Beata Pawlikowska „Blondynka na Rio Negro”

blondynka-na-rio-negro-b-iext27853658Książki pani Beaty Pawlikowskiej zawsze czytam z ogromną przyjemnością i zapartym tchem. Tak również było w przypadku „Blondynka na Rio Negro”, w której opisuje kontynuację swojej wyprawy po wodach dżungli amazońskiej – od rzeki Orinoko w Wenezueli, przez Rio Negro aż do Amazonki w Brazylii.

W tej części Beata Pawlikowska odbywa swoją podróż po wodach Rio Negro – największej na świecie rzeki o ciemnej wodzie i jednocześnie jednym z największych dopływów Amazonki. Zanim jednak znalazła się na łódce, musiała poczekać na nią. W okresie, w którym wtedy przebywała podróżniczka, poziom wód w rzekach był bardzo niski, w związku z tym, rzadko kiedy statki pływają. Co więcej, mało które pojawiają się w odległych, małych i bezludnych amazońskich miejscowościach. Poza tym czas w Amazonii to pojęcie względne. Mimo wszystko, pojawiła się łódź wojskowa, dlatego też pani Beata postanowiła skorzystać z okazji i dołączyć do grupy czterech nieznanych wenezuelskich żołnierzy…

W trakcie swojej nietypowej wyprawy, pisarka w barwny sposób opowiadała o otaczającej ją niesamowitej tropikalnej fauny i flory. Szczególną uwagę poświęciła krwiożerczym komarom i żelaznym muchom, które dosłownie wysysały krew z niej i jej towarzyszy. Po raz kolejny fascynuje się jedzeniem, a konsumpcję podnosi do rangi świętości. W sumie nie ma się co dziwić, ponieważ nie zawsze ma okazję zjeść ciepły, porządny posiłek. Poza tym, w tamtym rejonie kuli ziemskiej ludzie, pomimo odpowiednich predyspozycji rolniczych, nie uprawiają ziemi. Czekają bowiem, czasami nawet po kilka tygodni, na dostawy puszkowanego i przetworzonego jedzenia… No cóż, dziwny jest ten świat.

Beata Pawlikowska jest dla mnie autorytetem i bardzo podziwiam jej zapał oraz odwagę. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek, przebywając po drugiej stronie globu, na nieznanych terenach i w zupełnie innym kręgu kulturowym odważyła się wsiąść na łódkę z czterema nieznanymi mężczyznami i to żołnierzami… Nie wiem czy podróżniczka ma tyle szczęścia w życiu, że w trakcie swoich podróży zawsze spotyka dobrych i przyjaznych ludzi, czy może po prostu nie opisuje niebezpiecznych sytuacji, których doświadczyła… Przecież Ameryka Południowa nie jest bezpiecznym miejscem, to powszechnie wiadomo. Nawet jeśli będąc tam po raz setny, nie można wszystkim ufać oraz mieć pewności, że nikt nas nie skrzywdzi. Zawsze pozytywnie wypowiada się na temat tamtejszej ludności, co oczywiście jest na plus, jednak nie chce mi się wierzyć, że nigdy nie przytrafiło jej się nic złego.

Nie da się ukryć, że podróżniczka, pisarka i dziennikarka jest silną, niezależną i odważną kobietą. Twierdzi, że właśnie te cechy pozwalają spełnić wszystkie marzenia, a jej recepta na osiągnięcie sukcesu to pasja poparta ciężką pracą, która pozwala osiągnąć mistrzostwo w dowolnej dziedzinie. Właśnie dlatego tak bardzo ją podziwiam. Jestem ciekawa, jak zakończy się jej „niemożliwa” dwumiesięczna wyprawa po rzekach amazońskiej dżungli. Dlatego z niecierpliwością czekam na kolejną książkę z tej serii.

Recenzję poprzedniej książki „Blondynka na Orinoko”, o początkach wyprawy po amazońskich wodach możecie przeczytać tutaj: https://kobiecaintuicja.wordpress.com/2015/05/11/beata-pawlikowska-blondynka-na-orinoko/

Za książkę dziękuję:

burda-ksic485c5bcki

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s