaty miasta. Mieszkańcy sami tworzą swoje otoczenie, ubarwiają je i przedstawiają ważne dla siebie motywy. Przeglądając zdjecia z placu zabawa, miałam wrażenie że przeniosłam się w czasy mojego dzieciństwa. Wtedy to przedstawienia w szkole czy bajki w telewizji miały podobne klimaty 🙂

    Pozdrawiam

  6. Z ciekawością obejrzałam Twoje zdjęcia i przeczytałam wpis. Na pewno z chęcią zobaczyłabym te „majestatyczne i monumentalne cerkwie” i resztę, ze względów poznawczych. Lubię być zaskakiwana. Nie byłam w Kijowie, ale klimat zdjęć przypomina mi Erywań. Sama nie wiem, co sądzić o tym mieście – pomieszanie z poplątaniem: nowoczesna sztuka z komunistycznymi budynkami, „straszące” na wzgórzu wesołe miasteczko, w którym czułam się jakby przeniosła się wiele lat wstecz itp. Jerewań na pewno zapadł mi w pamięć na wiele lat i zadziwił, czasami urzekła, a czasami odstraszał. Mam zamiar wybrać się w końcu do Kijowa – ciekawe, czy będę miała podobne wrażenia:)

  7. Stosunkowo dużo obrazków dałaś z tej Alei Pejzażowej, ale to trochę racja, że pozostałe elementy wydają się przy niej szare. Zachęciłaś do odwiedzin tego miasta 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s