Miłość ponad wszystko?

Ostatnio naszła mnie refleksja, dlaczego to właśnie miłość do „tej jedynej” osoby jest dla nas najważniejsza w życiu. Dlaczego to ona przyćmiewa inne wartości?  Kiedy się zakochujemy, to przez cały czas pragniemy przebywać w towarzystwie ukochanej osoby, a kiedy jesteśmy osobno, wszystkie nasze myśli skupiają się na tej jedynej, wyjątkowej osobie. To zrozumiałe. Dlaczego będąc w związku zaniedbujemy, albo wręcz zrywamy relacje z innymi niegdyś równie ważnymi nam osobami? Zauważyłam przykre zjawisko (również wśród swoich koleżanek), że kiedy były szczęśliwymi singielkami pragnęły co drugi dzień spotykać się na lunch czy wieczorne pogaduchy przy winie, jednak kiedy odnalazły swoją „drugą połówkę”, nagle przestały mieć czas nawet na rozmowy on-line. Rozumiem, że miłość jest bardzo ważną częścią naszego życia, ale czy dla niej warto rezygnować ze wszystkiego innego?

Rzućmy okiem na bohaterki serialu „Seksu w wielkim mieście”. Wszystkie cztery przeżyły dużo miłości i miłostek w swoim życiu, jednak zawsze znajdowały czas, aby wyskoczyć na lunch, albo wieczorami wybrać się całą paczką do klubu. Dziewczyny miały swoje wzloty i upadki, jak w każdej przyjaźni bywa, jednak zawsze nawzajem się wspierały. Jedni mężczyźni przychodzili, drudzy odchodzili, ale Carrie, Miranda, Charlotte i Samantha bez względu na wszystko zawsze były razem. Pamiętam odcinek, w którym to dziewczyny szukały w mężczyznach swoich bratnich dusz. Nie znalazły. Charlotte wypowiedziała wtedy bardzo mądre i zapadające w pamięć słowa: one nawzajem są dla siebie bratnimi duszami i żaden mężczyzna nigdy nie wejdzie pomiędzy nie. Carrie w środku nocy z drugiego końca dzielnicy potrafiła przyjechać do Mirandy, gdy ta zadzwoniła z płaczem, że miała koszmar. Samantha potrafiła wcielić się w rolę w detektywa, kiedy miała podejrzenia, że ukochany Carrie nie jest szczery w stosunku niej. Kiedy okazało się, że Miranda jest w niechcianej ciąży, Carrie wspierała jej decyzję dotyczącą aborcji i dzielnie trzymała ją za rękę na chwilę przed zabiegiem. Gdzie podziały się takie przyjaźnie? Czy nadeszły czasy egoizmu, w których to każdy pilnuje swoich spraw i jest zapatrzony tylko na swoje szczęście?

Kiedy w życiu układa się pomyślnie, nie potrzebujemy ani porad, ani wsparcia innych osób. Z potęgi przyjaźni zdajemy sobie sprawę dopiero wtedy, kiedy: „wielka miłość” jednak nie okazała się taka wielką jak się spodziewałyśmy, „ten jedyny” zdradził, do związku wkradła się rutyna i mamy ochotę na skok w bok, bo nowy kolega z pracy nas pociąga albo partner zalazł nam mocno za skórę. Zdajemy sobie sprawę, że nie mamy z kim wyskoczyć na piwo, więc zmuszone jesteśmy codziennie spędzać czas z ukochanym. Przykre jest to, że „najlepsza przyjaciółka”, którą znamy od małego okazuje się egoistką, która raz na pół roku nie ma czasu na dwugodzinne spotkanie, a jak już łaskawie uda jej się spotkać to przez całe spotkanie albo sms-uje z ukochanym, albo zrywa się po pół godzinie, żeby zrobić obiad swojej miłości. Jestem w stanie zrozumieć wszystko, ale czy ten ukochany nie potrafi sam sobie zrobić kanapki, albo nie wytrzyma godziny bez kontaktu ze swoja kobietą, zwłaszcza jak razem mieszkają? Ściska cię w gardle, kiedy od osoby trzeciej albo z  Facebooka dowiadujesz się, że niegdyś twoja przyjaciółka np. zaręczyła się albo urodziła dziecko.  A najgorsze jest to, kiedy kumpela traktuje cię jak podgatunek i na wszystkie sposoby daje ci to odczuć, bo ona ma chłopaka, ty chwilowo jesteś singielką… Zastanawiam się, od kiedy wartość współczesnej kobiety mierzona jest posiadaniem mężczyzny czy też jego brakiem.

Spójrzmy na to z innej perspektywy: czy mężczyźni rezygnują z przyjaźni ze swoimi kumplami tylko dlatego, że przygruchali sobie kobiety? Nie! Nadal spotykają się na piwie w swoim gronie i robią to, co zazwyczaj robili.  Oczywiście zdarzają się tzw. pantoflarze (których tak na marginesie jest coraz więcej), którzy bez zgody swojej lubej nie ruszą się z domu, ale nie o nich tutaj mowa. Czy zatem my kobiety jesteśmy słabszym gatunkiem, skoro w imię miłości zrywamy relację z niegdyś ważną dla nas osobą? Trudno powiedzieć, osobiście preferuję pogodzenie obu relacji w taki sposób, żeby żadna ze stron nie ucierpiała. Coraz częściej dochodzą do wniosku, że baby naprawdę są jakieś inne (wcześniej takie zdanie miałam o facetach). Jak ktoś kiedyś powiedział: nic nie trwa wiecznie. Wszystko ma swoja datę ważności. Nawet „prawdziwe i głębokie przyjaźnie”, które miały być na zawsze…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s